Tego też domagał się rząd Jarosława Kaczyńskiego i dobrze się dzieje, jeśli w polityce zagranicznej rządy, choć się zmieniają, potrafią realizować politykę
poprzedników. Dobrze też się stało, że rząd porzucił retorykę negowania sensu tarczy w Polsce. Jeśli to wszystko zakończy się sukcesem, prezydent będzie gratulował tym, którzy się do
tego przyczynili. Ale uczciwość wymaga przyznania, że dzisiejsze stanowisko rządu Tuska nie różni się od stanowiska poprzedniego gabinetu.
Nie było, ale nie było też konkluzji. Gdyby rząd Kaczyńskiego postępował miękko - to tarcza byłaby przed wyborami. Nie było jej wtedy, bo były trudne rozmowy. To tak, jak - przy zachowaniu proporcji - wejście do Unii. Nikt nie czynił zarzutu, że to rząd Millera, a nie Buzka, wprowadzał Polskę do Unii, bo wynikało to z jednej linii politycznej różnych gabinetów.
Zgoda, była różnica, ale taka, że premier Kaczyński w tej sprawie nie zmieniał zdania w kampanii wyborczej. PO natomiast dla efektu wyborczego posuwała się do kwestionowania zasadniczych
celów polskiej polityki zagranicznej. Dobrze jednak, że potrafi zmienić zdanie.
Jeśli w zamian za tarczę Polska otrzyma wsparcie od USA, to będzie to sukces Tuska. Uczciwość będzie wymagała jednak przyznania, że to także sukces poprzedniego gabinetu.