Dziennik Gazeta Prawana logo

Czy Unia każe nam rozebrać autostrady

6 sierpnia 2008, 23:50
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Czy Unia każe nam rozebrać autostrady
Inne
Komisja Europejska ani w tym, ani w przyszłym roku może nie otrzymać od polskiego rządu żadnego wniosku o dofinansowanie inwestycji drogowych z programu na lata 2007 - 2013. Dlaczego? Bo Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad realizuje wiele inwestycji z naruszeniem prawa unijnego. W najlepszym wypadku może nas to kosztować miesiące opóźnień w budowie najważniejszych dróg. W najgorszym - nawet stratę miliardów euro - pisze DZIENNIK.

Odpowiedzialna w rządzie za dotacje unijne minister rozwoju regionalnego Elżbieta Bieńkowska zagrała zdecydowanie. "Zagroziła, że nie wyśle do Brukseli żadnego wniosku, który nie będzie idealnie przygotowany" - mówi nasz informator z rządu. Co na to GDDKiA? "Nie widzimy niebezpieczeństwa" - odpowiada Łukasz Dybkowski z dyrekcji dróg. Dzisiaj jednak, jak wynika z ustaleń ministerstwa, tylko odcinek drogi S7 Grójec - Białobrzegi mógłby liczyć na akceptację Brukseli.

"Pani minister Bieńkowska martwi się, bo takie jest jej zadanie" - uspokaja szef gabinetu politycznego premiera Sławomir Nowak. I dodaje: "Jej resort musi nawet przesadzać w sygnalizowaniu zagrożeń, byle tylko uchronić przed faktycznym zagrożeniem utraty środków unijnych.

Z pieniędzy zapisanych w Programie Operacyjnym "Infrastruktura i Środowisko" Polska ma wybudować blisko 650 km autostrad oraz 2200 km dróg ekspresowych. To największy taki program w historii Unii Europejskiej. Bruksela przeznaczyła na ten cel blisko 28 mld euro dofinansowania. Istnieje realne niebezpieczeństwo, że dużą część tej kwoty możemy stracić.

Jak ustalił DZIENNIK, minister Bieńkowska przedstawiła premierowi informację, z której wynika, że zagrożone może być aż 73 proc. unijnej dotacji. Dlaczego? Minister ostrzega, że w GDDKiA wystąpił - jak czytamy w dokumencie - "istotny problem z niezwłocznym wdrożeniem działań naprawczych". Jak rozumieć te słowa? Po pierwsze GDDKiA zleca dla planowanych inwestycji drogowych tylko jedną analizę ich wpływu na środowisko naturalne. A Bruksela wymaga sporządzenia dwóch. Pierwszej, gdy zapada decyzja o lokalizacji drogi. I drugiej, gdy decyduje się jej ostateczny przebieg oraz kształt (ilość tuneli, wiaduktów czy estakad).

Dyrekcja dróg zapewnia, że robi wszystko zgodnie z prawem. Problem w tym, że zgodnie z prawem polskim, ale nie unijnym.

Ale to nie wszystko. Jak wynika z notatki, do której dotarł DZIENNIK, ponad połowa inwestycji przecina tereny z tzw. shadow list. To obszary, które organizacje ekologiczne zgłaszają do Brukseli jako uzupełnienie programu Natura 2000. Najczęściej Komisja Europejska uwzględnia ich postulaty i dołącza te tereny do listy obszarów ściśle chronionych.

Czy to znaczy, że nie można na nich budować dróg? Można, ale jest to ryzykowne. Każde zaniedbanie kończy się fatalnie: wstrzymaniem budowy i koniecznością korekty, jak w Dolinie Rospudy, odebraniem dofinansowania, a nawet nakazem rozbiórki szkodliwej dla środowiska inwestycji. Dziś to zagrożenie dotyczy projektów, na które przypada aż 55 proc. unijnych środków.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj