Dziennik Gazeta Prawana logo

Za orędziem prezydenta stoi Gilowska

24 maja 2009, 18:52
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Za orędziem prezydenta stoi Gilowska
Inne
Orędzie prezydenta to zagranie wyborcze - przyznają współpracownicy prezydenta. Ale wcale nie mówią o wyborach do Parlamentu Europejskiego, tylko o kampanii prezydenckiej. Są pewni, że będzie się ona toczyć pod hasłami kryzysu. Jak ustalił DZIENNIK, największy wpływ na ostateczny kształt orędzia miała Zyta Gilowska.

Z naszych ustaleń wynika, że na pomysł orędzia wpadł sam prezydent. - mówi nasz informator z Pałacu Prezydenckiego. "Mówił nam, że kryzys to świetny powód, by skorzystać z nieużywanego dotąd narzędzia" - dodaje jeden z uczestników narad z prezydentem.

>>>Straszna mumia czy PiS-owska wunderwaffe

Kiedy prezydent rzucił ten pomysł? Jak ustaliliśmy, podczas narady z najbliższymi współpracownikami na początku kwietnia. Od razu w pałacu ruszyły przygotowania do akcji "orędzie". Właśnie po to organizowano rozmaite spotkania i narady. Najczęściej uczestniczył w nich sam prezydent. Ale bywało, że gości przyjmowali jedynie szef kancelarii Piotr Kownacki i prezydencki doradca Ryszard Bugaj, bo Lech Kaczyński musiał wyjeżdżać albo składać wizyty w szpitalu u chorej matki.

>>>Gilowska: Rząd nie mówi prawdy Polakom

Plan uległ modyfikacji, gdy na arenę polityczną wróciła Zyta Gilowska. - opowiada nam współpracownik prezydenta. Wówczas Lech Kaczyński od wielu uczestników spotkania usłyszał, że rząd ukrywa złe wiadomości. Pomysł z orędziem wszedł w ostatnią fazę realizacji.

Z grona przygotowujących wystąpienie na ostatniej prostej wypadł Bugaj. - mówi prezydencki doradca. Dlaczego? Jak ustaliliśmy, Bugaj dystansuje się od orędzia, bo w prezydenckiej recepcie na kryzys, jaką usłyszeliśmy w piątek, zaroiło się od pomysłów Gilowskiej. Chodzi przede wszystkim o koncepcję obniżania podatku VAT - za czym silnie optuje była minister finansów. I choć Lech Kaczyński nie przepada za byłą wicepremier, miał ulec namowom brata i posłuchać jej pomysłów. - zdradza nasz rozmówca z Pałacu Prezydenckiego.

A dlaczego prezydent wygłosił orędzie akurat ostatniego dnia obrad Sejmu przed wyborami? Oficjalna linia jest taka, że prezydent podejrzewa rząd o hipokryzję. Że co innego mówi przed wyborami, a co innego będzie mówił po nich. - mówi Bugaj.

Konkurenci PiS wiedzą jednak swoje: chodziło o lepszy wynik partii Jarosława Kaczyńskiego 7 czerwca. Jeden ze współpracowników prezydenta przyznaje, że taki efekt jest możliwy. Ale zapewnia, że nie chodziło o krótkoterminowe efekty, a o kampanię prezydencką. - twierdzi ważny polityk PiS.

Według prezydenckich strategów orędzie miało dwa cele. I oba udało się osiągnąć. - twierdzi nasz rozmówca z Pałacu. A drugi? - dodaje polityk PiS.

Prezydenccy współpracownicy zapewniają, że przeprowadzenie przez Platformę debaty sejmowej po orędziu wcale ich nie zmartwiło. - zaciera ręce jeden z nich.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj