Opinia publiczna jest za, politycy też. Ale według mnie nie wystarczy komuś zabrać, trzeba też naprawić krzywdy. Powinno się nie tylko obniżyć emerytury tym
"dżentelmenom”, ale też dodać ich ofiarom.
Podzieliłbym ich na dwie grupy. Jedna to ludzie powołani przez Jaruzelskiego ad hoc do wzmocnienia sił w stanie wojennym. To była stara kadra, zacietrzewieni ludzie, którzy nawet oskarżali
Jaruzelskiego o zbytnią łagodność. Rozumiem, że chodziło im o to, iż w więzieniach siedziało za mało ludzi. Chcieli, by Jaruzelski rządził dekretami, by wyroki zapadały na podstawie
uznania SB.
Druga grupa była nieco liberalniejsza, nazwałbym ich ludźmi o umysłowości Wolszczana. Uważali, że każde państwo potrzebuje swoich janczarów. Nie ingerowali w nasze poglądy, oni tylko dobrze wykonywali - jak mówili - swoją robotę. U nich nie było zacietrzewienia.
Na cynizmie. Jedni nie dopuszczali, że ktoś może mieć inne poglądy. Drugich interesowała tylko pensja, ale oni też wykonywali brudną robotę.
Symbolem jest Grzegorz Piotrowski i jego kompani [mordercy ks. J. Popiełuszki – przyp. red.].
Ci, którzy nas bili, to tacy z tej grupy zacietrzewionych, którym wmówiono, że poza socjalizmem niczego być nie może. Wielu z tych ludzi czuło nienawiść, wyrażali ją w katowaniu ofiar. To
było coś więcej niż tylko wykonywanie swojej roboty.
To trafne określenie. Piłkarz nie jest usatysfakcjonowany, gdy nie strzeli bramki. A esbek gdy nie spoliczkuje, nie wywiezie do lasu, nie zamknie. Zauważmy, że gdyby Piotrowski miał się
ograniczyć do czystego zawodowstwa, to wywiózłby księdza do lasu, tam go zastrzelił, ciało zakopał, i wrócił do żony w poczuciu spełnionej misji. Ale nie, on się znęcał, wiązał
księdza, patrzył, jak cierpi. Oni musieli mieć poczucie absolutnej władzy nad ofiarą.
Pamiętam, gdy nas przewożono, w tym Grzegorza Palkę [członka prezydium KK
S”, w latach 1990 - 94 prezydenta Łodzi], na jakieś badania lekarskie. Siedzieliśmy w suce w kajdankach na rękach. Palka, spoglądając na eskortującego nas oficera, zauważył, że
ten się uśmiecha i bawi się pistoletem, w nas celując. Nikt z nas nie myślał, że on będzie do nas strzelać, ale było widać, że chce nam pokazać swoje miejsce, podkreślić, kto jaką ma
pozycję. No i Palka powiedział do niego, że ten pistolet może jeszcze wystrzelić. A ten, nic nie mówiąc, uderzył go w twarz. Zaspokoił swoją sadystyczną żądzę.
Nie wiem. Nie znaliśmy jego nazwiska. Ale to przykład takiego właśnie sadyzmu.
*Jan Rulewski był w latach 1980 – 81 szefem regionu bydgoskiego „S”, obecnie jest senatorem PO