Przegląd węgierskich ustaw przez Komisję Europejską, a uchwalonych przez centroprawicowy Fidesz warto zapamiętać. Przede wszystkim przypadek analizowania prawa nakładającego daninę kryzysową na duże koncerny zachodnie działające nad Balatonem. Próba jego zakwestionowania pokazuje, jak różne są europejskie standardy tego, co należy uznać za właściwe i postępowe, a także tego, co wsteczne i godne napiętnowania.
Reklama
Do tych drugich należy podatek Orbana od koncernów. Bo gwałci unijne zasady wolnej konkurencji i rynku wewnętrznego. A te wartości dla KE i koncernów takich jak RWE, E.ON, Deutsche Telekom, holenderski ING czy francuska Axa to świętość. Co innego, gdy gwałtu dokonują one same albo ministrowie z ich własnych krajów. To jest dozwolone i postępowe.
Przypomnijmy zatem. Równie kontrowersyjne co ustawa o daninie Orbana jest niemieckie prawo o papierach wartościowych zmienione naprędce jesienią ubiegłego roku, po to by kontroli nad strategiczną spółką niemiecką Hochtief nie przejęli Hiszpanie. Wówczas niemieccy przedsiębiorcy nie dopatrzyli się pogwałcenia zasad wolnej konkurencji i zasad rządzących rynkiem wewnętrznym. Podobnie jak nie dopatrzono się tego, gdy francuski minister transportu Dominique Bussereau unieważnił niedawno przetarg na dostawę pociągów dla Eurotunelu, który to przetarg przegrał rodzimy Alstom. Chodziło przecież o bezpieczeństwo podróżnych, w żadnym wypadku nie o kwestionowanie zasad wolnej konkurencji. No i oczywiście o miejsca pracy we Francji w trudnych czasach kryzysu.
Ani KE, ani przedsiębiorcy z Francji czy Niemiec nie piszą również listów protestacyjnych, gdy dochodzi do korumpowania przez Daimler, Deutche Telecom czy Siemens urzędników w Europie Południowej, Rosji czy byłych republikach radzieckich. Chodzi przecież o rozwój tych koncernów i dobrobyt. Tak zwane czarne kasy mają tylko w tym pomóc. Nie jest również sprzeczne z wolną konkurencją wspieranie przez rząd w Paryżu rodzimych koncernów samochodowych. Ani francuska ustawa o zakazie sprzedaży zagranicznym udziałowcom większościowych pakietów w koncernach z sektora biotechnologii, zbrojeniowego.
Takie prawo to kapitalistyczny patriotyzm. A to, co robią Węgry, to zbójecka polityka. Podatek Robin Hooda, jak piszą w liście do KE biznesmeni. Niech do kryzysu dokłada się statystyczny węgierski Kovacs.
Czytajmy uważnie listy takie jak list koncernów do KE w sprawie Węgier. Obserwujmy, jaka będzie decyzja KE. Firmy obawiają się, że za przykładem Węgier pójdzie cała Europa Środkowa. Wówczas problem będzie dotyczył również nas.