Zbigniew Ziobro: Po stu dniach widać, że rząd Tuska jest słabo przygotowany do rządzenia, więc musi jakoś odwrócić uwagę od swoich niepowodzeń. Gdy byłem ministrem sprawiedliwości i
prokuratorem generalnym, przestępczość kryminalna spadła w Polsce o 16 proc. Liczba wykrytych przestępstw korupcyjnych wzrosła o 100 proc. Oczyszczaliśmy z korupcji piłkę nożną, ale też
ścigaliśmy nieuczciwych urzędników czy pracowników wymiaru sprawiedliwości. Pokazałem, że wszyscy wobec prawa mogą być równi. Świadczą o tym zarzuty stawiane wpływowym ludziom i
politykom, którzy czuli się dotąd bezkarni. Zwłaszcza z tego ostatniego powodu nie przepadają za mną politycy Platformy. Gdy kierowałem do Sejmu wnioski o uchylenie immunitetów ich partyjnym
kolegom, podejrzanym o korupcję, odgrażali się. Stąd działania wobec mnie, noszące cechy odwetu.
Z ministrem Ćwiąkalskim i jego naukowym środowiskiem od lat toczyłem spór. On wspierał łagodzenie kar wobec groźnych przestępców, ja przeciwnie, dążyłem do ich zaostrzenia. On uważał,
że prawo do obrony koniecznej nie powinno być rozszerzone. Ja przeciwnie - przygotowałem projekt rozszerzenia prawa do obrony koniecznej. On uważał, że przestępcom trzeba zagwarantować
różne uprawnienia. Ja przeciwnie - że ofiara nie może być w gorszym położeniu niż napastnik.
Krytykowałem liczne błędy w popieranym przez niego łagodnym kodeksie karnym z 1997 roku i przygotowałem jego zmianę. Gdy Zbigniew Ćwiąkalski został ministrem, wycofał z Sejmu projekty zaostrzenia kar dla groźnych przestępców i rozszerzenia obrony koniecznej. Spór między nami trwał więc od dawna. Nie sądziłem jednak, że Ćwiąkalski posunie się tak daleko, że nie zawaha się nawet przed samoośmieszeniem, organizując słynną konferencję z laptopem, dzięki czemu utkwił w pamięci ludzi - jak ktoś powiedział jako minister "laptop" Ćwiąkalski.
Ci ludzie są bardzo wyczuleni na punkcie swojej wizji prawa i krytyki pod swoim adresem. Gdy profesor Władysław Mącior skrytykował dorobek naukowy Ćwiąkalskiego jako mizerny, Ćwiąkalski
pomówił go o współpracę z SB. Potem okazało się, że z dokumentów, zgromadzonych w IPN, wynika, że SB oceniała prof. Mąciora jako człowieka ideowego, oddanego
"Solidarności" i nie do pozyskania. Oczywiście Ćwiąkalski, który sam był sklasyfikowany przez SB jako kandydat na tajnego współpracownika, nie przeprosił.
Obecny system daje rządowi możliwość kontroli prokuratury. Taka kontrola jest potrzebna, bo pozwala skutecznie zwalczać przestępczość, rząd nie jest bezradny. Minister Ćwiąkalski chce z
tego zrezygnować. Już po trzech miesiącach jego pracy widać, że mało interesuje go bezpieczeństwo zwykłych ludzi. Nie angażuje się w walkę z przestępczością, za to wykorzystuje swoją
funkcję i prokuraturę do zwalczania politycznych przeciwników. Być może to stąd, że bodaj był kiedyś pierwszym sekretarzem podstawowej organizacji partyjnej PZPR, a niektórym zostało to,
co im wówczas wpajano.
Poza tym ustawa ministra Ćwiąkalskiego odbiera prokuratorom motywację do ciężkiej pracy. Teraz sędziowie i prokuratorzy mają takie same możliwości awansu. Jeśli wejdą w życie propozycje ministra, w sądach pozostaną cztery szczeble - sądy rejonowe, okręgowe, apelacyjne i Sąd Najwyższy. W prokuraturze zostaną tylko trzy, nie będzie już apelacji. Wielu zdolnych prokuratorów może więc odejść do innych zawodów prawniczych, zamiast zajmować się ściganiem bandytów.
