Dobrze, że w ogóle jest jakieś porozumienie. Że rząd wychodzi naprzeciw postulatom pracodawców, żeby uelastycznić czas pracy, i naprzeciw związkowcom, których
postulaty też mają być realizowane. Ale to nie jest ten pakt antykryzysowy i społeczny, o który upominaliśmy się od dwóch lat.
Na pewno uelastycznianie czasu pracy i możliwości innego jego rozliczania. Firmy mają teraz kłopoty z kredytami i zachowaniem płynności. Chociaż często mają zamówienia, to dopiero na drugie
półrocze. Z punktu widzenia firmy zwalnianie w takiej sytuacji ludzi nie ma sensu. Trzeba ich za wszelką cenę zatrzymać, a rozliczenie czasu pracy w trybie 12 miesięcy daje taką
możliwość.
A wolałby pan, żeby zwalniano ludzi z pracy? Gdy firma ma kłopoty, to lepiej pójść do pracowników i powiedzieć: słuchajcie, mamy kłopoty, ale mamy też zamówienia. Tylko że zaczniemy je
realizować we wrześniu albo w październiku. Do tego czasu będzie wąskie gardło: musimy zmniejszyć czas pracy, obniżyć czasowo pensje, ale dzięki temu uratujemy zakład i nie traficie na
bruk.
No tak, ale od tego są związki zawodowe. To one mają pilnować, żeby przepisy nie były nadużywane. Jeśli takie przypadki będą miały miejsce, to będziemy takich ludzi potępiać. Będziemy
pokazywać ich palcem i upubliczniać to, że wykorzystują przepisy w niecnych zamiarach.
To rozwiązanie dyktuje rynek. Oczywiście, możemy w ogóle nie zawierać umów na czas określony. Tylko że jak nie będziemy takich umów zawierać, o wiele więcej osób pójdzie na bruk. Takie
rozwiązanie jest przyjęte na całym świecie, zwłaszcza w czasie recesji.
Trudno w tej chwili ocenić. Ale to dobre rozwiązanie. Tylko że trzeba je już zacząć wprowadzać, dopóki kryzys w tej najostrzejszej formie do nas nie dotarł. Na razie wszystko jako tako
idzie. Ale kiedy nie będziemy mieli zamówień czy kredytów, to te urlopy będą kolejną receptą na uchronienie się od zwolnień. Pracownik ma wybór: albo idziesz na urlop, albo giniesz firmie
z pola widzenia.
To wszystko są rzeczy, za którymi się opowiadaliśmy. Bo najgorszą rzeczą dla człowieka jest utrata pracy. Lepiej w czasie, gdy nie ma pracy, podnosić kwalifikację. Potem może mu to tylko
pomóc, nawet zarabiać więcej.
Nie będę się wypowiadał za związki, one walczą o swoje.
Na pewno to złagodzi bezrobocie. Ale trudno powiedzieć jak bardzo. W takim przypadku jak dziś receptą na walkę z kryzysem jest silna gospodarka, właściwy system podatkowy, zdrowe finanse
publiczne. Ja jestem zadowolony z tego, co zrobił rząd. Ale potrzebne są głębokie reformy, a tego nie ma. Polska wymaga radykalnego przyspieszenia.
Rozwiązań antykryzysowych jest za mało. Dlaczego ciągle dopłacamy 16 miliardów złotych do KRUS, a szukamy pieniędzy gdzie indziej, bo mówi się o możliwym podniesieniu składki rentowej.
Kiedyś proponując pakt antykryzysowy, próbowaliśmy zająć się finansami publicznymi, wykorzystaniem środków unijnych, systemem ubezpieczeń społecznych, reformą KRUS, biurokracją itd., to
było około 250 tematów.
Niekoniecznie. W Hiszpanii czy Irlandii te sprawy dogadano w trójkącie: rząd, związki, pracodawcy. Natomiast jak rząd sam coś ustala, to zawsze naraża się na protesty związków albo
pracodawców.
*Marek Goliszewski, prezes Business Centre Club