: W lutym otrzymaliśmy dane, które były dla nas zaskoczeniem. Okazało się, że międzynarodowy handel i produkcja przemysłowa po prostu się załamały. To spotęgowało
wcześniejsze źródła kryzysu: paraliż instytucji finansowych i kryzys na rynku nieruchomości. Zrozumieliśmy, jak bardzo przesadny był nasz optymizm z początku roku, także w odniesieniu do
Polski. Nie możemy ponownie popełnić tego błędu.
>>>Rostowski: "recesja nam nie grozi"
Wasze władze mogą z pewnością dogłębniej zanalizować sytuację polskiej gospodarki. To naturalne: zajmują się tylko jednym krajem i mogą do tego zatrudnić kilkudziesięciu ekonomistów. My
musimy ocenić sytuację w kilkudziesięciu krajach, a samą Polską zajmuje się jeden lub dwóch ekonomistów. Ale mamy inny atut. Lepiej potrafimy ocenić globalną sytuację w Europie i na
świecie, lepiej rozumiemy współzależności między gospodarkami poszczególnych państw Unii. A to w dobie globalizacji ma zasadnicze znaczenie. Tak więc polski rząd może lepiej uchwycić
zachowanie konsumentów, ale już niekoniecznie inwestycji zagranicznych czy eksportu. Dwa lata temu przeprowadziliśmy dogłębną analizę trafności naszych prognoz z tym, co się rzeczywiście
wydarzyło. I wypadła ona naprawdę dobrze.
Oczywiście. Otrzymujemy wszystkie szczegółowe dane od Ministerstwa Finansów, NBP, innych ważnych instytucji państwowych. Przed opracowaniem prognoz nasi eksperci jeżdżą na misje rozpoznawcze
do Warszawy. Potem organizujemy w Brukseli seminaria z udziałem przedstawicieli władz wszystkich krajów członkowskich, a także rozmowy dwustronne z przedstawicielami Ministerstwa Finansów.
Ostatni raz spotkaliśmy się miesiąc temu i przedstawiliśmy polskim władzom nasze wstępne prognozy.
To nie ma sensu. Procedury przygotowywania prognoz są ściśle zdefiniowane i nie są proste. Prowadzimy też stałe konsultacje z MFW, OECD, Europejskim Bankiem Centralnym, a więc instytucjami,
których oceny są powszechnie szanowane.
Kryteria z Maastricht są dobrze znane i się nie zmienią. Łatwo na tej podstawie ocenić, jak szybko Polska może przystąpić do unii walutowej. Przewidujemy, że w tym i przyszłym roku deficyt
budżetowy będzie przeszło dwukrotnie większy niż dozwolony. A prognozę na 2011 r. opublikujemy jesienią.
Już mamy go za sobą. To było w I kwartale tego roku, kiedy gospodarka załamywała się najszybciej. Teraz tempo spadku jest coraz słabsze. Choć wystarczy, aby jedna duża instytucja finansowa
załamała się, a nastroje znów mogą się bardzo pogorszyć.
*Annika Melander, dyrektor departamentu prognoz gospodarczych Komisji Europejskiej