Marcin Graczyk: To dobrze, że w sprawie Pawlaka Donald Tusk ciągle milczy?
Władysław Frasyniuk*: Nie. Politycy muszą mieć świadomość, że biorą odpowiedzialność za wypowiedziane słowa. Przypomnę, że w ostatnim czasie premier Tusk mówił o bardzo wysokich standardach, które miedzy innymi zdecydowały o tym, że z ministerstwa sprawiedliwości musiał odejść Zbigniew Ćwiąkalski. Wydaje się jednak, że te wysokie standardy nie obowiązywały już przy nominacji nowego ministra. Nie obowiązywały też przy Pawlaku i nie będą obowiązywały przy sprawie Misiaka.

Reklama

Dlaczego zapomniano o tych standardach?
Dlatego, że Donald Tusk uznał, że sondażowe badania opinii publicznej są ważniejsze niż odpowiedzialność za własne słowa i działanie. To z sondaży wyszło, że rodzina Olewników jest tak ważna, że warto poświęcić ministra Ćwiąkalskiego i wygłosić tak ostrą deklarację dotyczącą standardów. Jak zawsze życie to jednak zweryfikowało.

Zweryfikowało, bo w sprawie Pawlaka ważniejsze jest dobro koalicji?
Jeśli chodzi o Pawlaka, to w Sejmie od zawsze dla niego i całego PSL stosowano inną miarę. Działacze PSL zawsze byli specjalnie traktowani. Nigdy nie uchodzili za przedsiębiorców, tylko za osoby, których gospodarstwa rolne nigdy nie przynoszą żadnych korzyści. To jest taka szara strefa, na którą Sejm zawsze wyrażał zgodę.

Pana zdaniem Tusk może sobie pozwolić na takie traktowanie koalicjanta?
Donald Tusk jest w pułapce. Z jednej strony wie, że w imię odpowiedzialności za państwo powinien zachować koalicję. Z drugiej strony musi jednak zdawać sobie sprawę z tego, że brak reakcji na takaą chłopską zasadę - grabie grabiom do siebie - i na te kolejne wypowiedzi Pawlaka, które go i całą koalicje de facto pogrążają, przyniesie też koszty. Prędzej czy później Tusk będzie musiał je ponieść.

To co teraz powinien zrobić premier?
Powinien zaprezentować bardzo jasne i klarowne stanowisko, zastrzegając jednocześnie, że nie ma powodów do tego, by koalicja się rozpadła, że jesteśmy w środku kryzysu i to wymaga odpowiedzialności i że musimy poszukiwać partnerów, a nie ich tracić. Ja bym się tak zachował.

Może Tusk boi się jednak, że Pawlak takiego stanowiska by nie zrozumiał, obraził się i odszedł z całą partią, może dlatego premier milczy?
Tusk pokazał przy Ćwiąkalskim, że potrafi podejmować decyzje bez uzgodnienia z koalicjantem. W tej sprawie nie musi się oglądać na Pawlaka, wystarczy, jak powie, co myśli o jego zachowaniu.

A jak Pawlak się obrazi?
To jest ryzyko Tuska, to on jest premierem rządu i ponosi za ten rząd pełną odpowiedzialność - także za wizerunek swojego gabinetu. Krótko mówiąc, w jego interesie jest to, by przerwać ten festiwal. Bo ja jestem przekonany, że jak tego nie zrobi, to będzie sytuacja, w której wszyscy zaczną szukać najmniejszej słomki w oku innych polityków tej koalicji.

Jednoznaczny głos Tuska zmieniłby tę sytuację?
Absolutnie tak. Premier ma swój kapitał. Swoim autorytetem potrafi przeciąć różne sytuacje, ale pod warunkiem, że jego reakcja jest jasna i zdecydowana.

Ale może się pan myli, może jest tak, jak mówi Stefan Niesiołowski, sprawa jest zamknięta i problemu nie ma.
Jest problem psucia państwa. A jeśli chodzi o Stefana Niesiołowskiego, to gdyby Pawlak był wicepremierem u Kaczyńskiego, to Niesiołowski nawoływałby tego ostatniego do błyskawicznej reakcji, a każde opóźnienie wyliczałby mu na stoperze.

Władysław Frasyniuk - polski polityk, przedsiębiorca, działacz opozycji w PRL, były poseł oraz były przewodniczący UW i Partii Demokratycznej.