Dziennik Gazeta Prawana logo

"Śmierć Popiełuszki to początek końca reżimu"

19 października 2009, 10:22
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Im więcej czasu mija od 19 października 1984 roku, dnia śmierci księdza Jerzego, tym bardziej mam do tamtych wydarzeń stosunek refleksyjny. I coraz większe mam wrażenie, że był to moment przełomowy w naszej historii - pisze w "Dzienniku Gazecie Prawnej" Krzysztof Piesiewicz, oskarżyciel posiłkowy w procesie zabójców duchownego.

Do dziś nie wszystkie okoliczności są w pełni jasne. Dzieje się tak także dlatego, że cały czas patrzymy na to, co się wtedy stało, bardzo emocjonalnie.

Nie ulega jednak wątpliwości, że to był moment przełomowy. Myśmy wiele wiedzieli o tamtym systemie represywnym, wiedzieliśmy o zbrodniach, które towarzyszyły nam od 1945 roku, kiedy ten system zniewalania wolności i samostanowienia Polaków był realizowany. Natomiast nigdy wcześniej kurtyna nie została tak wysoko uniesiona, a funkcjonariusze tajnej milicji nie stanęli oko w oko z dziennikarzami, którzy obserwowali z bliska ich proces. Wtedy system został obnażony.

Mam wrażenie, że w przypadku ks. Jerzego mamy do czynienia z męczennikiem, który poprzez swoją ofiarę uruchomił bardzo wiele czynników opisujących rzeczywistość. Przestrzeń, w której żyliśmy, już nigdy nie była taka jak ta przed 19 października 1984 roku.

Oczywiście my dzisiaj musimy zadawać sobie pytanie dotyczące tego zdania, które w trakcie procesu toruńskiego wypowiedział jeden z oskarżonych, że „działaliśmy jak automaty”. Ja wtedy mówiłem, że do socjologów, politologów i psychologów należy odpowiedź na pytanie, jak te automaty skonstruowano, by mogły zabić kapłana w tak bestialski sposób. Ale pytałem też wtedy prokuratora, kto uruchomił te automaty. To jest ta jedyna zagadka, jaka nam towarzyszy od lat. Czy znajdziemy odpowiedź? Tak naprawdę to sądzę, że ją znamy. Choć jest ona spersonalizowana. Wydaje mi się, że „te automaty” uruchomił dokładnie ten sam palec, który uruchomił tragedię na placu Świętego Piotra w maju 1981 roku. Jednocześnie cały czas zadajemy sobie pytanie, i ono zawsze będzie nam towarzyszyło: cui bono, cui prodest?

Kiedy wspólnie z innymi oskarżycielami posiłkowymi, Edwardem Wende, Janem Olszewskim i Andrzejem Grabińskim, jechałem 27 grudnia 1984 roku do Torunia, było to miasto okupowane przez funkcjonariuszy różnych służb. Tam były patrole ZOMO, MO, tajnej milicji, latały helikoptery. Po co było to wszystko? Dlaczego zainstalowano tak wielkie środki bezpieczeństwa? Kogo się bano?

Do dziś nie znamy odpowiedzi. Możemy tylko przypuszczać. Pamiętajmy, że proces przed sądem w Toruniu miał dwie odsłony. Jedna pokazała sprawców. Stało się to w sposób niespotykany jak na metody tamtego reżimu. Przecież równie dobrze cała sprawa mogła się skończyć niewykryciem sprawców. A był też drugi nurt w tym procesie. Starano się przedstawić ks. Jerzego jako jednego z głównych organizatorów wysadzenia w powietrze „jedynego słusznego ustroju”. Oczywiście ten drugi element przygasł na tle ujawnionych faktów.

Proszę również pamiętać, że był to przedziwny czas, oto poprzez proces toruński odsłaniają się mechanizmy działania władzy, a z drugiej strony mamy przecież do czynienia ze zmierzchem, obumieraniem najgorszej grupy, jaka rządziła na Kremlu. Był Breżniew, potem Andropow, Czernienko. To czas obumierania tej grupy starych satrapów, którzy byli zdolni do różnych posunięć, do organizowania różnych zbrodni, chociażby tego, co miało miejsce 13 maja 1981 roku na placu Św. Piotra. Także w tym kontekście musimy patrzeć na męczeńską śmierć ks. Jerzego. Mało kto się wtedy spodziewał, że ten system może się wkrótce skończyć. Raczej było przekonanie o tym, że to będzie długi marsz. Ale poprzez śmierć ks. Jerzego ten marsz stał się bardziej świadomy.

Te wszystkie okoliczności zabójstwa znaczą postać ks. Jerzego świętością. Niewątpliwie stał się on nie tylko postacią historyczną, która przypieczętowała nasz marsz ku wolności, tej rewolucji bez rewolucji. Stał się postacią symboliczną. Bo pokonywanie barykad poprzez siłę ducha, poprzez bardzo jasną postawę, nadzieję i wolę mieściło się w jednym zdaniu powtarzanym bez przerwy przez księdza Jerzego: „zło dobrem zwyciężaj”. W tym zawierała się konieczność dialogu, nie walki.

Wszystkie te okoliczności i fakty będą w historii Polski używane jako punkt zwrotny. A postać ks. Jerzego przejdzie do historii jako postać ważna, uczestnicząca w tych wydarzeniach z 1989 roku, które rozpoczęły najwspanialszy okres w historii Polski.

Powstaje tylko pytanie, co myśmy wynieśli dla siebie z tamtej zbrodni. Czy ta filozofia dialogu, która doprowadziła do tak wielkiego zwycięstwa, a której zwolennikiem we wszystkich swoich homiliach był ks. Jerzy, jest dziś budującym czynnikiem wewnątrz Polski?

I na koniec przytoczę ostatnie zdanie z mojego wystąpienia w procesie w Toruniu, że chciałoby się, by polscy kapłani nigdy nie musieli wchodzić do historii Kościoła jako męczennicy. Było ich wielu, jeśli prześledzi się okres między 1939 a 1945 rokiem. Oni oczywiście naznaczają historię Polski, historię Kościoła, ale nikt z nich nie miał takiego wpływu na to, co się stało bezpośrednio po ich męczeńskiej śmierci. Znak ks. Jerzego pozostaje w najnowszej historii Polski jako najbardziej znaczący.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj