Kaczyńscy znów przerażają Rosjan. A dokładniej jedni Rosjanie straszą drugich naszymi bliźniakami. Prokremlowska "Komsomolskaja Prawda" przekonuje swoich czytelników, że "drugorzędni" politycy unijni, tacy jak Kaczyńscy, robią karierę atakami na Rosję. Z kontekstu wynika, że to masowe zjawisko, które dotyka Rosję w bezprecedensowej skali.

Reklama

Tekst jest o tym, że Rosja sama wyhodowała "takie geopolityczne potwory, jak bracia Kaczyńscy, kłócąc się z nimi o tarczę i Katyń". Konkluzja jest taka, by nie robić reklamy "drugorzędnym politykom" nagłaśniając ich zaczepki.

Rzecz nie w tym, że prorządowa rosyjska gazeta potarmosiła Kaczyńskimi. Nawet to trochę zabawne, że nazwała ich potworami. W końcu dużo Polaków też tak myśli, co Andrzej Rosiewicz upamiętnił w szlagierze popularnym wśród radiomaryjnej publiki, że "Kaczory to potwory". Rzecz w optyce części rosyjskich elit.

Według nich Katyń i tarcza to tylko tanie przedwyborcze sztuczki jednej tylko partii w Polsce. O zerowym znaczeniu dla reszty narodu. To też postrzeganie własnej pozycji jako miejsca będącego oblężoną twierdzą. Oblężoną - od Estonii, poprzez Polskę, Ukrainę, aż po Gruzję - przez obsesjonatów ogarniętych jedną tylko nienawiścią. Skierowaną rzekomo przeciw wszystkiemu co rosyjskie, łącznie z nienawiścią do zwykłych obywateli Rosji.

Rosyjskie państwowe media (niepaństwowych prawie już nie ma) dla poparcia tej tezy rozdmuchują każdy przypadek dający się pod nią podciągnąć. Niedawno na cmentarzu żołnierzy sowieckich w Warszawie spłonęło kilka wieńców, bo zajęły się od zniczy. A cała oficjalna Rosja zapłonęła oburzeniem, że to profanacja, tym podlejsza, że w rocznicę zakończenia Wielkiej Ojczyźnianej. Kilka lat temu polscy chuligani "skroili" rosyjskich nastolatków, dzieci pracowników ambasady. Afera była, że aż strach. A kilka dni temu w Moskwie został pobity polski dziennikarz - Andrzej Zaucha z TVN. U nas nawet największy polityczny oszołom nie podniósł z tego powodu larum, bo wie, że skompromitowałby się w oczach wszystkich Polaków. Jakoś u nas nawet paranoicy wiedzą, że pobicia zdarzają się w wielkich miastach. A co by było, gdyby w Warszawie został pobity rosyjski dziennikarz? "Wiesti" rosyjskiej państwowej telewizji zaczynałyby się od pieśni "Wstawaj strana ogromnaja". Zaś przedstawiciele naszych władz z powagą bliską uniżoności zapewnialiby o przyjaznym nastawieniu Polski względem Rosji. I obiecywaliby, że sprawcy zostaną schwytani, ukarani, i nigdy się to nie powtórzy.

Wiadomo dlaczego Rosjan straszy się Estonią, Polską, Gruzją i innymi potencjalnym agresorami. To odwraca uwagę od codziennych problemów i daje spokój Kremlowi. Jest jednak zastanawiające dlaczego to trafia na tak podatny grunt. Zauważmy, jak często Rosjanie używają terminu "rusofobia". Faktem jest, że Rosja ma wielu wrogów. Ale ma ich też Ameryka. Mówi się o niechęci i nienawiści do USA, ale nie przyjęło się pojęcie "amerykanofobia". Bo choć Jankesi wiedzą, że są nielubiani to nie cierpią na kompleks oblężonej twierdzy. Mają też poczucie własnej siły i wartości. Im krzyk "biją nas" nie jest do niczego potrzebny. Rosja musi jednak skompensować jakoś swoją słabość.