Tworzący ją historycy obu krajów są już zgodni, co do historycznej definicji katyńskiej tragedii: Polaków na rozkaz Stalina zgładziła w 1940 r. NKWD. Do tej pory Kreml nie chciał jednoznacznie przyznać się do winy. Nierozstrzygnięta pozostaje kwestia, czy wydarzenia sprzed 70 lat mogą być traktowane jako zbrodnia przeciw ludzkości, której autorów należy wciąż ścigać. Mimo to możliwe już jest teraz podjęcie wspólnych polsko-rosyjskich prac nad upamiętnieniem zamordowanych.

O szczegółach propozycji nie chce na razie mówić współprzewodniczący grupy prof. Adam Daniel Rotfeld. Ale przyznaje: "Tu potrzebne jest rozwiązanie instytucjonalne. To nie może być sprawa od wizyty do wizyty, od poprawy do pogorszenia. Ten problem musi być odłączony od koniunktury politycznej."

Grupa ds. trudnych zaproponuje także, by ponownie otworzyć rosyjskie i białoruskie archiwa z dokumentami na temat zbrodni. Na początku lat 90. taką decyzję podjął Borys Jelcyn. Ale Władimir Putin wycofał się z tej inicjatywy.

Jak propozycje komisji wyglądałyby w praktyce? Fundacja, którą finansowałyby rządy obu krajów, miałaby m.in. zajmować konserwacją cmentarzy w Katyniu, Miednoje i Charkowie. Z jej inicjatywy w Katyniu, ale także w Warszawie mogłoby powstać nowoczesne muzeum obrazujące mord na polskich ofiarach. Fundacja miałaby organizować wycieczki szkolne do obu placówek, zarówno dzieci z Polski, jak i Rosji czy Białorusi. Jej zadaniem mogłoby być także sfinansowanie odwiedzin grobów bliskich tym członkom Rodzin Katyńskich, którzy nie mają na to wystarczających środków.

>>>Pokój z Rosją na warunkach Kremla

Federacja Rodzin Katyńskich nie ukrywa satysfakcji z tego, że może powstać wspólna fundacja. "To byłby pierwszy, niezwykle ważny krok dla ostatecznego uczczenia pamięci naszych ojców i braci" - mówi nam prezes organizacji Andrzej Skąpski.

Pomysł fundacji to kompromis między dążeniem Polski do "trwałego upamiętnienia" zbrodni katyńskiej a odmową Kremla wypłacenia odszkodowań za zabicie polskich oficerów. Właśnie dlatego grupa ds. trudnych nie rozstrzygnęła, czy morderstwo w Katyniu należy uznać za zbrodnię przeciwko ludzkości, co oznaczałoby, że odpowiedzialność za jej popełnienie nie ulega przedawnieniu.

"Rosjanie zaznaczyli, że musimy znaleźć takie rozwiązanie, które nie byłoby precedensem dla innych krajów pokrzywdzonych przez reżim stalinowski jak Bałtowie czy Węgrzy" - zaznacza jeden z polskich uczestników grupy ds. trudnych.

Mimo to Federacja Rodzin Katyńskich czuje się usatysfakcjonowana.

"Nie chcemy żadnego zadośćuczynienia finansowego, bo nie da się wymierzyć ceny za honor polskiego oficera i śmierć naszych bliskich. Ale jeśli fundacja przy współudziale pieniędzy rządu rosyjskiego zbuduje szpital im. ofiar zbrodni Katynia, uznamy, że sprawa moralnie jest zamknięta" - mówi Andrzej Skąpski.

>>>O tym Sikorski będzie w Moskwie milczał

Wiele wskazuje na to, że Moskwa przystanie na tę inicjatywę. Wraz z prof. Rotfeldem pod listem ma bowiem podpisać się także rektor Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych (MGIMO) prof. Anatolij Torkunow, który jest uważany za człowieka bliskiego Kremlowi.

Oficjalnie nowe stowarzyszenie mogłoby zacząć działać w 70. rocznicę podpisania przez Stalina dekretu o zamordowaniu polskich oficerów. Nie byłaby to jednak jedyna inicjatywa dla poprawy stosunków z Rosją. W tym samym czasie ma zostać opublikowana przez grupę ds. trudnych monografia 15 najtrudniejszych wydarzeń w historii polsko-rosyjskiej ukazująca równolegle ocenę polskich i rosyjskich historyków.