Jako pierwsza na jego podbój ruszyła Rosja, która może najwięcej skorzystać na otwarciu Północnej Drogi Morskiej. Aby zabezpieczyć swoje przyszłe interesy gospodarcze i energetyczne, już wzmocniła obecność wojskową w regionie.

Gra o Królestwo Północy

Za sprawą ocieplenia klimatu rola Arktyki dla światowej gospodarki i bezpieczeństwa będzie w najbliższych latach rosnąć. Dzięki otwarciu Północnej Drogi Morskiej żegluga z Europy do Azji stanie się o jedną trzecią krótsza od obecnie wykorzystywanego szlaku przez Kanał Sueski. Pojawią się też nowe możliwości wydobywania surowców naturalnych, głównie ropy i gazu, z szelfu kontynentalnego. Problem polega jednak na tym, że jak dotąd państwa regionu nie uregulowały jego statusu.
Nie rozstrzygnięto, czy Arktykę należy traktować jako morze pełne, co oznacza wolność żeglugi, czy akwen podzielony na strefy ekonomiczne państw sąsiadujących. Co więcej, ich granice budzą dużo kontrowersji, a poszczególne państwa, w tym Rosja, prowadzą badania geologiczne mające na celu udowodnienie swoich praw do jak największej części tego terytorium. Ponadto, zgodnie z traktatem spitsbergeńskim (znanym także jako paryski) z 1920 r. państwa sygnatariusze, w tym Polska, mają równe prawo do korzystania z jego zasobów naturalnych i prowadzenia tam badań naukowych.
Reklama
Choć norweski archipelag Svalbard, w którego skład wchodzi Spitsbergen, jest terytorium neutralnym, Oslo zastrzegło, że może zostać zajęty przez siły NATO, jeśli ta neutralność zostanie naruszona. Brak regulacji rodzi zatem pokusę, aby zadziałać na zasadzie „kto pierwszy, ten lepszy”, a tym samym obecność sił zbrojnych w Arktyce może okazać się kluczowa dla rozstrzygania ewentualnych sporów związanych z eksploatacją szelfu kontynentalnego. A spośród państw regionu najwięcej w tym zakresie zrobiła Rosja.

