DGP: Zamierza pan przyjechać w sierpniu na Campus Polska, inicjatywę prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego. Podobną deklarację niedawno złożyła białoruska opozycjonistka Swiatłana Cichanouska, czym wywołała polityczną awanturę w Polsce. Jest pan gotowy na podobną reakcję polityków PiS?
Reklama
Gergely Karácsony: Nie wiem, komu mogłaby przeszkadzać moja wizyta, tym bardziej że nie taki w ogóle jest jej cel. Nie zostałem zaproszony przez partię rządzącą, tylko przez mojego dobrego przyjaciela Rafała, z którym dzielimy podobne wartości. Jestem dumny z tego zaproszenia i czekam na to z optymizmem. To bardzo ważne, by docierać do młodszych pokoleń, zarówno w Polsce, jak i na Węgrzech.
Co będzie chciał im pan przekazać?
Że teraz jest czas decydowania o tym, jak będzie wyglądać przyszłość, w tym polityka w przyszłości. Jest wiele spraw, które decydują się teraz. Jedną z nich jest transformacja klimatyczna. Młodsze pokolenia mogą mieć olbrzymi na nią wpływ. Moim celem jest zachęcenie ich do udziału w debacie publicznej. Do tego, by ich głos w polityce stał się słyszalny.
Rzucił pan wyzwanie Viktorowi Orbánowi w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. Zdecydował się pan walczyć o nominację na kandydata na premiera i jest możliwe, że to właśnie pana wybierze zjednoczona opozycja. Ma pan przed sobą trudne zadanie, biorąc pod uwagę, że Orbán jest szefem rządu od ponad dekady i wygrał wybory trzy razy. Jaka będzie pana strategia?
To będą zupełnie inne wybory niż poprzednie trzy. Z dwóch powodów. Po pierwsze, to pierwszy raz, gdy węgierska opozycja się jednoczy, szykując po jednym, wspólnym kandydacie przeciwko kandydatowi Fideszu w każdym okręgu wyborczym. Nie robiliśmy tego wcześniej, z wyjątkiem wyborów samorządowych w Budapeszcie dwa lata temu, gdy wygraliśmy. Po drugie, rząd Orbána nie poradził sobie z pandemią. To staje się oczywiste i także odegra rolę w tych wyborach. Kamieniem węgielnym rządów Orbána jest prawo wyborcze przyjęte w 2012 r. Już wtedy powiedziałem kolegom, że jeśli opozycja nie zacznie się jednoczyć, Fidesz będzie wygrywać wszystkie wybory. I tak się potem stało, bo system został tak zaprojektowany. Na szczęście dzisiaj opozycja zmierza do wystawienia wspólnych kandydatów. Innej drogi do odsunięcia Orbána po prostu nie ma.