*: To prawda, że nie mogę go znaleźć ani w Warszawie, ani w Nowym Jorku, ale wiem, gdzie jest najlepsze na świecie sushi.
Pod Tokio. Ale to nie jest oficjalne stanowisko rabina, tylko prywatna uwaga wielbiciela sushi (śmiech).
Byliśmy z żoną młodzi, dwa lata po ślubie, a ja kończyłem już drugie studia i z żalem uznałem, że pora iść do pracy. Na liście wakujących stanowisk rabina gdzieś między Tallahassee
na Florydzie a Topeka w Kansas było Tokio. A że i żona, i ja lubimy podróże...
O tak, typowa tough Manhattan girl - twarda dziewczyna z Manhattanu.
Co za pytanie! To żadna tajemnica (śmiech). Pojechaliśmy do Tokio na rok, zostaliśmy sześć lat. Wracałem ze średnią znajomością japońskiego, ale niestety dużo zapomniałem. Żeby było
zabawniej, wczoraj rozmawiałem po japońsku, bo przyszedł gość w towarzystwie pewnej Żydówki z Japonii, ale to wyjątek.
W październiku, w czasie kiedy waliła się żelazna kurtyna i padał komunizm. Pół roku później trafiłem do Warszawy.
O nie, pierwsza była w 1973 r. Ja bardzo chciałem odwiedzić Izrael, ale moich rodziców nie było stać na taką wycieczkę - było nas czworo, niezbyt zamożna rodzina, więc od 12. roku życia
musiałem sam zarabiać na taki wyjazd. Odkładałem po 50 centów i po sześciu latach się udało, odłożyłem.
Tak, ale ja mam kłopoty z kierunkami, więc trafiłem do Warszawy. Znalazłem wyjazd z Wiednia przez całą Europę Wschodnią (Budapeszt, Praga, Moskwa, Bukareszt i kilka innych miast) do Izraela.
To była moja pierwsza podróż poza Amerykę. Nie wierzyłem, że życie żydowskie w Polsce wymarło, może dlatego, że miałem 18 lat i często nie ufałem dorosłym. Potem wracałem jeszcze do
Polski kilkakrotnie. Byłem w 1976 r. i potem prawie co roku. W 1979 poznałem nawet kilku młodych polskich Żydów, jak Konstanty Gebert i Stanisław Krajewski.
Moi rodzice urodzili się już w Nowym Jorku, ale dziadkowie przyjechali do Ameryki sto lat temu. Ci od strony ojca pochodzili ze Stanisławowa, Stryja, a od strony mamy ze Szczuczyna, czyli okolic
Łomży, oraz Baligrodu w Bieszczadach. Wtedy mój dziadek ze Szczuczyna wyemigrował z Rosji, babcia z Austrii, a dopiero dziś zrozumiałem, że oboje wyjechali z Polski.
Już wtedy poznawałem ludzi, którzy odkrywali swoją tożsamość żydowską, przestawali się jej bać, ją ukrywać. Nie chcę używać słowa "strach", bo od czasu książki
Grossa to szczególne słowo, ale tu naprawdę był strach od czasów Holocaustu.
Polska przez 60 lat była pod okupacjami: hitlerowską, która mordowała ludzi i była ludobójcza, oraz sowiecką, która choć nie była ludobójcza, to mordowała religię, tożsamość,
pamięć.
Na początku nie pracowałem formalnie jako rabin, byłem przedstawicielem fundacji Laudera, ale ciągle robię to samo. Jestem tu jako nauczyciel - bo rabin to przede wszystkim nauczyciel - jako
ktoś, kto może wysłuchać, udzielić rady. Spotykam się z Polakami, którzy odkrywają swoją ukrywaną dotychczas tożsamość żydowską. Różnica polega na tym, że teraz jest ich o wiele
więcej. 18 lat temu wydawało się, że tu już nigdy nie będzie życia żydowskiego, wielu wydawało się, że nie ma sensu się angażować, bo to nic nie przyniesie. Teraz widzimy, że życie
żydowskie w Warszawie jest, że odrodziło się. To okazało się możliwe!
Tak, tak - kiedy przyjechałem, było kilka osób, teraz jest nawet kilka tysięcy.
Nauczyłem się polskiego. Po raz pierwszy uczyłem się go w Krakowie w 1979 r. na stypendium Fundacji Kościuszki.
W Nowym Jorku jest zawsze zakorkowany most i radio ciągle przestrzega przed "big traffic jam on Kazjasko Bridge".
(śmiech) To razi nawet moje uszy, a co dopiero Polaka.
Na jedzenie? Bo na kobietę nie.
Mamy więc tak samo.
Poza tym jestem wegetarianinem, z powodów zdrowotnych mam też problemy z daniami mlecznymi.