Arktyczna koniczyna

W Moskwie trwają obecnie prace nad strategią rozwoju strefy arktycznej do 2035 r., koordynowane przez Radę Bezpieczeństwa i Ministerstwo Rozwoju Dalekiego Wschodu i Arktyki. Obszar ten jest szczególnie cenny gospodarczo, gdyż generuje on 12–15 proc. rosyjskiego PKB i 25 proc. eksportu. Tu wydobywane są metale rzadkie, kamienie szlachetne i 80 proc. rosyjskiego gazu. Rosja planuje też rozbudowywać swoje arktyczne porty, a z Murmańska uczynić jeden z głównych punktów przeładunkowych Północnej Drogi Morskiej. Ponadto, aby chronić swoje Królestwo Północy, od kilku lat stale wzmacnia obecność wojskową w regionie, choć w wielu przypadkach bardziej zasadnie byłoby powiedzenie, że przywraca zdolności z czasów ZSRR.
Teren rosyjskiej Północy jest podzielony między dwa okręgi wojskowe – centralny i wschodni – oraz Dowództwo Operacyjne Północ oparte na Flocie Północnej, które powstało w 2014 r. poprzez wydzielenie z zachodniego okręgu wojskowego. W 2016 r. rozpoczęto wzmacnianie 45. Armii sił powietrznych i obrony powietrznej wchodzącej w skład Floty Północnej. Od 2017 r. w jej ramach jest formowana druga dywizja obrony powietrznej, a zgrupowanie to jest doposażane w systemy S-350 Witiaź, S-400 i Pancyr-S. W najbliższych miesiącach w jej skład mają wejść również co najmniej dwa pułki radiotechniczne.
Ponadto na wyspach i u wybrzeży Oceanu Arktycznego powstają nowoczesne bazy wojskowe, zwane od swojego kształtu arktycznymi koniczynkami. Pierwszą zbudowano na Wyspach Nowosyberyjskich, drugą na Ziemi Franciszka Józefa, trzecią w miejscowości Tiksi (Jakucja), gdzie mogą zostać przebazowane bombowce strategiczne. Natomiast czwarta powstaje na Wyspie Wrangla. W skład każdej wchodzą m.in. stacje radiolokacyjne zabezpieczające rosyjskie terytorium od Północy. Wystarczy też rzut oka na mapę, żeby się przekonać, że zadaniem tych baz będzie zabezpieczenie bezpiecznego funkcjonowania niemal całej Północnej Drogi Morskiej.
Trwa też przezbrajanie Floty Północnej. W wywiadzie udzielonym 1 czerwca, w święto Floty Północnej, jej dowodzący wiceadmirał Aleksandr Moisiejew mówił, że tylko w tym roku ma tam trafić 180 sztuk nowego sprzętu, w tym sześć nowych okrętów (dwa z nich pomyślnie przeszły już testy, kolejny właśnie je kończy). Od kilku lat Rosja prowadzi też intensywne ćwiczenia w Arktyce. Najwięcej oczywiście z udziałem jednostek Floty Północnej. W 2019 r. jej okręty ośmiokrotnie pokonały Północną Drogę Morską. Z kolei w kwietniu świat obiegły zdjęcia i filmiki żołnierzy wojsk powietrznodesantowych, którzy desantowali się na Ziemię Franciszka Józefa z wysokości 10 tys. m.
Kolejny raz oczy obserwatorów, złożonych nie tylko ekspertów do spraw bezpieczeństwa, zwróciły się na Arktykę na początku maja, kiedy na Morze Barentsa wpłynęła grupa złożona z trzech okrętów amerykańskich i jednego brytyjskiego. Do żadnego incydentu nie doszło (choć Rosjanie pewnie długo zastanawiali się, czy kolejny raz nie dokuczyć załodze USS „Donald Cook”, która to jednostka w poprzednich latach stała się celem pozorowanych ataków rosyjskich na Morzu Czarnym i Bałtyckim), ale poczynania natowskich okrętów były bardzo uważnie śledzone.
Odpowiedź przyszła później, kiedy Flota Północna zaczęła szeroko zakrojone ćwiczenia, których celem było zwalczanie okrętów potencjalnego przeciwnika, który ośmieliłby się naruszyć rosyjskie wody terytorialne. Rosjanie podkreślają przy tym, że z ich perspektywy szczególnie niebezpieczne są okręty podwodne USA. Co jakiś czas dochodzi natomiast do incydentów w powietrzu. Tylko w marcu i kwietniu amerykańskie i kanadyjskie myśliwce kilkukrotnie przechwytywały rosyjskie bombowce pojawiające się u wybrzeży Alaski.

Zagrożenie przyjdzie z Północy?

Pozostając w konwencji słynnej „Gry o tron”, tak jak bohaterowie tej sagi, rosyjscy wojskowi boją się zagrożenia płynącego z Północy. Jednak w tej prawdziwej rzeczywistości obawy dotyczą potencjalnego ataku ze strony Stanów Zjednoczonych, a szerzej konfliktu z państwami NATO. Tym samym Rosja będzie w dalszym ciągu rozwijać obecność wojskową w Arktyce i dążyć do uznania swoich praw do jak największej części tego terytorium.
Będzie to rodziło wyzwania bezpieczeństwa dla Sojuszu, w tym szczególnie dla części państw północnej flanki – Danii, Islandii, Kanady, Norwegii i Stanów Zjednoczonych. Będzie to też istotne dla Szwecji i Finlandii, które ściśle współpracują z państwami NATO. Symulacje gier wojennych podpowiadają, że wzrost rosyjskiej potęgi w Arktyce będzie niebezpieczny również dla wschodniej flanki Sojuszu. Tym samym niezbędne będzie opracowanie planu obrony przed tożsamym zagrożeniem płynącym zarówno ze Wschodu, jak i Północy. Nie można przy tym liczyć, że – jak w końcówce serialu – wszyscy zgodnie usiądą do stołu rozmów, aby porozumieć się co do przyszłości Arktyki. ©℗