Znowu mam się tłumaczyć, że nie ja wybierałem zdjęcia?
O, bardzo ładne, zapiszę sobie.
Pełny, czyli bez żadnych ograniczeń (śmiech).
Nie zapłaciło ani też ja nikomu nie zapłaciłem, by znaleźć się na pierwszej stronie.
Zapraszam na basen, plażę, gdzie biegam - jak mi tam zrobią zdjęcie, to nie będę protestował. Niech robią do woli. Pewnie jeszcze kilka lat temu bardzo bym się wstydził, ale teraz? W
każdym razie pieniędzy nie dostałem i nigdy bym nie wziął.
Dlatego, żeby jakoś przyciągnąć uwagę do spraw europejskich, opowiedzieć przy okazji, o co w tych wyborach chodzi...
Nie, na pewno nie chodzi o to, kto jaki sport uprawia i ile gra w piłkę. Chcę pokazać różnice, że Platforma Obywatelska mówi: "Głosujcie na nas, to Buzek zostanie przewodniczącym
Parlamentu Europejskiego", PiS mówi, że w zamian za głosy będzie chronił polskich granic przed Niemcami i Rosją, a my mówimy: "Głosujcie na nas, a zadbamy o wasze
interesy".
Ale ja takie konferencje regularnie urządzam i zapraszam na nie media, ale jakoś się tym nie interesują.
(śmiech) To jest jakiś pomysł, ale sam pan widzi, że opisuje pan raczej świat mediów, nie polityki.
Nie mam takich problemów jak Janusz Palikot i nie muszę ich niczym przykrywać. On jest politykiem, który realizuje swoje interesy, nie używając do tego celu poglądów, bo ich nie ma. A ja
odwrotnie - chcę rozwiązywać problemy ludzi zgodnie ze swoimi poglądami, a to, że potrafię poruszać się swobodnie w świecie mediów, nie oznacza, że zastępuję tym politykę.
Ale dotychczas mało kto wiedział, że kandyduję z Warszawy, a teraz wiedzą wszyscy.
Eee, trochę.
Gratulacje gratulacjami, ale najważniejsze, by 7 czerwca poszły głosować. Na mnie oczywiście.
Poproszono mnie o zrobienie kilku fotografii na potrzeby artykułu o kampanii europejskiej. Proszę bardzo, zgodziłem się. A później na sesji robiono mi zdjęcia i z tej strony, i z tamtej - ja
jestem zawodowym politykiem, więc wiem, czego się ode mnie oczekuje. Była miła atmosfera, fotograf poprosił, bym zdjął krawat, a może jeszcze rozpiął koszulę, jeszcze jeden guzik, OK, na
wszystko się godziłem. Nie wnikałem, które zdjęcia zostaną wykorzystane, ale w sumie dobrze wyszło. A czy to było mocne? Widziałem zdjęcia Obamy w slipkach.
Pan żartuje? 99 proc. wszystkich zdjęć polityków prywatnie jest robione z tak zwanej ustawki, kiedy to polityk dogaduje się z gazetą. Premier na nartach, plaży, prasujący spodnie - to
wszystko przecież jest ustawione. Obama nawet wiedział, kiedy ma napiąć mięśnie! A Putin na rybach?
Bałbym się.
E, to nie ma sensu. Albo żywy, albo wcale.
Nie, bo nie mam żadnych specjalistów od wizerunku.
Ja w żadnym nie uczestniczyłem. Natomiast mam doradców od spraw ekonomicznych czy społecznych. Kiedy mam mówić o budżecie, to rozmawiam najpierw z byłymi ministrami finansów, konsultuję
się, pytam ich o zdanie. Na to zawsze mam czas i chętnie korzystam z tych rad.
Komunikacja z wyborcami musi być naturalna. Można oczywiście wykreować jakiś sztuczny wizerunek, ale to działa na krótką metę i potem są z tego powodu same problemy. Co z tego, że coś
jest świetnie opakowane, skoro pozbawione opakowania okazuje się blefem? To zbyt często spotyka polityków, a ja chcę tego uniknąć, więc z takich rad nie korzystam.
Ale nie to jest istotą mojej pracy. To, co robiłem jako minister rolnictwa, trzeba było zrobić, tu nie wystarczyłoby opakowanie. A teraz kilkadziesiąt poważnych wystąpień w najważniejszych
debatach: kryzys, budżet, edukacja, do tego kilkadziesiąt ustaw, przy których pracowałem - to nie żaden wizerunek, opakowanie, ale to bilans mojej pracy w Sejmie.