(śmiech) Są jeszcze ryby, tofu, piję koszerne wino. Każda wódka jest koszerna, whisky, piwo.
Spędzam w niej jakieś 20 dni w miesiącu, czasem więcej. Przez resztę jestem z żoną i córką w Nowym Jorku. Wyjechały dziesięć lat temu ze względu na większą szansę na lepsze
wykształcenie żydowskie dla córki.
Kilka lat temu dziwili się, że tu w ogóle są jacyś Żydzi, więc musiałem im tłumaczyć, że są. A poza tym pojawiają się pytania osobiste: "Moja babcie jest z Sanok. Jak wygląda
teraz sytuacja w Sanok?". Problem polega na tym, że w Polsce jest tysiąc miasteczek, więc ja nie znam wszystkich, ale zawsze mogę powiedzieć o innym miasteczku w sąsiedztwie.
Źle się czułem, jadąc za granicę, kiedy wszyscy posługiwali się paszportami z pięknym polskim orłem, a ja wyciągałem ten z orłem amerykańskim. Poza tym uznałem, że skoro szanuje mnie
tu i rząd, i prezydent, że uznają moje stanowisko rabina Warszawy, a potem naczelnego rabina Polski, to i ja powinienem uszanować Polskę, Polaków.
Tak! Czasem nawet łatwiej głosować mi tutaj niż w Ameryce.
Dla części ludzi to jednoznaczne, ale proszę też zauważyć, że to odbywa się w specyficznych warunkach. Część ludzi przychodzi, głęboko angażuje się religijnie, a potem odchodzi, by po
jakimś czasie znów wrócić. Jako rabin nie mogę odrzucać ani jednych, ani drugich.
Dopiero rewolucja francuska spowodowała, że ludzie żyją bez religii, to raptem dwieście lat historii. Tak jest z jakąkolwiek religią: z chrześcijaństwem, islamem, judaizmem.
Istotnie judaizm jako religia był bardzo blisko żydostwa jako narodowości. Gdyby ktoś nawet bez korzeni żydowskich dokonał konwersji na judaizm, co bardzo rzadko się zdarza, ale jednak tak
bywa, to według naszej tradycji staje się jednocześnie człowiekiem narodowości żydowskiej. Tak naprawdę jednak w obrębie judaizmu trwa dyskusja na ten temat, powstają książki i traktaty,
bo sprawa nie jest jednoznaczna. Rzeczywiście judaizm nie jest jak islam czy chrześcijaństwo całkowicie oddzielony od narodowości.
Bo w prawie izraelskim odejście od religii jest równoznaczne z rezygnacją z narodowości, tożsamości żydowskiej.
Mówiłem o przepisach państwa Izrael, które przyjęło Prawo Powrotu, wedle którego każdy, kto ma żydowskich przodków, może liczyć na obywatelstwo i nie musi czekać iluś tam lat.
Bo w judaizmie Żyd jest zawsze Żydem, bez względu na wszystko inne. Ale ten splot narodowości i religii przejawia się także w czymś innym, w podwójnej tożsamości. Wielu ludzi nie chce, by
ich nazywać polskimi Żydami ani Polakami pochodzenia żydowskiego, bo zawsze któryś z tych członów jest mniej ważny. A oni są i Polakami, i Żydami, jednocześnie.
To nieprawda. Nie ma takiego wymogu, choć jest to zalecane. W czasach Talmudu żyło kilku rabinów, którzy nigdy się nie ożenili.
Mogę się tylko z panem zgodzić (śmiech). Słyszałem nawet o ludziach, którzy czytają gazetę, by wiedzieć, jak nie było. Przeczytają i już wiedzą, co się nie wydarzyło.
Według naszej tradycji lepiej, by człowiek najpierw pobierał nauki, a potem brał ślub. Czas studiów to czas intensywnej nauki, więc żonaty student szkoły rabinackiej albo jest złym mężem,
albo złym studentem. Ale z drugiej strony są też młodzi ludzie, którzy mają takie większe potrzeby.
Szukałem delikatnych określeń (śmiech). Tacy ludzie nie są w stanie skupić się przez dziesięć godzin na książkach, więc może lepiej, by wzięli ślub. To bardzo praktyczne.
Trzeba ukończyć szkołę rabinacką, zwykle cztero-, sześcioletnią, do której można wstąpić po ukończeniu studiów lub bezpośrednio po szkole średniej. Teoretycznie można też bez szkoły
wystąpić do naczelnego rabina o egzamin. To rzadkość, ale ciągle jeszcze się zdarza, że kandydat sam przygotuje się do egzaminu z Tory, Talmudu, kodeksów żydowskich i go zda. Wtedy dostaje
się smichę - dokument poświadczający, że jest się rabinem.
Człowiek, który będzie nauczał tekstów żydowskich, na pewno będzie ich przestrzegał, człowiek, który chce być rabinem, na pewno będzie starał się przestrzegać wszystkie przykazania
Boga. Jeśli nie, to po co miałby być rabinem?
Ech, to dopiero od jakichś kilkudziesięciu, może czterdziestu lat rabini nie mają kłopotów z pieniędzmi.
To, co powiedziałem, to teoria. W praktyce nauczyciele zwracają uwagę, czy kandydaci na rabinów są moralni. Wydaje mi się, że nawet najlepszy uczeń, który po zajęciach pędzi kraść
samochody, nie będzie mógł zostać rabinem. Przynajmniej mam taką nadzieję.
Są różne organizacje zrzeszające rabinów i kongregacje, kiedy więc kongregacja szuka rabina, to przez swoją kongregację można wystartować w konkursie na to stanowisko. Oczywiście można
też samodzielnie, ale zwykle dzieje się to przez organizację.
Żydzi ortodoksyjni, czyli tradycyjni, mówią, że należy zachować wszystkie nakazy Tory, że należy ich się trzymać i przestrzegać. Liberałowie odpowiadają, że Tora to nie jest słowo
Boga, tylko księgi spisane przez ludzi - owszem, z inspiracji Bożej, ale jednak nie bezpośrednio przez Boga, więc nakazów można przestrzegać, ale nie trzeba tego robić.
To prawda, że ciągle pojawiają się głosy, że Polacy są gorsi od Niemców. To obrzydliwy fałsz, kłamstwo, to bardzo bolesne i nieuczciwe i ja przeciwko temu zawsze protestuję. Na szczęście
tych głosów jest dużo mniej niż pięć lat temu i dużo, dużo mniej niż lat temu dwadzieścia.
Moim zdaniem to zawiedziona miłość. Nie zawsze, nie do końca, ale miłość. Dlaczego Żydzi mają do nas pretensje, że my ciągle mieszkamy w Polsce? Myślę, że wielu - oczywiście nie
wszyscy - mówi to z zazdrości.
Niech pan zrozumie, że Żyd mieszkający w Tel Awiwie czy w New Jersey może wieść bardzo wygodne życie, ale oni są tam bez korzeni. Mają wiarę, historię, kulturę, ale ich wnuki nigdy nie
zobaczą miejsca, gdzie babcia na szabat gotowała czulent!
Dam panu przykład. Ostatni szabat spędziłem w Piotrkowie Trybunalskim. O tym, co to był szabat w Piotrkowie, kiedyś wiedzieli wszyscy, a dziś obie strony wiedzą połowę: Polacy wiedzą, co to
Piotrków, a Żydzi rozumieją, co to szabat. Trzeba więc starać się, by i jedni, i drudzy poznali pełne znaczenie tego sformułowania, by oba narody odzyskały pamięć o swej historii. Przed
wojną każdy Żyd z Piotrkowa wiedział, co to Piotrków, a każdy Polak wiedział, że w piątek wieczorem zaczyna się szabat, bo choć nie była to jego tradycja, jednak była to tradycja jego
sąsiadów, jego przyjaciół, albo i jego wrogów, ale to było naturalne. Dziś i jedni, i drudzy są okaleczeni.
Coraz bardziej. Niespełna 20 lat, kiedy możemy żyć normalnie, nie pod okupacją, to bardzo krótko. Pół pokolenia.
Tak naprawdę to nie wiem, bo sam po polsku mówię niezbyt dobrze. Wiem tylko, że od początku ludzie mówili do mnie "pan rabin", więc myślę, że tak było przed wojną, choć
nie jestem pewien.
Wszędzie chodzę sam, tak, to prawda.
Raz. Zdarzyło się raz na osiemnaście lat, ale jaka była reakcja! Następnego dnia przyjął mnie prezydent Kaczyński, byłem przepraszany, sprawcę złapano.
Może czasem spotka mnie jakiś nieprzyjemny gest, ale to wcale nie jest takie straszne. W Piotrkowie nie spotkała mnie żadna niemiła sytuacja, nie słyszałem, by ktoś mówił: "Żydzi
do Izraela", za to kilkakrotnie usłyszałem "Szalom!".
*Michael Schudrich, naczelny rabin Polski od 2004 r. Z wykształcenia historyk i religioznawca. W latach 1983 - 1989 w Japonii pełnił funkcję konserwatywnego rabina w gminie żydowskiej w Tokio, uczył też historii i kultury żydowskiej. W roku 2000 został rabinem Warszawy i Łodzi. Jego przodkowie pochodzą z Baligrodu. Ma żonę i córkę