Wróciłem. Z daleka, bo z południa Europy, gdzie Polska jest jedynie pewnym dosyć sporym punktem geograficznym na mapie - dokąd na szczęście echa naszych politycznych sporów nie dochodzą.
Wróciłem i wszystko stało się takie przewidywalne. Od przekroczenia progów niby-europejskiego lotniska Okęcie słyszę na nowo: a to że IPN jest zły, że ktoś oddał order prezydentowi, że Wałęsa się obraził, że trzeba bojkotować telewizję publiczną i z drugiej strony brać po cichu od niej pieniądze i w końcu że Niesiołowski znowu kogoś zwyzywał.
Na szczęście trwało to kilka dni. Święta nadchodzą, bez politycznego zgiełku, w trakcie których jedynymi troglodytami będą blokersi wylewający wiadra zimnej wody za kołnierze dziewcząt, które bardziej czy mniej świadomie wyszły w lany poniedziałek rano na ulice. Na zdrowie. Na szczęście od tych troglodytów nic poważnego nie zależy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|