Można sobie wyobrazić trzyszczeblowy ustrój prokuratury, ale on zawsze powinien być taki sam jak ustrój sądów. Czyli należałoby zlikwidować także sądy apelacyjne. Ale nie wolno promować
reform ułatwiających życie przestępcom.
Zbigniew Ćwiąkalski ma kiepską wiedzę o ustroju państw europejskich. Owszem, ministrowie sprawiedliwości Austrii czy Francji nie są jednocześnie prokuratorami generalnymi, ale faktycznie
kierują prokuraturą, bo są zwierzchnikami prokuratorów generalnych w swoich krajach. To tylko kwestia terminologii. Również w Niemczech prokuratura jest podporządkowana władzy wykonawczej. W
Polsce inaczej było za czasów demokracji ludowej. Wszystkie państwa bloku socjalistycznego miały rozdzielone te dwie funkcje. Tak jest nadal na Białorusi, w Rosji i innych państwach dawnego
ZSRR. Czy to znaczy, że prokuratura jest tam apolityczna?
Może być odwrotnie! Pierwszego prokuratora generalnego na całe siedem lat powołają przecież politycy. To minister Zbigniew Ćwiąkalski będzie głównym rozgrywającym w tej sprawie. Nowy
prokurator generalny zdecyduje, którzy prokuratorzy będą awansować. To oznacza, że przez siedem lat prokuratura będzie obsadzona ludźmi dobieranymi według politycznego klucza. Który z
prokuratorów odważy się w takiej sytuacji prowadzić śledztwo na przykład wobec Grzegorza Schetyny, gdy będą ku temu powody?
Zgoda. Tylko że ministrowie zmieniają się co cztery lata, a czasem nawet częściej. Prokurator po przyjściu nowej władzy może być rozliczony ze swojej bierności albo wykonywania zleceń
politycznych. Po zmianach wyniki wyborów nie będą miały znaczenia. Wyborcy mogą poprzeć partię, która chce, żeby zdecydowanie ścigać przestępców. Ale co z tego, jeśli rząd nie będzie
miał w tej sprawie możliwości energicznego działania, bo prokurator generalny będzie nieusuwalny, a jego stosunek do przestępców pobłażliwy? Ponadto dzisiaj można oddziaływać na
prokuraturę poprzez interpelacje i pytania poselskie, a w skrajnych sytuacjach próbować odwołać nieudolnego prokuratora poprzez wotum nieufności. Po zmianie będzie to prawie niemożliwe.
Nie ma niestety rozwiązań doskonałych. Kiedyś wspólnie z Janem Rokitą proponowaliśmy powołanie instytucji niezależnego prokuratora. Mogłaby go każdorazowo powoływać mniejszość sejmowa,
czyli opozycja, spośród kandydatów wskazanych na przykład przez pierwszego prezesa Sądu Najwyższego. Wkraczałby on do akcji tylko wtedy, gdyby śledztwo dotyczyło informacji o przestępstwach
na najwyższych szczeblach władzy, w których niewłaściwie zachowywałaby się prokuratura podległa rządowi. Tymczasem w projekcie Ćwiąkalskiego chodzi o przejęcie prokuratury i dokończenie
w niej wielkiej politycznej czystki, którą Ćwiąkalski rozpoczął.
Gdy przyszedłem do ministerstwa, zapowiedziałem otwarcie, że zamierzam dokonywać zmian, stawiając na prokuratorów, którzy odnieśli sukcesy w ściganiu przestępców. Tymczasem Zbigniew
Ćwiąkalski zapowiedział, że nie będzie szybkich zmian, po czym pół godziny później odwołał dyrektora departamentu sądów powszechnych. Bez uzasadnienia, w ciągu kilku tygodni, dokonał
bezprecedensowej czystki w prokuraturze.
Ale to nie znaczy, że nie powinien publicznie wyjaśnić ich powodów. Ja, dokonując zmian, zawsze podawałem konkretne uzasadnienie. Prokuratura i ministerstwo to nie jest prywatna firma. Ani
firma Platformy. W dodatku Ćwiąkalski przenosi świetnych śledczych od papierkowej roboty. Z zemsty nie pozwala im zajmować się walką z przestępczością. To tak, jakby świetnie wyszkolonych
komandosów wysłać do wypisywania mandatów. I robi to, gdy głównym problemem prokuratury jest przeładowanie prokuratorów pracą.
