Sprawa dotyczy incydentu z jesieni 2025 roku. Łukasz Mejza jechał wtedy trasą ekspresową S3 w okolicach Polkowic na Dolnym Śląsku. Policja zarejestrowała, że poseł pędził z prędkością 200 km/h. Choć polityk początkowo obiecywał szybkie uregulowanie kary, sprawa utknęła w martwym punkcie z powodu chroniącego go immunitetu parlamentarnego.

Tajemnicze awiza z Kancelarii Sejmu

Reporter RMF FM Krzysztof Zasada zapytał posła, dlaczego ten wciąż nie odebrał korespondencji z Kancelarii Sejmu. Okazuje się, że urzędnicy wysyłali dokumenty trzykrotnie:

Reklama
  • Pierwszy raz w listopadzie 2025 roku.
  • Ostatni raz 31 grudnia 2025 roku.

Pisma wracały do nadawcy jako niepodjęte w terminie (awizowane). Mejza początkowo przekonywał, że Sejm nie dopełnił formalności i żaden wniosek do niego nie wpłynął.

Mejza: Zrzekam się immunitetu

Podczas rozmowy z dziennikarzem doszło do zaskakującego zwrotu akcji. Gdy reporter uświadomił posłowi, że poczta czeka na niego od dwóch miesięcy, Łukasz Mejza zareagował natychmiastowo. Ja się teraz od pana redaktora o tym dowiedziałem, więc zrzekam się immunitetu – zadeklarował poseł PiS. Polityk zaprzeczył, jakoby celowo unikał listonosza. Zapewnił, że chce ponieść pełną odpowiedzialność za złamanie przepisów drogowych.

Co dalej z procesem?

Złożenie ustnej deklaracji w mediach nie kończy procedury. Aby Łukasz Mejza mógł zapłacić mandat lub stanąć przed sądem za wykroczenie, musi złożyć pisemne oświadczenie o zrzeczeniu się immunitetu na ręce Marszałka Sejmu. Dopiero wtedy policja będzie mogła legalnie ukarać polityka za "szaleńczą jazdę".