Uznałem, że zarządzanie ZUS to wyzwanie dla menadżera. Z jednej strony jest to element służby publicznej, ale z drugiej - odpowiada się za ogromne pieniądze i
system ubezpieczeń społecznych.
Nie jestem rewolucjonistą. Chcę być menadżerem, który zmienia tę instytucję w sposób ewolucyjny.
Tak, aby usprawnić działanie ZUS, który zatrudnia 47 tys. osób i obsługę klienta.
Chcemy, by nasze decyzje były jednoznaczne. Tak, aby klienci nie musieli się głowić co zrobić: jak zapłacić składki, jak ubiegać się o świadczenie. Ważna jest też forma tej obsługi.
Dostępność i tempo realizacji.
Chciałbym m.in. w ciągu dwóch, trzech lat uruchomić platformę elektroniczną obsługi klientów ZUS. Dzięki temu np. mógłby pan sprawdzać stan swojego konta przez internet, a płatnik
składek ma tą drogą uzyskać np. zaświadczenie o niezaleganiu z nimi. Tak jak w bankowości elektronicznej. Żeby to się stało, ZUS musi mieć dokończony Kompleksowy System Informatyczny. Na
razie nie daje on takich możliwości.
W 2010 roku jest to już niemożliwe. Ustawa budżetowa określa, że w przyszłym roku działalność ZUS będzie kosztować 3,4 mld zł. Dokładnie tyle samo, co w tym. W porównaniu do środków,
jakimi obraca ZUS - w przyszłym roku wyda prawie 160 mld zł - nie jest to nadzwyczajnie dużo. A wręcz coraz mniej. W 2006 i 2007 tzw. odpis na działalność ZUS był na poziomie 2,5 proc.
wydatków Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. W 2009 roku ta relacja wynosi 2,38 proc., a w 2010 - 2,15 proc. ZUS, wbrew powszechnemu mniemaniu, nie jest więc drogą instytucją.
Nie. Oprócz naturalnych odejść nie planuję zwolnień w ZUS. Będą obserwował, które funkcje ZUS zinformatyzować. To przyniesie oszczędności. Moim priorytetem będzie zachowanie zatrudnienia
w bezpośredniej obsłudze klienta.
Raczej nie. Choć obecnie, za względu na kryzys, ograniczyliśmy rekrutację.
W ramach budżetu ZUS jest jeszcze sporo rezerw. Na przykład dzięki wprowadzeniu systemu SAP - to nowoczesny system księgowy i zarządzania, wspomagający ekonomikę formy - chcę lepiej wydawać
część pieniędzy, którymi dysponuję. To przyniesie oszczędności.
Chciałbym być partnerem w zakresie tworzenia prawa, które dotyczy ZUS. Nie mogę jednak zastępować instytucji decyzyjnych. ZUS jest organem wykonawczym.
Obowiązuje mnie porządek konstytucyjny. ZUS ma prawo wyrazić swoją opinię i nie będzie się od tego uchylał. Ale z drugiej strony nie możemy się uchylać od wykonania nałożonych na nas
obowiązków.
Prezes ZUS ma bardzo ograniczone uprawnienia interwencyjne. Mogę prezentować swoją opinię i stanowisko, ale parlamentarzyści nie są nią skrępowani.
Przychody ze składek do FUS są pochodną stanu gospodarki i stopy procentowej ustalonej dla poszczególnych składek. Stanowią obecnie 62 proc. wydatków FUS. Dlatego naturalne jest, że budżet
uzupełnia niedobór.
To niech pokaże mi pan państwo w Europie, które ma zbilansowany system ubezpieczeń.
ZUS nie jest podmiotem decydującym o reformach, które uzdrowiłyby finanse FUS.
Ja jestem od wykonywania ustaw. Wynająłem się do wykonania określonych zadań w warunkach, które są zadane. Nie jestem podmiotem, który decyduje o kondycji FUS.
ZUS wykonuje ustawy.
Jestem zwolennikiem wykonywania zadań, które mam powierzone. A w projekcie ustawy budżetowej jest zapisane, że do FUS zostanie przekazana kwota z FRD.
Zrealizuję zakładane zmiany. Nie jestem od dyskusji tylko od realizacji wyznaczonych mi zadań.
Wskaźnik zatrudnienia osób w Polsce, należy do najniższych w UE. Zaledwie 54 proc. osób w wieku produkcyjnym pracuje. Z tego względu sądzę, że jest to zmiana naturalna i konieczna
wynikająca też z wydłużenia przeciętnego trwania życia. Uważam, że tak jak inne kraje Europy powinniśmy wydłużać aktywność zawodową.
O to trzeba pytać rząd.
To są rozstrzygnięcia polityczne, które nie leżą w mojej kompetencji.
Tak. W planie mamy marcową waloryzację na poziome 4,1 proc. i nie wydaje mi się zasadne zmienianie tego wskaźnika. Mamy zabezpieczone środki na ten cel.
Nie. Nie jestem od wprowadzenia restrykcji. Nie będzie wielkiej akcji ścigania rencistów.
Tak. W październiku uruchomiliśmy linię kredytową na 2,5 mld zł w PKO BP i Nordei. Jest ona oprocentowana stawką dziennego WIBORU i 3,45 proc. marżą. Obecnie kończy się przetarg na kolejną
linię na kwotę 3 mld zł. Ofertę złożyło m.in. konsorcjum czterech banków i propozycja ceny tego kredytu to jednomiesięczny WIBOR plus 2,35 proc. marży.
W przyszłym roku ma to być kwota 163 mln zł.
Absolutnie nie. Świadczenia są gwarantowane przez państwo. Nie ma żadnych zagrożeń.
*Zbigniew Derdziuk jest absolwentem Instytutu Socjologii UW. Pracował w administracji, bankowości, mediach, konsultingu. Był też m.in. wiceszefem Kancelarii Premiera i wiceprezesem Banku Pocztowego