"Wcześniej przygotowana grupa prowokatorów zakłada podsłuchy i inne potajemne nagrywania na wybrane z góry miejsca i ludzi" - tak zdaniem byłego prezydenta Lecha Wałęsy wyglądał początek całej sprawy.
Zdaniem Wałęsy prowokatorzy wymyślają następnie "sensacyjną, kryminalną sprawę nośną społecznie". Ci "prowokacyjnie wytypowani" wpadają w panikę i wypierają się tego, że się spotykali. Lech Wałęsa pisze, że "prawdą jest, że się spotkali, ale z innych powodów i w innych sprawach". Zdaniem byłego prezydenta nagrania prokuratury potrzebne są, by Kaczmarkowi "dopisać przy okazji każdą inną zbrodnię".
Zarzuty wobec Ryszarda Krauzego to zdaniem byłego prezydenta straszak na innych biznesmenów, którzy mają się zacząć bać partii braci Kaczyńskich i wykazać "większą hojność do łożenia na PiS". "W ten sposób każdego, ale naprawdę każdego można wrobić" - uważa Lech Wałęsa. Były prezydent o dokonanie przecieku obwinia na swojej stronie internetowej ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro.
"W tej sprawie chodzi o przeciek. Jeśli tak, to dokonał go bezdyskusyjnie Ziobro do Kaczmarka, łamiąc prawo. Jeśli zrobił to, zrobił to celowo. To ukartowana od początku prowokacja. Nie mam dowodów, ale jestem przekonany całkowicie, że tak było" - pisze Lech Wałęsa.