Informacja, jeśli okaże się prawdziwa, stawia w nie najlepszym świetle stan stosunków między Polską a USA pod rządami administracji Baracka Obamy. Warszawa nie została bowiem powiadomiona o inicjatywie Waszyngtonu.

Reklama

"W czasie rozmów w zeszłym tygodniu ministra Radosława Sikorskiego w Departamencie Stanu, Hillary Clinton nie wspomniała ani o wysłaniu listu, ani o pomyśle porozumienia z Rosjanami w sprawie tarczy" - przyznaje w rozmowie z nami rzecznik MSZ Piotr Paszkowski.

>>> Tarcza będzie, ale w Rosji

"New York Times", powołując się na wysokiej rangi źródła dyplomatyczne, podaje jednak wiele szczegółów amerykańskiej inicjatywy. List od Baracka Obamy miał do Moskwy zawieść podsekretarz stanu William Burns. To dyplomata, który w ostatnich miesiącach wyróżnił się daleko idącym sceptycyzmem wobec pomysłów przyjęcia Ukrainy i Gruzji do NATO.

Pismo zawiera jasną ofertę "zaniechania" przez USA budowy tarczy, o ile Rosja przekona Iran do porzucenia planów zdobycia broni jądrowej. Kreml jest głównym dostawcą wzbogaconego uranu dla Teheranu, a także technologii jądrowej.

Na razie Rosjanie nie odpowiedzieli na amerykańską ofertę. Jednak zapowiedzieli, że sprawa tarczy zostanie podjęta w trakcie pierwszego spotkania między Barackiem Obamą a Dmitrijem Miedwiediewem podczas szczytu G20 w Londynie 2 kwietnia.

Polskie źródła dyplomatyczne przyznają, że ewentualna rezygnacja z budowy tarczy byłaby w znacznym stopniu na rękę rządowi Donalda Tuska, który od początku nie był entuzjastą projektu prowadzącego do gwałtownego wzrostu napięcia między naszym krajem a Rosją.

Jednak nasi rozmówcy obawiają się, że Rosja nie zaangażuje się w powstrzymanie irańskich ambicji atomowych. To bowiem zbyt cenny sojusznik w rywalizacji z USA.

Bardziej niepokojący jest sposób, w jaki ekipa Obamy próbuje porozumieć się z władzemi na Kremlu: bez konsultacji z Polską. Testem stanu polsko-amerykańskich stosunków będzie teraz wypełnienie przez Amerykanów obietnicy umieszczenia pod Warszawą baterii rakiet Patriot. Właśnie w tym tygodniu rozmowy w tej sprawie prowadzi w Pentagonie wiceminister obrony Stanisław Komorowski.

To bardzo poważne wiadomości

"Umowa w sprawie tarczy antyrakietowej jest poważnie zagrożona" - uważa amerykanista Grzegorz Kostrzewa-Zorbas. Dodał, że informację "NYT" należy traktować "bardzo poważnie". "Jest mało prawdopodobne, aby ta gazeta w takiej sprawie się pomyliła" - dodał. "Demokraci nigdy nie cenili tarczy antyrakietowej. To jest program wymyślony przez Republikanów. Demokraci stawiają na coś innego; nie jest to tarcza, lecz kontrola zbrojeń i odstraszanie nuklearne" - mówi Kostrzewa-Zorbas.

Podobnie uważa amerykanista z Uniwersytetu Warszawskiego Zbigniew Lewicki. "Kwestia umowy w sprawie tarczy antyrakietowej była wynikiem możliwego zagrożenia ze strony Iranu. Jeżeli więc ustaje powód przez to, że Rosja pomoże Stanom Zjednoczonym zabezpieczyć się przed groźbą irańską, to rezygnacja z kosztownego pomysłu tarczy jest rozsądna i nie ma co się upierać i zmuszać Amerykanów do jej budowy" - powiedział we wtorek PAP Lewicki.