Pierwsze posiedzenie komisji było tak krótkie, bo w planach miała jedynie przegłosowanie kilku wniosków o przekazanie jej akt związanych ze sprawą Olewnika. " - mówi członek komisji Zbigniew Wassermann z PiS.
DZIENNIK ujawnił, że . Ale stawia też tezy, dlaczego policji i prokuraturze mogło nie zależeć na szybkim znalezieniu porywaczy Krzysztofa Olewnika.
W tym tygodniu dokument trafił do komisji. Ma pomóc w nawigacji w zawiłościach sprawy. Czy jest bezstronny? Skrupulatnie wylicza błędy i zaniechania popełnione w śledztwie. Co z niego wynika? Że błędy mogły być popełniane celowo. Ale po co? Analiza wskazuje kilka tez.
chęć ukrycia przestępstw popełnionych przez ludzi powiązanych z Krzysztofem Olewnikiem. Gdyby śledczy od początku przykładali się do pracy, już na początku dochodzenia wyszłyby na jaw
przestępstwa związane z handlem stalą
>>> Przeczytaj, jak Jacek K. nielegalnie handlował stalą
A przy tej okazji - związki przestępców z lokalnymi działaczami SLD.
prowadzone w ten sposób śledztwo mogło zmusić ojca Krzysztofa, Włodzimierza Olewnika, do ruchów, na których zależało komuś z miejscowego establishmentu (np. sprzedaży swojego zakładu
mięsnego).
niektórzy policjanci lub prokuratorzy mogli kierować śledztwo na boczne tory, bo współpracowali z bandytami. To najmocniejsza teza analizy. Czy znajduje poparcie w dowodach? W aktach sprawy, w
zeznaniach świadków, rzeczywiście pojawia się informacja - do tej pory niesprawdzona - że herszt porywaczy Wojciech Franiewski blisko współpracował z "policjantem
Andrzejem". Według jednych informacji miał być to funkcjonariusz Centralnego Biura Śledczego (CBŚ w pewnym momencie przejęło prowadzenie sprawy). Według innych "policjant
Andrzej" miał pracować w komendzie w Płocku.
Był widywany pod domem Franiewskiego, miał też przez kontakty z celnikami wystawiać grupie Franiewskiego tiry, które następnie porywali bandyci. Być może kluczem do zagadki "policjanta Andrzeja" (i do kilku innych w tej sprawie) jest notatnik, który znaleziono w czasie rewizji w domu Franiewskiego. Jest w nim co najmniej kilka telefonów policjantów. Właściciel jednego z nich o imieniu Andrzej mieszkał po sąsiedzku z Franiewskim.
Jacek K., wspólnik młodego Olewnika, i Wojciech Kęsicki, policjant z Drobina, mieli kontakt z porywaczami. Tą tezę potwierdził już częściowo sąd: przed kilkoma tygodniami aresztował Jacka
K. za pomoc porywaczom i udział w gangu. Potwierdza ją też analiza billingów z 2003 r., do której dotarł DZIENNIK: wynika z niej, że Jacek K. miał kontakty z przestępcami z tzw. gangu
mokotowskiego.
>>> Dowiedz się więcej o billingach Jacka K.
porwanie nie było zwykłym bandyckim działaniem. Jeśli kryły się za nim jakieś inne wątki, to kluczową postacią dla ich wyjaśnienia powinien być Grzegorz Korytowski, SLD-owski wicestarosta
z Sierpca, a potem pracownik PKN Orlen.
Korytowski odpowiada już za wyłudzenie pieniędzy od Olewników. Niedługo po porwaniu skontaktował się z rodziną i przez swoich znajomych, lokalnych bandytów "Gienka" i "Kajtka", przekazywał informacje o porwanym Krzysztofie.
Więcej w piątkowym wydaniu DZIENNIKA