Żadnej z porażek nie dało się uniknąć. Było z jednej strony PiS, którego rządy doskwierały wielu Polakom, i z drugiej strony Platforma Obywatelska, która jak walec szła do wyborów i
obiecywała, że ma antidotum na wszystko. Przecież w 2007 r. Donald Tusk był największym populistą, jaki kiedykolwiek pojawił się w polskiej polityce! Owszem, był to populizm sprawny,
schludny, wykształcony, ale jednak czysty populizm. Jak mieliśmy z tym walczyć?
Proces odnawiania oblicza partii i odbudowywania zaufania do niej musi trwać. Tego się nie da zrobić z tygodnia na tydzień czy nawet z miesiąca na miesiąc i nie pomogą w tym żadne puste
gesty.
I dziś fundamenty przyszłej pozycji lewicy zostały położone. Mamy wizję państwa diametralnie inną od tej, którą proponują PO i PiS, a po drugie dla większości elektoratu jesteśmy
partią drugiego wyboru. Wielu wyborców Platformy, jeśli zniechęci się do niej, zagłosuje na nas. Kilka lat temu byłoby to nie do pomyślenia.
Przyjdzie taki moment, że ludzie rozczarują się PO i zwrócą w naszą stronę. Myślę, że już te wybory, do Parlamentu Europejskiego, pokażą, że wielu ludzi nie tylko może głosować na
lewicę, ale i na nas zagłosuje.
Mamy przygotowaną dla Polaków pełną koncepcję.
To też, ale mamy także pomysł na politykę gospodarczą: na podatki, składki rentowe, politykę społeczną, edukację i upowszechnienie wychowania przedszkolnego. Może pan nam zarzucić wiele,
ale złożyliśmy kilkadziesiąt projektów ustaw, wykonaliśmy ogromną pracę!
Nie da się dziś przenieść rozwiązań hiszpańskich czy brytyjskich do Polski.
Nie ma takiej potrzeby.
Mogę najwyżej tłumaczyć ludziom, że chodzi nam o polski model edukacji, ale w standardach europejskich.
Kiedy my nie godzimy się na tak wielkie rozwarstwienie społeczne, na to, że nadchodząca inflacja przeniesie koszty kryzysu na zwykłych ludzi, to jest to bardzo wyraźny konkret, który
odróżnia nas od innych partii. I stąd nasz pakiet antykryzysowy zgłoszony w Sejmie i o nim chcemy rozmawiać.
Skoro już pan jest przy emeryturach, to wnieśliśmy projekt ustawy zakładający szybszy wzrost najniższych emerytur i rent. To nasza odpowiedź na pytanie, o kogo walczymy.
No nie, tego się nie da w ten sposób przedstawiać. Nigdy nie będziemy głosować nad ustawami niezgodnymi z konstytucją. My już te wielokrotnie te tematy przerabialiśmy.
Pięćset dni tego Sejmu to pięćset dni aktywności SLD: setki spotkań, dziesiątki ustaw, tysiące rozwiązań zgłaszanych podczas prac w Sejmie i jeden dzień, kiedy zaprosiliśmy generała
Czempińskiego, ministra Milczanowskiego i innych funkcjonariuszy. A istotą ustawy o emeryturach dla nich nie był podział na złych i dobrych, ale niekonstytucyjne rozstrzygnięcia. Czempiński ma
mieć tysiąc złotych emerytury?
Nie chodzi nam o jakieś nienależne przywileje, ale zostawmy już to, panie redaktorze. A dla nauczycieli wywalczyliśmy wcześniejsze emerytury w pełnej wysokości, podczas gdy rząd proponował w
80 proc. Jestem, podobnie jak pan, młodym człowiekiem i nie rozumiem, czemu pan mnie męczy o to SB?
Wyletniony, bo idzie lato. A tak poważnie, to ostatnio słyszałem, że jestem zbyt ostry, a nie letni.
W 2005 r. w końcu zostałem przewodniczącym partii, bo takie były oczekiwania, choć nie byłem do tego w ogóle przygotowany i wcale się do objęcia tego stanowiska nie paliłem. Wszystkiego w
prowadzeniu partii musiałem się uczyć od początku. I kiedy już nabrałem wielu doświadczeń i wiele się nauczyłem, to przegrałem z Grzegorzem Napieralskim i przestałem być przewodniczącym
SLD.
