W uzasadnieniu projektu czytamy: "To rozwiązanie pozwoli organom ścigania skuteczniej walczyć z przestępczością. Uczciwi obywatele nie muszą się niczego obawiać. Nie mają przecież nic do ukrycia przed organami ścigania. Obawiać się muszą tylko ci, którzy dopuszczają się czynów zabronionych lub je planują, a także profesjonalni pełnomocnicy, którzy im w tym pomagają”. Czyż można polemizować z takimi tezami?

Reklama

Dlaczego jednak piszę o tym właśnie teraz? Otóż podobny schemat znajdzie zastosowanie póki co względem warszawskich sędziów. A wszystko za sprawą nie zmian legislacyjnych, a prostej decyzji personalnej Zbigniewa Ziobry. Chodzi oczywiście o wyznaczenie na prezesa największego sądu w Polsce, a więc Sądu Okręgowego w Warszawie, Piotra Schaba. To sędzia warszawskiego sądu apelacyjnego (awans otrzymał już w czasach, gdy tzw. dobra zmiana zadomowiła się w Krajowej Radzie Sądownictwa), ale co w tych okolicznościach najważniejsze, Schab jest też twarzą rewolucji, jaką obóz Zjednoczonej Prawicy przeprowadził w systemie sądownictwa dyscyplinarnego sędziów.

Decyzją ministra Ziobry został on bowiem szefem wszystkich rzeczników dyscyplinarnych. I swoimi działaniami nieraz już udowodnił, że z decyzji tej minister może być zadowolony. Tymczasem z wpisów w mediach społecznościowych jednego z dwóch najbliższych współpracowników Schaba, czyli Przemysława Radzika, wynika, że nowo powołany prezes SO w Warszawie nie ma zamiaru rezygnować z funkcji rzecznika dyscyplinarnego sędziów. Mówiąc krótko: wpuszczono lisa do kurnika. Prezes sądu ma bowiem dostęp do wielu dokumentów czy danych, o których w normalnych czasach rzecznik dyscyplinarny mógłby tylko pomarzyć. Wie np., który sędzia spóźnia się z pisaniem uzasadnień, który otrzymał tzw. wytyk orzeczniczy, który chodzi na częste zwolnienia lekarskie. Istne eldorado, niewyczerpana kopalnia inspiracji dla oskarżyciela. Zwłaszcza że nie od dziś wiadomo, iż sytuacja w SO w Warszawie jest najgorsza w Polsce, że sędziowie od wielu już miesięcy gonią resztką sił i tak naprawdę nie wiedzą, w co najpierw włożyć ręce.

Ja naprawdę jestem na skraju załamania. Kiedy biorę się za jedną sprawę, zaraz dopada mnie panika, że być może marnuję czas, bo przecież w kolejce czeka mnóstwo innych, być może pilniejszych rzeczy do zrobienia – tak o sytuacji w SO w Warszawie opowiadał mi niedawno jeden z tamtejszych sędziów.

No ale tak jak pisałam na początku tekstu: uczciwi sędziowie mogą spać spokojnie. Przecież nie mają nic do ukrycia! Niech się boją ci, którzy nie chcą sumiennie służyć Rzeczpospolitej, którzy się wałkonią, którzy popełniają błąd za błędem! Ich zapewne dosięgnie karzące ramię rzecznika Schaba. A teraz, dzięki jego nowej funkcji, stanie się to jeszcze szybciej. I nikogo nie będzie przy tym obchodzić to, że za zapaść w sądownictwie odpowiada w dużej mierze sam minister sprawiedliwości, który swego czasu przez ponad dwa lata blokował konkursy do sądów i który nie odpowiadał na liczne prośby poprzedniej prezes SO w Warszawie Joanny Bitner o delegowanie sędziów do pracy w tym sądzie.

I jeszcze jedno – w środowisku mówi się, że rezygnacja sędzi Bitner i wskazanie Piotra Schaba na jej następcę nieprzypadkowo dzieją się właśnie teraz. Dziś bowiem Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego ma ostatecznie zdecydować o immunitecie sędziego SO w Warszawie Igora Tulei. A ten zapowiedział już, że niezależnie od rozstrzygnięcia nie zamierza przestać orzekać. To z kolei oznacza, że bez zdecydowanego prezesa, który w razie potrzeby podejmie konkretne działania takie jak np. fizyczne odebranie sędziemu spraw i niewpuszczenie go do budynku sądu, nie da się wprowadzić w życie ewentualnej decyzji ID SN. Sędzia Schab ma więc szansę pójść w ślady nieocenionego Macieja Nawackiego, członka obecnej KRS i zarazem prezesa SO w Olsztynie, który, dzięki swojej bezkompromisowości, wyegzekwował swego czasu decyzję ID SN o zawieszeniu w czynnościach służbowych Pawła Juszczyszyna. Czy prezes Schab wykaże się taką samą determinacją w egzekwowaniu rozstrzygnięć kwestionowanej ID SN? Czas pokaże. W każdym razie poprzeczka została zawieszona bardzo wysoko.