Pochwalam takie bardziej precyzyjne stanowisko premiera w sprawie daty przyjęcia euro, bo to pomaga kształtować politykę makroekoniczną. Tyle że podany termin jest
nierealistyczny. Może premier chciał powiedzieć, że zależy mu na jak najszybszym przyjęciu unijnej waluty, by mobilizować nas do działania? Polscy politycy czasem mówią, rzeczy, o których
z góry wiadomo , że są niemożliwe do realizacji.
Musimy pamietać, że przed wejściem do strefy euro musimy przynajmniej przez dwa lata być w tzw. strefie ERM 2, czyli poczekalni. W tym czasie złoty musi mieć stabilny kurs i musimy go kursu
bronić nawet interwencjami na rynku walutowym. Ale to tylko jednen warunek. Bo przynajmniej rok przed wejściem musimy spełnić inne kryteria , inflacyjne, stóp procentowych i fiskalne.
Trzeba to zrobić jak najszybciej. Polska już przegapiała ostatnie trzy lata. Bo już spełnialiśmy te kryteria i mogliśmy wejść jak Słowacja, ale poprzedni rząd miał inną politykę w tej
sprawie i tej szansy już nie ma. A teraz mamy problem za wysokiej inflacji i za wysokich stóp procentowych.
To trudne, ale możliwe. Tyle że jak mówiłem to tylko jeden z warunków. Jeśli spełnilibyśmy wszystkie, to dopiero w połowie 2011 r. byłaby decyzja Unii , że wchodzimy do strefy euro od
początku 2012. To moim zdaniem najwcześniejszy termin.
Nie rozumiem, dlaczego złożył taka zapowiedź. Tym bardziej że nie chodzi tylko o sprawy ekonomiczne. Potrzebna będzie jeszcze zmiana konstytucji , bo trzeba wykreślić zapisy o NBP i złotym.
Tyle że to prawdopobnie możliwe jest dopiero po wyborach prezydenckich i parlamentarnych, czyli w końcówce 2010 r. i w 2011 r.
Kilka dni wzmocnienia złotówki. Na dłuższą metę rynki finansowe to zignorują.
Nie. Możemy to śledzić na sąsiedniej Słowacji, gdzie taka operacja jest przeprowadzana. Od stycznia zostały tam wprowadzone różne zmiany, na przykład podawania cen w starej i nowej walucie,
wprowadzone zostały też kary za próbę wykorzystania tego do podwyższania cen.
Wszyscy pamiętamy, że Niemcy czy Francuzi narzekali na drożyzne po wprowadzeniu euro. Taki był tylko odbiór społeczny. Tymczasem tamtejsze urzędy statystyczne zarejestrowały prawie
niezauważalny impuls inflacyjny. Inna sytuacja była w małych hotelach czy restauracjach we Włoszech lub Grecji, gdzie hotelarze i restauratorzy wykorzystali okazję.
Właśnie tak można zrobić, jeśli jednego dnia ceny podawane są w starej walucie, a nastepnego tylko w nowej. Ale pomysły jakie realizują Słowacy, że ceny muszą być w starej i nowej walucie
oraz prawny zakaz podwyżek są skuteczne. Tak powinno się też zrobić w Polsce, wtedy przejście na nową walutę jest łatwiejsze.
Nie chcę się bawić we wróżkę. Sądzę, że obecny kurs byłby dobry.
* Stanisław Gomułka, ekonomista, profesor London School of Economics, były wiceminister finansów w rządzie Donalda Tuska