Polskie szkoły wyższe często nie nadążają za potrzebami rynku pracy. Za dużo mamy humanistów, którzy mają problem ze znalezieniem zajęcia. A te uczelnie, które kształcą na technicznych kierunkach, za duży nacisk kładą na stronę teoretyczną. Obecnie (według Światowego Forum Gospodarczego) Minister Kudrycka chce to zmienić. W założeniach reformy szkolnictwa wyższego znalazły się zapisy, które mogą zrewolucjonizować polskie uczelnie. Co ma się zmienić?
>>>Kudrycka: Muszę dbać o jakość usług
- byłyby współtworzone przez przedstawicieli biznesu. Oni sami prowadziliby zajęcia ze studentami. Obecnie się tego nie praktykuje. Przyjęło się, że wykładowcami
są nie praktycy, lecz pracownicy naukowi.
-, mogliby fundować studentom stypendia. Nie musieliby odprowadzać za nie podatków.
- na których powstają ciekawe projekty, np. wzory dla przemysłu, mogłyby tworzyć spółki prawa handlowego, które zajmowałyby się sprzedażą tych pomysłów czy
patentów.
- które wykraczają poza możliwości uczelni, także miałyby szansę realizacji. Szkoły mogłyby tworzyć wraz z przedsiębiorstwami centra naukowo-przemysłowe i prowadzić
wspólne badania oraz na tym razem zarabiać.
- byłoby tworzenie kierunków na zamówienie pracodawcy z gwarancją stażów, praktyk i zatrudnienia dla studentów.
- nie tylko biznesmenów, ale także znanych naukowców. W roli wykładowców mogłyby pojawić się gwiazdy z pierwszych stron gazet, np. nobliści.
- tłumaczy Bartosz Loba, rzecznik minister Kudryckiej.
Żeby zachęcić uczelnie do zmian, resort szkolnictwa wyższego już ogłosił konkurs na pierwsze projekty. Oczekuje głównie pomysłów na kierunki w języku angielskim, współpracę z pracodawcami oraz zatrudnianie w uczelni wybitnego naukowca z zagranicy. Szkoły mogą starać się o pulę 700 mln zł na realizację tych projektów. - mówi Loba.
Pomysł podoba się studentom. Zuzanna Przybyła z samorządu Szkoły Głównej Handlowej Brzmi to sensownie. Tłumaczy, że chętnie zobaczyłaby nie gwiazdy biznesu, lecz menedżerów wyższego szczebla z firm będących potencjalnymi pracodawcami, oraz osoby, które od zera stworzyły własną firmę i odniosły sukces. - mówi studentka.
Jak dodaje, . Wynika to z polityki zatrudniania wykładowców, którzy mają wiele publikacji, ale w praktyce niewiele z nich wynika. Jej zdaniem ciekawie brzmi też pomysł fundowanych stypendiów, bo daje on szansę na poznanie już w trakcie studiów przyszłego pracodawcy.
Jak dodaje, pierwszą jaskółką było pojawienie się na SGH przedmiotu prowadzonego przez menedżerów z renomowanej firmy doradczej Deloitte na kierunku finanse i rachunkowość.
Prof. Michał Seweryński, były minister nauki, obecnie wykładowca Uniwersytetu Łódzkiego, zgadza się co do głównej idei, by przedsiębiorcy mieli wpływ na kształcenie takich specjalistów, jakich potrzebują, a co więcej, żeby partycypowali oni w kosztach ich wykształcenia. - dodaje. I przypomina, że pomysł kształcenia na potrzeby biznesu pojawił się już kilka lat temu. Do tej pory jednak z tych planów nic nie wyszło.