DZIENNIK był pierwszą gazetą, która podała informację o spodziewanej dymisji szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowej. Najpoważniejszy kandydat na następcę Stasiaka to były minister obrony narodowej Aleksander Szczygło.
"Irak? A dlaczego nie Nowa Zelandia? A tak szczerze, to wolałbym ambasadę w jakimś kraju Ameryki Południowej" - mówi DZIENNIKOWI szef BBN, wyraźnie zniecierpliwiony spekulacjami o tym, że czego go "polityczna zsyłka".
"Przed szczytem energetycznym byłem u prezydenta Azerbejdżanu, spotkałem się też z członkami Rady Bezpieczeństwa Ukrainy, rozmawiałem z prezydentem Juszczenką. Gdyby Lech Kaczyński nie miał do mnie zaufania, to z pewnością nie powierzałby mi takich misji" - dodaje Stasiak.
BBN zajmuje się obecnie programem profesjonalizacji armii i opracowuje program rozwoju wojsk specjalnych. Programy są przygotowywane w atmosferze ciągłych sporów z MON.
Stasiak zapewnia, że "robi swoje" i nie jest zainteresowany stanowiskiem ambasadora w Bagdadzie, które zwolnił generał Edward Pietrzyk.
"W Iraku nie mamy już kontyngentu, jedynie kilkunastu oficerów w misji szkoleniowej NATO" - mówi Stasiak. "Współpracy gospodarczej też nie ma, mimo że Irakijczycy zgłaszają wciąż nowe propozycje, na przykład zakupu maszyn rolniczych. Co miałbym tam robić? Nikt mi stanowiska ambasadora nie zaproponował".
Tymczasem w najbliższym otoczeniu prezydenta Lecha Kaczyńskiego słychać głosy, że dni Stasiaka na stanowisku szefa BBN są policzone. Stasiak naraził się m.in. tym, że pozwolił Służbie Kontrwywiadu Wojskowego wywieźć tajne akta WSI z siedziby Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Innym jego niefortunnym posunięciem było złożenie zawiadomienia w prokuraturze o wycieku treści poufnej rozmowy Kaczyński-Sikorski o tarczy antyrakietowej.