Wtedy trochę tak, ale ta porażka wiele mnie nauczyła.
Nigdzie nie uciekam, nie wyprowadzam się, tylko angażuję się w przedsięwzięcie, z którego może być dla Polaków bardzo wiele dobrego. Zastanawiałem się długo nad tą propozycję i jestem
teraz całkowicie przekonany, że energię, którą mam, to doświadczenie mogę spożytkować w Parlamencie Europejskim.
Kiedy szedłem do polityki w ogóle o tym nie myślałem i przez te lata w niej spędzone nie dorobiłem się szczególnego majątku.
Nie, panie redaktorze, teraz też o tym nie myślę. Chcę wykorzystać swoje doświadczenie i umiejętności, by pracować w Parlamencie Europejskim, i nie kieruję się wysokością diety.
Dziś podejmuję zobowiązanie wypełnienia swojej kadencji w Parlamencie Europejskim, chcę w pracę w nim zaangażować się w stu procentach, ale dwa lata to w polskiej polityce ogrom czasu i nikt
nie może być pewien, co się wydarzy.
Na pewno nie ja. Raz już podjąłem decyzję, nie będąc do niej przekonany, i objąłem przywództwo w SLD. Teraz nie popełnię tego błędu.
Nauczyłem się, by nie wybiegać zbyt daleko w przyszłość. Wiem, że ułoży się ona pomyślnie, jeśli będę jak najlepiej wypełniał powierzone mi obowiązki. I o swojej przyszłości wiem
tylko, że jeśli dostanę się do Parlamentu Europejskiego, to zaangażuję się w jego pracę z całą mocą. I wtedy będę mógł jeszcze w polityce wiele osiągnąć.
Wróciłem do swej wagi ze studiów, czyli od czasów rekordu wagowego sprzed czterech lat zrzuciłem jakieś dwadzieścia kilogramów.
Przede wszystkim dużo sportu.
A ja uprawiam sport, mniej jem i jest mi z tym dużo, dużo lepiej.
Pływanie, bieganie...
Poniżej czterystu nie zaczynam. I nie siadam do stołu. (śmiech)
Nie postarał się pan, a ja się staram. Na przykład codziennie staram się pobiegać. Gram też w piłkę.
Gimnastyka, pływanie, bieganie, jazda rowerem - ja to wszystko lubię i robię bez względu na kampanię wyborczą.
Ze spotkań z wyborcami.
Ostatnio miałem sporo spotkań okolicznościowych, a pogoda była dobra, stąd opalenizna. Mam typową opaleniznę polityka, czyli od kołnierzyka w górę. A że, jak niektórzy zauważyli, zdarza
mi się chodzić bez krawata i z lekko rozpiętą koszulą...
(śmiech) Więc wyjątkowo mam opalony również tors. Ale proszę zobaczyć, o, tu jestem nieopalony... (Wojciech Olejniczak podnosi nogi i podciąga nogawki do kolan).
Z tego, co wiem, to pan redaktor był właśnie na południu, więc w tej konkurencji gorzej wypadnę.
Skądże znowu!
Zwyczajna, ze sklepu. W Stanach zapłaciłem 50 dol. O, nawet nie ma metki.
Panie redaktorze, zwyczajne rzeczy, naprawdę.
Much better.
Od kilku lat i to nie z myślą o kandydowaniu. Płacę za lekcje i konwersacje sam, czasem udzielają mi ich przyjaciele, ale ani partia, ani państwo do tego nie dokładają.
Uczyłem się rosyjskiego, ale nie pogawarit.
Ojej, tak, "nie pogawarim’, przepraszam! Skoro mówimy o nauce języka, to problemem nie jest jej znajomość wśród polityków, ale to, że nie zrobili nic, by polskie dzieci
miały zapewnioną naukę angielskiego od przedszkola, tak jak to jest w Europie. I to powinno być celem kandydowania, a nie nauka angielskiego w Brukseli.
*Wojciech Olejniczak, poseł Sojuszu Lewicy Demokratycznej, w latach 2005 - 2008 przewodniczący SLD. Przewodniczy klubowi poselskiemu Lewicy