Dziennik Gazeta Prawana logo

Prezydent - premier. Dyplomacja rozrywana

7 kwietnia 2009, 00:03
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Polska polityka zagraniczna stała się zakładnikiem narastającej niechęci między obozem prezydenckim i rządem. Szczyt NATO w Strasburgu pokazał, że z jej powodu przegrywamy nawet nie wielkie cele, ale sprawy zupełnie drobne - twierdzi Andrzej Talaga.

Niestety, tracimy przy okazji wartość dużo wyższego rzędu - spójność i wiarygodność tej polityki. Spory te można by nawet uznać za dziecinadę. Ale gdy rząd i prezydent nie przemawiają na forum międzynarodowym jednym głosem, różnice zdań między nimi wykorzystają inne państwa. A to już nie jest ani dziecinne, ani zabawne. Jest groźne.

Grozi Kaczyńskiemu Trybunałem Stanu. Potem szef klubu parlamentarnego PO wytyka prezydentowi, że na szczycie za dużo pił. Nie soku pomarańczowego bynajmniej. Następnego dnia atakuje frakcja prezydencka. Dowiadujemy się, że premier Tusk jeszcze przed szczytem zgodził się na nominowanie przez NATO duńskiego premiera Rasmussena na szefa Sojuszu. O co więc całe to larum?

Tymczasem i jedno, i drugie mija się z prawdą. Chodziło tylko o odwlekanie wyboru Rasmussena. Praktycznie nie dłużej niż do drugiego dnia szczytu. W zamian za ostateczną zgodę mieliśmy dostać natowski batalion łączności bazujący w Polsce oraz stanowiska w biurze nowego sekretarza i dowództwie NATO. Słowem drobiazgi. Wystarczyło nie wyrywać się z pospieszną akceptacją Rasmussena. Prezydent zdecydował jednak inaczej, choć został poinformowany o taktyce rządu. Powiedział "tak", zanim Turcja zgłosiła swój sprzeciw. W efekcie straciliśmy możliwość gry.

Podkreślił tylko, że nic nie mamy do duńskiego premiera, ale zgłaszamy wątpliwości do trybu uzgadniania kandydata przez najsilniejsze państwa Sojuszu z pominięciem mniejszych partnerów. Dodał też, że chcielibyśmy obsadzić jakieś stanowiska w NATO. Słowem, otworzył pole do negocjacji.

Niemcy, Francja, Wielka Brytania, a potem Stany Zjednoczone naznaczyły Rasmussena bez konsultacji z innymi. Nikt z przywódców tych krajów nie zadzwonił do prezydenta RP, premiera czy choćby ministra spraw zagranicznych i nie zapytał ich, co o tym sądzi Polska. Mieliśmy podstawy do irytacji, nie negując jednocześnie wartości kandydatury Rasmussena. W sumie było niezłe pole do prowadzenia gry. Było.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj