Kilka dni temu została szefową sekretariatu ministra. Dotychczasowego dyrektora, długoletniego urzędnika służby cywilnej, Aumiller posłał na przymusowy urlop. Minister chce, by Wiśniowska zakotwiczyła na dłużej w jego sekretariacie. Na tym stanowisku potrzeba osoby z klasą, taktem i znajomością języków. I taka, zdaniem ministra, jest córka wicemarszałek Sejmu.
DZIENNIK postanowił sprawdzić, co reprezentuje sobą Sylwia Wiśniowska. Zapytał ją o kwalifikacje zawodowe. Zmieszała się, zaczęła się jąkać i odesłała dziennikarzy do... rzecznika prasowego. Ten na początku nie wiedział, o kogo chodzi.
Bardziej rozmowna była Genowefa Wiśniowska. Co prawda nie jako polityk, a jako rodzic mówi DZIENNIKOWI: "Każda mama razem z tatem dbają o to, żeby dzieci się uczyły. Potem kiedy dziecko ma wykształcenie i zdobywa pracę, to dba się, żeby wykonywało tę pracę bardzo dobrze. Przede wszystkim dla dobra danej pracy. No i ta odpowiedzialność żeby była".