Rządowa ustawa, na podstawie której bezrobotni otrzymają pomoc, wchodzi w życie 5 sierpnia. "Zaraz potem podpisujemy umowę z Ministerstwem Pracy i program rusza. Wzory wniosków, które bezrobotni będą musieli złożyć w banku i w urzędzie pracy, są już przygotowane"- potwierdza Ewa Balicka-Sawiak, rzecznik Banku Gospodarstwa Krajowego, który będzie wykonawcą programu.

Reklama

>>> Rząd ma poślizg w niesieniu pomocy

Jak zapewnia, od tego momentu będzie można składać wnioski. Po miesiącu z pozytywnymi opiniami będą podstawą do przelewu. Państwo może spłacić za nas już raty z terminem płatności w drugiej połowie września.

Przypomnijmy: będzie to do 1200 zł miesięcznie. Według rządu zainteresowanych taką pomocą może być 63 tys. osób. Pożyczki będą kosztować około 440 mln zł. Będą wypłacane ze środków Funduszu Pracy.

Pomoc otrzymają osoby, które straciły pracę po 1 lipca 2008 r. i złożą wniosek do końca 2010 r. Można mieć tylko jedno mieszkanie lub dom jednorodzinny.

Skorzystać mogą też osoby, które prowadziły samodzielną działalność gospodarczą, ale w związku z kryzysem musiały z niej zrezygnować. Co ciekawe, w przypadku małżeństw mających wspólnotę majątkową pomoc może otrzymać osoba, która straciła pracę, nawet jeśli to nie ona brała kredyt.

Pomoc będzie udzielana przez rok. Może być przerwana, jeśli kredyt zostanie spłacony, osoba znajdzie pracę, sprzeda mieszkanie, zostanie jej wypowiedziana umowa kredytowa lub nieruchomość zostanie zajęte przez komornika.

Wniosek o przyznanie pomocy trzeba złożyć w swoim urzędzie pracy. Decyzję podejmie starosta (ma na to miesiąc). Pieniądze BGK przeleje bezpośrednio na konta banków, które udzieliły kredyt. Pomoc nie jest prezentem, tylko pożyczką, którą trzeba oddać. Spłata rozpocznie się po dwóch latach i będzie trwała przez następnych osiem w nieoprocentowanych ratach. Starosta może odroczyć termin płatności, rozłożyć spłatę na raty lub umorzyć np. w przypadkach trudnej sytuacji materialnej kredytobiorcy.

>>> Rząd zwleka z pomocą dla bezrobotnych

Program od początku nie miał szczęścia do terminów. Premier Donald Tusk, zapowiadając go po raz pierwszy 20 lutego z trybuny sejmowej, mówił, że ustawa będzie gotowa w ciągu 2 - 3 tygodni, a pomoc ruszy "jak najszybciej". Potem Zbigniew Chlebowski z PO zapewniał, że będzie realizowany już w kwietniu. W kwietniu kancelaria premiera oznajmiła jednak, że jak wszystko pójdzie dobrze, wypłaty będą możliwe w lipcu. Czy i tym razem nie okaże się, że termin w połowie sierpnia jest zbyt optymistyczny?

Wszystko wskazuje na to, że się uda. Jak sprawdziliśmy w kilku miastach, urzędy pracy jeszcze nie zaczęły przygotowań do uruchomienia programu, ale zarazem przekonują, że nie jest to problem. "Na pewno zrobimy wszystko, by pomóc ludziom na czas" - zapewnia Małgorzata Liburska, wicedyrektor Urzędu Pracy w Krakowie.