Dziennik Gazeta Prawana logo

Urzędy skazane na konflikt

19 grudnia 2007, 00:20
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
Jadwiga Staniszkis
Jadwiga Staniszkis/Inne
Niedookreślenie prezydentury to efekt specyficznego usytuowania urzędu, które wywodzi się ze słynnej Michnikowskiej zasady "wasz prezydent, nasz premier" - mówi w wywiadzie dla "Faktu" prof. Jadwiga Staniszkis, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego. Jej zdaniem, tylko zmiana konstytucji pozwoliłaby zakończyć konflikt kompetencyjny między Pałacem Prezydenckim a kancelarią premiera.


- To efekt specyficznego usytuowania obydwu urzędów, które wywodzi się ze słynnej Michnikowskiej zasady "wasz prezydent, nasz premier". Te dwie instytucje w założeniu miały się blokować i samoograniczać - nigdy nie były nastawione na współpracę. Nie ma też jasności co do systemu władzy panującego w Polsce. Obecnie przechyla się on lekko w stronę systemu kanclersko-parlamentarnego. Jednak kompetencje prezydenta, choć dopiero po uzgodnienu z rządem, są stosunkowo duże. Prowadziło to do "szekspirowskich” napięć nawet pomiędzy braćmi. Już po wyborach, gdy Ludwik Dorn zaproponował stworzenie koalicji konstytucyjnej dotyczącej zmiany ordynacji wyborczej wtedy prezydent ją poparł, a Jarosław Kaczyński zdecydowanie zaprotestował.


- Rzeczywiście argument kontynuacji pada ze strony Pałacu Prezydenckiego po to, aby wybadać, jak bardzo Tusk jest skłonny ustąpić. Jednak w nowoczesnych państwach kontynuacja polityki zapewniana jest inaczej - poprzez korpus służby cywilnej. PiS go jednak rozmontował i w znaczny sposób spolityzował. Platforma powinna zapewnić kontynuację polityki, wzmacniając z powrotem korpus służby cywilnej. Istnieje przecież profesjonalna Krajowa Szkoła Administracji Publicznej kształcąca odpowiednie kadry. Kontynuacja w polityce, czyli instytucjonalna pamięć o zaawansowaniu procesów państwowych, powinna odbywać się poprzez dobór profesjonalistów, jak to ma miejsce w cywilizowanych krajach. Tu nie można polegać na zawodnej pamięci i emocjach tylko jednej osoby. W obecnej sytuacji niesłychanie rozbudowany i dublujący rząd, urząd prezydenta, tworzony jest w sposób nieprzejrzysty. Jestem zwolenniczką systemu kanclersko-parlamentarnego, czyli wzmocnienia roli premiera, który ma możliwość działać poprzez ministrów. Ten system jest przejrzysty, umożliwia też kontrolę poprzez działanie komisji sejmowych oraz instytucję interpelacji.


- Problemem jest dobór osób, które niekiedy z sekretarek stają się ministrami, a potem używają awansu jako trampoliny do dalszej kariery politycznej. Nie ma żadnej kontroli kompetencji ani przejrzystości - to po prostu dwór. Ta struktura różni się pod względem intelektualnym i instytucjonalnym od rządu. Pałac Prezydencki nie jest merytorycznie przygotowany do zadań, jakimi chciałby się zajmować. Nawet wynegocjowanie traktatu europejskiego, co przypisuje sobie prezydent, nie było wyłącznie jego zasługą. Pamiętamy telefony do premiera podczas negocjacji, a także rolę, zwiazanych z UKiE, czyli rządem - Marka Cichockiego i Ewy Ośnieckiej-Tameckiej oraz wiceministra ds. europejskich Krzysztofa Szczerskiego.


- Ta kontynuacja wynika z czegoś innego. W ostatnim czasie u polskich elit nastąpił przełom w myśleniu na temat roli UE. Stało się to także przy udziale prezydenta. Dostrzeżono, że korzystniejsze jest, by naszych interesów broniła autonomiczna Komisja Europejska niż polityka klientelizmu wobec silniejszych krajów. Dostrzeżono, że biurokracja europejska może lepiej kontrolować dwustronne kontakty dużych krajów UE i Rosji, a także kwestię bezpieczeństwa energetycznego. Dostrzegł to Donald Tusk, Radek Sikorski oraz Lech Kaczyński. Nawet w kwestii Karty Praw Podstawych widać kontynuację. Chociaż PO asekurancko tłumaczy swój sprzeciw wobec karty nieprzejednaną postawą PiS, nie pomijałabym tu kwestii ideowych. Nie uważam jednak, że aby zapewnić stały kurs polityce zagranicznej, należy dać więcej uprawnień prezydentowi.


- W tamtej sytuacji nie mógł uzyskać więcej. On przede wszystkim starał się pielęgnowć swoją rolę ceremonialną.


- To mu widać sprawiało przyjemność, ale robił to w sposób niedrażniący. Z drugiej strony był on elementem złożonego układu interesów i to mu dawało nadzieję na rozmycie odpowiedzialności. I dlatego zostawił sobie część uprawnień.


- Donald Tusk być może spostrzeże, że perspektywa okrojonej prezydentury typu niemieckiego nie jest aktrakcyjna. Wtedy może zrozumie, że właściwszym byłoby wzmocnienie roli premiera. Prezydentura to w istocie emerytura dla zasłużonych, a Donald Tusk ma zasługi dopiero przed sobą. Spodziewam się, że będzie starał się przedłużać ten ekscytujący okres bycia premierem. Stoją przecież przed nim kolosalne wyzwania: naprawa systemu służby zdrowia, niedokończona reforma emerytalna oraz zabezpieczenie przed wyhamowaniem koniunktury gospodarczej. Jest więc dość zadań dla odpowiedzialnego premiera właściwszych niż zastanawianie się nad prezydenturą. Bycie premierem zresztą bardzo zużywa i utrudnia wygranie wyborów prezydenckich.


- Tym bardziej szanuję, że Donald Tusk podjął się tego wyzwania. Dobrze by było, gdyby jeszcze wywiązał się ze swojej roli. Na razie widać, że Platforma nie wypracowała systemu łączenia liberalizmu z konserwatyzmem i populizmem, tak by te tendencje wzajemnie się ograniczały. Konserwatyzm nie może niszczyć wolnego rynku, a populizm naruszać długofalowych planów państwa. Na razie PO dryfuje, co przy tych wyzwaniach jest bardzo niebezpieczne.


- Może to być mechanizmem amortyzujacy. Rząd może podjąć decyzję, a potem dokonać delikatnej korekty pod wpływem prezydenta. Jednak trzeba umieć używać tego mechanizmu. W mediach głównie pokazywana jest szarpanina statusowa, a to jest niepotrzebne i szkodliwe dla państwa, bo ośmiesza instytucje, pokazując jedynie osobiste ambicje.

ć.
- Tę dwoistość należy ograniczyć. Nie wiem jednak, czy konstytucji nie uda się zmienić. Może za jakiś czas pojawią się nowe interesy, które zmuszą do zmiany konstytucji. Być może obydwie partie zawrą kompromis w tej sprawie, tak jak to proponował swego czasu Ludwik Dorn.


- W przypadku ostrego konfliktu Trybunał mógłby zinterpretować konstytucję. Jednak autorytet Trybunału, który powinien być ośrodkiem zaufania i ostatecznym arbitrem, został bardzo zużyty w ciągu ostatnich dwóch lat.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj