A zaczęło się jak zwykle. Jeden pan powiedział o drugim, że jest stalinowskim cymbałem. Obrażony pozwał obrażającego do sądu. Wtedy jeszcze gęściej posypały się obelgi. I wtedy działacz SLD uznał, że Wierzejski musi cierpieć na chorobę psychiczną - tzw. zespół Tourette'a.
Jest to przypadłość wrodzona, która powoduje, że chory nie panuje nad tym, co mówi i jak się zachowuje. Często siarczyście klnie, bez powodu skacze albo ma inne nerwowe tiki. Nie ma dwóch osób, które miałyby dokładnie takie same objawy.
Zawrotniak twierdzi, że konsultował swoją obserwację z psychiatrami. A przecież chorego nie będzie ciągać po sądach. Dlatego, jeśli biegły przebada posła LPR i stwierdzi chorobę, zrezygnuje z dalszego procesowania się.
Wierzejski nie reaguje na te zaczepki. Twierdzi jedynie, że poseł SLD chce się jego kosztem wypromować przed wyborami samorządowymi.