Zwycięstwo "Solidarności" w półwolnych wyborach dwie dekady temu było wielkim pokazem. Nadało ton dla nadzwyczajnego roku 1989, roku bezkrwawych rewolucji. (...) Ale w Polsce
nie było dziś żadnej oznaki tryumfalizmu. W tej sytuacji to do pozytywnie nastawionego cudzoziemcy należy powiedzenie Polakom, aby zrzucili swój pesymizm. Butelka jest więcej niż do połowy
pełna. Po pierwsze, mimo wszelkich sporów, Polacy zdołali zbudować silne demokratyczne instytucje. Po wtóre gospodarka, choć zwalnia, zdołała utrzymać wzrost w porównaniu z załamaniem
większości innych krajów UE. Po trzecie exodus Polaków za pracą w zachodniej Europie zaczyna wzbogacać społeczeństwo w kraju. Młodzi ludzie wracają z Wielkiej Brytanii z kapitałem
pozwalającymi na założenie nowych biznesów i z nowymi pomysłami. Wreszcie Polska znów staje się regionalnym liderem. Węgierska i łotewska gospodarka jest na skraju załamania, czeski rząd
upadł w środku przewodnictwa w UE, Bułgaria jest uważana za najbardziej skorumpowany kraj w Unii. Polska natomiast pod rządami Tuska posuwa się po stałym kursie.
Zamiast świętować, Polacy zostali wciągnięci w walkę między rządem a opozycją, groźby protestów niezadowolonych robotników pod flagami "Solidarności", spór o
dziedzictwo 1989 r., a nawet podważenie roli samego Lecha Wałęsy. Ten spór zniweczył nadzieje Polski na wypromowanie swojej roli w upadku komunizmu i zmianach przeprowadzonych na wiele miesięcy
przed upadkiem muru berlińskiego. Nadzieje rządu na zjednoczenie Polaków wokół obchodów zniknęły, kiedy przywódcy związkowi ze Stoczni Gdańskiej zagrozili protestami w trakcie
uroczystości przed zakładem. Przywódcy związku skrytykowali go, a liderzy PiS skorzystali z okazji, posyłając do Gdańska prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Ten niezwykły spór odzwierciedla
głębokie podziały dotyczące 1989 r. między ludźmi, którzy kiedyś byli sojusznikami w walce z komunistami. Konserwatyści, na czele których stoją bliźniacy, dowodzą, że Okrągły Stół
był zgniłym kompromisem pozwalającym komunistycznym aparatczykom na utrzymanie władzy i powinien być później zrewidowany. Ale większość PO podkreśla, że Okrągły Stół był jedyną
drogą pokojowego zakończenia reżimu komunistycznego.
20 lat po upadku komunizmu aura kalumni na temat związków Lecha Wałęsy z policją polityczną zatruwa obchody tej rocznicy w Polsce. Dotknięty tym do żywego Wałęsa, ikona
"Solidarności", sprawca upadku komunizmu, krótko mówiąc, jeden z żyjących mitów historii XX wieku zagroził, że opuści Polskę. Przyzwyczajeni do wybuchów złości swojego
byłego prezydenta i jego ciętych ripost Polacy nie wierzą w to. Mimo wszystko kampania oczerniania, której jest on celem, i próba pisania na nowo historii delegitymizującej Wałęsę jest
poważna.
Do roli symbolu urasta to, że 20 lat po historycznych przemianach Polska staje się filarem europejskiej stabilności. Kraj nad Wisłą dobrze wykorzystał szansę, jaką dała mu integracja ze
strukturami Zachodu. Polska przeżyła w ostatnich latach szybki wzrost gospodarczy i rozwiązała problemy społeczne, takie jak wysokie bezrobocie. Najlepsze wyniki gospodarcze na tle pogrążonej
w kryzysie Europy czynią z premiera Donalda Tuska jednego z najpotężniejszych graczy przy unijnym stole. Polska, która 20 lat temu rozpoczęła proces europejskich przemian, dziś szykuje się do
objęcia nowej roli na Starym Kontynencie.
Dla Warszawy kolejność jest bardzo ważna. Wielu Polaków denerwuje się, że w zachodnich książkach do historii za symbol obalenia komunizmu uchodzą wywracane bloki berlińskiego muru. W końcu
to Polacy nadali wydarzeniom 1989 r. całą dynamikę. Najpierw w Polsce odbyły się pierwsze częściowo wolne wybory, później otwarto na Węgrzech granice, a dopiero wtedy mógł upaść mur
dzielący obie części Berlina.