Zawsze kierowałem się tym, czy zmiany spowodują skuteczniejsze zwalczanie przestępczości.
Monitoring elektroniczny był przygotowywany przez dwa lata. Czerpaliśmy z doświadczeń państw, gdzie takie systemy funkcjonują. Na konferencji w Holandii nasza ustawa została uznana za
najlepszy obecnie akt prawny tego typu w Europie. Została uchwalona we wrześniu, było siedem miesięcy na wprowadzenie jej w życie. Ćwiąkalski, obejmując stanowisko ministra sprawiedliwości,
powinien był natychmiast przystąpić do realizacji planu. W ciągu siedmiu miesięcy można bez problemu zakończyć prace. Okazuje się jednak, że pan Ćwiąkalski jest zbyt nieudolny, aby temu
podołać.
Ależ to jest nasz pomysł! E-sądy to fragment przygotowanej przez nas ustawy o sądownictwie elektronicznym, która zakładała, że we wszystkich sprawach, cywilnych i karnych – a nie
tylko w postępowaniach upominawczych, co zapowiada minister Ćwiąkalski - informacje będą przekazywane drogą elektroniczną. Zbigniew Ćwiąkalski uznał, że to wyzwanie ponad jego miarę i
dlatego wyciągnął z całego projektu jeden punkt, po czym ogłosił, że to jego dziecko.
Tylko, jeśli człowiek stawia sobie wysoko poprzeczkę, jest w stanie osiągać znaczące cele. Nasz projekt jest możliwy do zrealizowania. Europa, o Stanach Zjednoczonych nie wspominając, jest
lata świetlne przed nami.
W tej chwili przy określonej liczbie punktów z egzaminu ma się gwarancję przyjęcia na aplikację. Pomysłem pana ministra jest wprowadzenie dolnych limitów przyjęć. Skoro jednak istnieje
granica punktów, to po co jeszcze dolne limity? Szanse na to, że zdolny młody człowiek z małego miasta, który ukończył prawo, dostanie się na aplikację, będą teraz znacznie mniejsze.
Jeśli dolny limit wyniesie 10 osób, to zostanie przyjętych 10 i ani jedna więcej. PiS walczył o szansę dla młodych ludzi. Rząd Donalda Tuska obiecuje cuda, a tak naprawdę utrudnia zdobycie
zawodu adwokata czy radcy prawnego.
Nie. To potwierdzenie ustaleń prokuratury i tego, co od dawna mówiłem: że zarzuty o przestępstwa kryminalne, postawione Kaczmarkowi, były zasadne, że wielokrotnie okłamywał on pod
przysięgą prokuratorów, ale też dziennikarzy i polską opinię publiczną. Kłamstwo i pomówienia stały się linią obrony jego i jego kompanów. Nowe ustalenia dziennikarzy obnażają też
zaniechania prokuratury za czasów Ćwiąkalskiego. Dysponuje ona przecież znacznie większymi technicznymi i prawnymi możliwościami, a nic nie zrobiła. Niestety, po zmianie rządu prokuratura
prowadzi to śledztwo na bezdroża, dążąc wyraźnie do jego umorzenia.
Mecenas Ćwiąkalski na zlecenie obrońców Ryszarda Krauzego przygotował opinię, w której stwierdził, że Ryszard K. jest niewinny, a sprawa powinna być umorzona. Zrobił to nim został
ministrem i, co uderzające, nie znał nawet materiału dowodowego. Do dziś nie chce podać, czy i ile wziął za to pieniędzy. Dlatego, korzystając z łamów gazety "Fakt"
jeszcze raz publicznie zadaje mu to pytanie: ile pieniędzy dostał za tę opinię? To pytanie tym bardziej zasadne, że już po objęciu urzędu publicznie swoją opinię podtrzymał. Naciskał tym
samym na prowadzących sprawę prokuratorów, by umorzyli śledztwo.
Reforma wymiaru sprawiedliwości i jego unowocześnienie jest nadal moim celem. Trzeba też w końcu doprowadzić do zmian kodeksów karnych, aby przestępcy naprawdę poczuli, że nie mogą liczyć
na pobłażliwość. To zawsze było moje oczko w głowie i choćby z tego powodu chciałbym wrócić.