" Zapłodnienie metodą a zarodki będą prawnie chronione" - zapowiedział pod koniec listopada ubiegłego roku premier I na tych zapowiedziach na razie się skończyło.
W projekcie ustawy o in vitro, jaki później przedstawił Jarosław Gowin, Tematu nie poruszał również zespół Kidawy-Błońskiej. A jego członkowie mówią wprost: refundacja
>>>PO chce płacić za sztuczne zapłodnienie
"Jeśli uważamy sztuczne zapłodnienie za sprawdzoną i dobrą metodę medyczną, to powinno być ono finansowane. Jednak dziś, w momencie kryzysu, nie ma na to pieniędzy" - mówi Kidawa-Błońska. Inna członkini zespołu Iwona Guzowska uważa, że są ważniejsze wydatki.
"W związku z kryzysem nie weszła w życie ustawa o rodzicielstwie zastępczym. Trzeba robić wszystko, żeby rodziny nie straciły mieszkań, na które wzięły kredyt. To są teraz najpilniejsze potrzeby" - wylicza Guzowska.
A Kidawa-Błońska zapewnia, że o finansowaniu sztucznego zapłodnienia.
Jarosław Gowin uważa jednak, że współfinansowanie in vitro można by wprowadzić już teraz, ale pod warunkiem że embriony byłyby prawnie chronione, tzn. byłby ustawowy przepis, że zakazuje się tworzenia i zamrażania zarodków nadliczbowych. W przeciwnym wypadku nie zgadza się na refundację.
Zakaz mrożenia zarodków to główny postulat Gowina, który w grudniu przedstawił własny projekt ustawy o in vitro. A jeśli klub, przychyli się do rekomendacji zespołu Kidawy-Błońskiej i zgodzi się na tworzenie zarodków nadliczbowych? "Wtedy sprzeciwiam się refundacji w ogóle. In vitro będzie kontrowersyjne moralnie. A z podatków tych, którzy się im sprzeciwiają" - uzasadnia poseł PO.
>>>Kaczyńska chce in vitro wbrew Kościołowi
Do dziś wbrew wcześniejszych zapowiedziom resort zdrowia nie przedstawił szacunkowych kosztów refundacji sztucznego zapłodnienia.
Lewica, która w ubiegłym roku złożyła projekt ustawy refundacyjnej, szacuje, że koszty mogą wynieść Prof. Marian Szamatowicz, jeden z prekursorów metody in vitro w Polsce, szacuje, że wystarczyłoby mniej pieniędzy - ok. 100 mln zł rocznie.