Jeszcze w tym roku prokuratura będzie chciała postawić zarzuty Stanisławowi Łyżwińskiemu - wynika z nieoficjalnych informacji DZIENNIKA. Będzie podejrzanym o wykorzystywanie pozycji dla osiągnięcia osobistych korzyści.
Zeznania Anety Krawczyk, która pierwsza ujawniła, że dostała od posła pracę za seks, potwierdzają kolejni świadkowie. Podobne zeznania składają prokuratorom inne
kobiety.
Aby jednak postawić zarzuty Stanisławowi Łyżwińskiemu, prokuratura ,musi wystąpić do Sejmu o pozbawienie go immunitetu poselskiego. Głosowanie w tej sprawie będzie formalnością, bo po tym jak Andrzej Lepper wyrzucił Łyżwińskiego z Samoobrony, nie będą go pewnie bronić nawet dawni partyjni koledzy.
A atmosfera wokół byłego wiceszefa Samoobrony robi się coraz bardziej gęsta. W sobotę prokuratura postawiła zarzuty znajomemu Łyżwińskiego, Franciszkowi I. Jest podejrzany o usiłowanie poplecznictwa i podżeganie do składania fałszywych zeznań. Wszystko przez to, że namawiał partyjną koleżankę do składania fałszywych zeznań i ukrywania przed prokuratorem faktów, które mogłyby pogrążyć Łyżwińskiego.
W cieniu podejrzeń jest też asystent byłego wiceszefa Samoobrony, Jacek Popecki, który miał wywierać presję na Mariusza Strzępka, byłego radnego Samoobrony z Tomaszowa Mazowieckiego, jednego z głównych świadków w sprawie seksafery. Los Popeckiego może rozstrzygnąć się we wtorek. Tego dnia maj być znane wyniki badań sprawdzające, czy rzeczywiście wstrzykiwał on Krawczyk środek dla zwierząt, który miał przyspieszyć poród. W ten sposób - dowodziła kobieta - Popecki z polecenia Łyżwińskiego - chciał doprowadzić, by jej dziecko nie przeżyło.
Na tym jednak nie koniec. "Wyjaśniamy jeszcze sprawę związaną z groźbami kierowanymi pod adresem innej kobiety, która zeznawała wcześniej" - mówi DZIENNIKOWI rzecznik łódzkiej prokuratury Krzysztof Kopania. Chodzi o byłą ekspertkę Samoobrony Annę Rutkowską, która zeznała, że miała dostać zapłatę za pracę dopiero, kiedy pójdzie do łóżka z Kazimierza Zdunowskim lub wiceszefem Samoobrony Krzysztofem Filipkiem, dziś ministrem w kancelarii premiera. Po wizycie w prokuraturze kobieta miała dostawać pogróżki.
W Łodzi gruchnęła też wieść, że dziś przesłuchiwany ma być sam Andrzej Lepper. Krawczyk twierdzi, że z nim również spała. "Nic o tym nie wiem. Nie mam zawiadomienia" - powiedział DZIENNIKOWI wicepremier. Dziś do Łodzi przyjeżdża za to sama Krawczyk. Jednak nie do prokuratury. Kobieta ma wygłosić krótkie oświadczenie do mediów. Krawczyk nie zabierała głosu od tygodnia, kiedy po badaniach materiału genetycznego okazało się, że Łyżwiński nie jest ojcem jej dziecka.
Aby jednak postawić zarzuty Stanisławowi Łyżwińskiemu, prokuratura ,musi wystąpić do Sejmu o pozbawienie go immunitetu poselskiego. Głosowanie w tej sprawie będzie formalnością, bo po tym jak Andrzej Lepper wyrzucił Łyżwińskiego z Samoobrony, nie będą go pewnie bronić nawet dawni partyjni koledzy.
A atmosfera wokół byłego wiceszefa Samoobrony robi się coraz bardziej gęsta. W sobotę prokuratura postawiła zarzuty znajomemu Łyżwińskiego, Franciszkowi I. Jest podejrzany o usiłowanie poplecznictwa i podżeganie do składania fałszywych zeznań. Wszystko przez to, że namawiał partyjną koleżankę do składania fałszywych zeznań i ukrywania przed prokuratorem faktów, które mogłyby pogrążyć Łyżwińskiego.
W cieniu podejrzeń jest też asystent byłego wiceszefa Samoobrony, Jacek Popecki, który miał wywierać presję na Mariusza Strzępka, byłego radnego Samoobrony z Tomaszowa Mazowieckiego, jednego z głównych świadków w sprawie seksafery. Los Popeckiego może rozstrzygnąć się we wtorek. Tego dnia maj być znane wyniki badań sprawdzające, czy rzeczywiście wstrzykiwał on Krawczyk środek dla zwierząt, który miał przyspieszyć poród. W ten sposób - dowodziła kobieta - Popecki z polecenia Łyżwińskiego - chciał doprowadzić, by jej dziecko nie przeżyło.
Na tym jednak nie koniec. "Wyjaśniamy jeszcze sprawę związaną z groźbami kierowanymi pod adresem innej kobiety, która zeznawała wcześniej" - mówi DZIENNIKOWI rzecznik łódzkiej prokuratury Krzysztof Kopania. Chodzi o byłą ekspertkę Samoobrony Annę Rutkowską, która zeznała, że miała dostać zapłatę za pracę dopiero, kiedy pójdzie do łóżka z Kazimierza Zdunowskim lub wiceszefem Samoobrony Krzysztofem Filipkiem, dziś ministrem w kancelarii premiera. Po wizycie w prokuraturze kobieta miała dostawać pogróżki.
W Łodzi gruchnęła też wieść, że dziś przesłuchiwany ma być sam Andrzej Lepper. Krawczyk twierdzi, że z nim również spała. "Nic o tym nie wiem. Nie mam zawiadomienia" - powiedział DZIENNIKOWI wicepremier. Dziś do Łodzi przyjeżdża za to sama Krawczyk. Jednak nie do prokuratury. Kobieta ma wygłosić krótkie oświadczenie do mediów. Krawczyk nie zabierała głosu od tygodnia, kiedy po badaniach materiału genetycznego okazało się, że Łyżwiński nie jest ojcem jej dziecka.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|