Każda kolejna ekipa rządowa od prawa do lewa miała usta pełne sloganów o "priorytetowym śledztwie" i "honorze policji". Skutek? Mizerny. Mamy za to
polityczne przepychanki, kto więcej zrobił albo mniej zepsuł. I śmieszne procesy, jak ten między Leszkiem Millerem a Zbigniewem Ziobrą o... "zadeptywanie śladów".
Tymczasem odpowiedzialni są wszyscy po kolei. Kiedy w 1998 r. Papała zginął, rządziła AWS. Od początku w śledztwie były zaniedbania. Policja nie zabezpieczyła dobrze śladów. Nie powołano
silnej grupy śledczej. Służby specjalne - UOP i WSI - nie pomagały policji i prokuraturze. Za to ukrywały, że bandyci i biznesmeni z tej sprawy są ich agentami. Tamtych zaniedbań nie udało
się nigdy nadrobić. Wielu świadków, w tym potencjalni zabójcy, zmarli w dziwnych okolicznościach. Krzysztof Weremko widziany na miejscu zbrodni, zginął w wypadku. Ktoś zastrzelił Rafała
Kanigowskiego, ps. "Gruby", który miał wrzucić do Wisły broń, z której zginął generał.
Za rządów SLD wolno toczące się śledztwo jeszcze zostało przyhamowane. Do zainteresowanych wyciekały tajne ustalenia. Próbowano się pozbyć albo przynajmniej kontrolować prokuratora
prowadzącego sprawę. Mazura śledczy musieli zatrzymać podstępem, a i tak "góra" kazała go wypuścić.
Za PiS wszystko miało się zmienić. Była wola polityczna i osobiste zaangażowanie ministra sprawiedliwości. Co z tego, skoro na skandalicznie napisanym wniosku o ekstradycję Mazura amerykański
sędzia nie zostawił suchej nitki.
Teraz od PO też słyszymy o dobrej woli. Owszem, stworzono specgrupę, powołano do niej nowych policjantów i nowego prokuratura. Ale specgrupa nie znalazła nowych dowodów, które pozwoliłyby
ponowić wniosek o ekstradycję Mazura.
Od dziesięciu lat w tej sprawie mafia wygrywa z państwem. Najwyższy czas na zmianę ról.