Dziennik.pl logo

Koniec bezkarności w sieci. Zakaz patostreamingu wszedł w życie

Child,Holding,Smartphone,Under,Blanket,Light.,Kid,Using,Technology,During
Koniec bezkarności w sieci. Zakaz patostreamingu wszedł w życie/Shutterstock
W niedzielę wchodzi w życie zakaz patostreamingu. Przewiduje do trzech lat więzienia za rozpowszechnianie w sieci treści przedstawiających m.in. przemoc wobec zwierzęcia lub poniżające traktowanie innej osoby. Jeżeli treści te będą przedstawiały dziecko, kara może wynieść do pięciu lat.

Zakaz patostreamingu wszedł w życie

Wejście w życie przepisów kryminalizujących patostreaming w ramach nowelizacji Kodeksu karnego oznacza, że za rozpowszechnianie w internecie treści, których wspólnym mianownikiem jest promowanie zachowań szkodliwych społecznie, niezgodnych z prawem, nierzadko także z elementami pornografii czy pełnych wulgaryzmów, będzie można trafić do więzienia. Maksymalny wymiar kary to pięć lat pozbawienia wolności.

Zdaniem Arkadiusza Michałowskiego z zespołu Dyżurnet.pl - punktu kontaktowego do zgłaszania nielegalnych treści w internecie, działającego w ramach NASK – pociąganie do odpowiedzialności karnej twórców patotreści oraz tych, którzy takie materiały repostują lub tworzą na ich podstawie tzw. rolki, kompilacje czy shoty, to ważny, ale niewystarczający element całego systemu reagowania.

Dopiero praktyka pokaże, czy nowe przepisy przełożą się na zmniejszenie liczby szkodliwych treści w internecie. Z całą pewnością potrzeba na to czasu. Tym, co mogłoby zadziałać od razu, byłaby zdecydowana i szybka reakcja platform internetowych, na których takie treści się pojawiają – wyjaśnił. Dodał, że wciąż czekamy na przepisy, które zmusiłyby platformy do takich reakcji.

Te przepisy to dwie przygotowane przez Ministerstwo Cyfryzacji nowelizacje ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną oraz niektórych innych ustaw, których celem jest wprowadzenie procedury umożliwiającej szybkie wydawanie nakazów ograniczających dostęp do treści naruszających prawo w internecie, przy jednoczesnym poszanowaniu praw użytkowników sieci. W Sejmie trwają prace nad jedną z nich, druga przed wakacjami parlamentarnymi trafiła do Senatu, który przyjął do niej poprawki.

Procedowane obecnie projekty są odpowiedzią na styczniowe weto prezydenta Karola Nawrockiego do pierwszej wersji nowelizacji ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Weto uniemożliwiło implementację obowiązującego w krajach Unii Europejskiej aktu o usługach cyfrowych (DSA), który zaczął obowiązywać ponad dwa lata temu. Za brak wdrożenia Polsce grożą wysokie kary finansowe ze strony TSUE.

Michałowski zauważył, że póki co nielegalne i szkodliwe treści, choć niezgodne z regulaminami platform społecznościowych, są bardzo rzadko przez te platformy usuwane. Najczęściej dzieje się tak po zgłoszeniach Dyżurnet.pl. Zgłoszenia od pojedynczych użytkowników często pozostają bez reakcji.

Z obserwacji eksperta wynika też, że patotwórcy przenoszą się z serwisów lepiej moderowanych do tych, które swoim użytkownikom pozwalają na więcej – jak Kick, Telegram czy Discord, umożliwiające też tworzenie zamkniętych grup – przy czym przepisy penalizujące patostreaming obejmą także takie grupy.

Przepisy umożliwiają ściganie autorów

Informując o podpisaniu ustawy, prezydent podkreślił, iż oczekuje, że zostaną do niej wniesione poprawki pozwalające na egzekwowanie prawa wobec twórców transmisji prowadzonych poza Polską. Jednak zdaniem Mikołaja Małeckiego, prof. Uniwersytetu Jagiellońskiego i twórcy bloga „Dogmaty karnisty”, współautora regulacji, takie zmiany nie są konieczne, ponieważ przepisy umożliwiają ściganie autorów niezależnie od tego, gdzie znajdują się fizycznie.

Przestępstwo, o którym mówimy, polega na publicznym rozpowszechnianiu filmików, nagrań w internecie. Więc publiczne rozpowszechnianie jest tam, gdzie jest widz. Celujemy w ochronę widzów – przede wszystkim dzieci - w Polsce. Nie ma to najmniejszego znaczenia, na jakim serwerze jest materiał, czy w jakim medium społecznościowym się pojawił. Znaczenie ma to, gdzie jest publiczne rozpowszechnianie, a publiczne rozpowszechnianie jest tam, gdzie jest publika – powiedział PAP Małecki.

Dodał, że celowy wyjazd za granicę nie uchroni twórcy przed odpowiedzialnością, jeśli jego celem jest zarabianie na widzach w Polsce i budowanie tam zasięgów.

Arkadiusz Michałowski zauważył, że za granicą patostreamy są popularne w niewielu krajach – głównie w Ukrainie i Rosji, przy czym Rosja zakazała publikowania „śmieciostreamów”, czyli materiałów, które m.in. „obrażają ludzką godność i moralność publiczną lub wyrażają oczywisty brak szacunku do społeczeństwa”, w sierpniu 2024 r.

Ten polski kontekst jest ważny. Tym, co stanowi o popularności patostreamów, jest możliwość wejścia w interakcję z twórcą, a łatwiej o nią, kiedy nie ma bariery językowej czy różnic kulturowych – wytłumaczył.

To oddziaływanie jest zdaniem eksperta znacznie większe na Discordzie, w zamkniętych grupach. Niektórzy użytkownicy próbują manipulować twórcami, wykorzystując m.in. ich uzależnienie, niepełnosprawność czy ograniczone możliwości poznawcze. Kartą przetargową są często tzw. donejty (z ang. donate - wspierać), które można wpłacać za pomocą specjalnych platform i SMS-ów premium. Zwykle mowa o wpłatach rzędu kilku lub kilkunastu złotych, które w skali miesiąca potrafią dawać dochód w wysokości nawet kilkunastu tysięcy złotych.

Małecki podkreślił, że namawianie osoby, która pyta internautów, co ma zrobić, niekoniecznie zdając sobie przy tym sprawę, że robi coś złego, bo np. jest niepoczytalna lub nieporadna życiowo, to nic innego jak podżeganie, które także jest przestępstwem. Podobnie jak pomoc w realizacji patostreamów - co oznacza , że konsekwencje prawne swoich działań poniesie także np. osoba obsługująca kamerę podczas transmisji.

Karnista przypomniał również, że odpowiedzialności karnej nie podlega tylko ten, kto pierwszy wrzuca coś do internetu, ale też każdy, kto treści te rozpowszechnia publicznie. Oznacza to karanie za repostowanie – przede wszystkim, gdy kolejna publikacja dotrze do zdecydowanie większej liczby widzów niż pierwsze nagranie.

Nie każde podanie dalej będzie przestępstwem. Kluczowa jest społeczna szkodliwość czynu. Niektórych treści publikowanych w internecie nie ogląda nikt, a ich twórcy na nich nie zarabiają - w takiej sytuacji nie mówimy o przestępstwie. Te przepisy celują w tzw. grube ryby. Jeśli popularny twórca internetowy opublikuje nagranie, które wcześniej widziało mniej niż, powiedzmy, sto osób, a tym samym zwiększy jego zasięg, poniesie odpowiedzialność karną. Im większy zasięg, tym większa społeczna szkodliwość czynu – wyjaśnił Małecki.

Zaznaczył przy tym, że za przestępstwo nie zostaną uznane działania podjęte w ramach działalności artystycznej, edukacyjnej, prasowej, naukowej lub w celu ochrony interesu publicznego.

Patostreaming będzie ścigany tak, jak inne przestępstwa internetowe, np. rozpowszechnianie materiałów prezentujących seksualne wykorzystanie dzieci (CSAM). Oznacza to, że zgłoszenia policja będzie przyjmowała zarówno od instytucji i organizacji, jak i osób prywatnych.

Jak będzie można dokonywać zgłoszeń?

Zgłoszeń nielegalnych treści można dokonywać m.in. poprzez stronę dyzurnet.pl - obsługiwaną przez zespół ekspertów NASK. Inną możliwością jest skorzystanie z opcji „Bezpiecznie w sieci” dostępnej na głównej stronie aplikacji mObywatel.

Obowiązująca od niedzieli nowelizacja Kodeksu karnego zakłada, że za rozpowszechnianie w internecie treści przedstawiających popełnienie przestępstwa, godzącego w dobra osobiste, przemoc wobec zwierzęcia lub poniżające traktowanie innej osoby, nawet za jej zgodą, będzie groziła kara pozbawienia wolności do trzech lat.

Jeżeli wspomniane treści będą przedstawiały osobę poniżej 18. roku życia, kara będzie wyższa – od trzech miesięcy do pięciu lat.

Nazwa „patostream” wzięła się z połączenia słów „patologia” oraz „stream” (ang. strumień). Oznacza nagrywanie i publikowanie albo transmitowanie na żywo materiałów, w których prezentowane są treści wulgarne, obsceniczne, szokujące lub brutalne.

Z opublikowanego jesienią 2025 r. raportu „Nastolatki”, autorstwa NASK-PIB, wynika, że w roku poprzedzającym publikację patostreamy oglądał co czwarty nastolatek w Polsce.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
oprac. Weronika Papiernik

Studiowała edukację medialną i dziennikarstwo na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego.

W dzienniku pracuje od 2020 roku. Pracowała m.in. w fundacji działającej na rzecz osób starszych przy TV Puls. Zajmowała się tworzeniem informacji, przeprowadzała wywiady na potrzeby spotów reklamowych, pisała reportaże ukazujące problemy społeczne i materialne osób starszych. Tworzyła content na social media, organizowała plany filmowe na potrzeby spotów charytatywnych. Zajmowała się również montażem treści wideo. 

 W dziennik.pl zajmuje się głównie pisaniem o aktualnych wydarzeniach politycznych, newsowych i gospodarczych.

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraKoniec bezkarności w sieci. Zakaz patostreamingu wszedł w życie »
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj