Dziennik Gazeta Prawana logo

Kazimierz Marcinkiewicz: Czuję się niespełniony

12 października 2007, 14:45
Ten tekst przeczytasz w 8 minut
"Nie mogę być politykiem i szefem spółki. Ale będę się starał uczestniczyć w życiu publicznym" - mówi DZIENNIKOWI były premier Kazimierz Marcinkiewicz. I dodaje: "Nie dokończyłem swojej misji".
PIOTR ZAREMBA: Jan Krzysztof Bielecki, Hanna Suchocka, Włodzimierz Cimoszewicz. Co łączyło tych ludzi?
KAZIMIERZ MARCINKIEWICZ: Byli premierami, a później ministrami.

A pan zażądał dla siebie dodatkowo stanowiska wicepremiera. Jest pan aż tak zachłanny?
Oni nie wchodzili do swoich rządów. To ja zapraszałem obecnych ministrów na stanowiska, niektórych wręcz wymyśliłem. To ja jako premier prowadziłem politykę gospodarczą tej ekipy.

Pan, a nie wicepremier Zyta Gilowska?
Uzgadnialiśmy wtedy każdą sprawę, każdą decyzję

I dlatego chciał pan jej teraz zabrać to czym się zajmowała koordynowanie polityki gospodarczej?
Wydawało mi się po prostu, że dokończę sprawy, które zacząłem jako premier - na przykład dobre kontakty z zagranicznymi inwestorami. I sądziłem, że można to dobrze zrobić tylko z pozycji więcej niż ministra. Znalazłoby się miejsce i dla mnie, i dla Gilowskiej. Ja chciałem zająć się uproszczeniem przepisów prawa gospodarczego. Przedsiębiorcy są obciążeni rejestrami, podatkami, kontrolami, to nęka ich bardziej niż wysokie stawki podatku dochodowego. I to wymaga zmian w wielu przepisach, kontaktów z różnymi ministrami: sprawiedliwości, spraw wewnętrznych. Pozycja wicepremiera bardzo by to ułatwiła.

Chciałby pan, żeby ten rząd miał pięciu wicepremierów? Po raz ostatni tylu było za głębokiego Peerelu.
To nie do mnie, ale do obecnego premiera należałoby rozwiązanie tych wszystkich problemów. I to Jarosław Kaczyński zdecydował, że wicepremierem nie będę.

Kaczyński nie chciał pańskich pomysłów czy po prostu pana?
Z Jarosławem Kaczyńskim rozmawiamy zawsze bardzo szczerze. I doszliśmy do wspólnego wniosku - że w tej konfiguracji nie ma dla mnie miejsca.

Ma pan żal do premiera?
Nie. Ale mam poczucie niespełnienia. Nie dokończyłem swojej misji ani jako premier, ani warszawski komisarz. Ale rozumiem, że w rządzie wszystko jest już poukładane.

Dobrze poukładane?
Obiecałem, że nie będę recenzować rządu. Choć z przyjemnością chwalę poszczególnych ministrów na przykład Grażynę Gęsicką, która wspaniale radzi sobie z przygotowaniem do absorpcji unijnych środków.

A kogo pan nie chwali? Zyty Gilowskiej? Zaprosił pan ją do rządu, blisko współpracował.
I dlatego jestem najgorszą osobą, aby recenzować jej pracę. Chwalę wszystkich ministrów.

A jest pan zadowolony z polityki gospodarczej rządu? Spełnia pańskie zapowiedzi sprzed roku?
Idzie w dobrym kierunku, wzrost gospodarczy jest wyższy niż zapowiadali eksperci - zgodnie jednak z moimi prognozami. Ale tempo jest za wolne. Nie ma na przykład ustawy o finansach publicznych. Tyle że wpływ na to miały również wypadki losowe - ciągłe zmiany ministrów finansów.

Chyba nie tylko. Ciągle pan zapowiadał, że Zyta Gilowska lada chwila ogłosi projekt reformy finansów - a nie ma go do dziś.
Bo słyszałem takie jej zapowiedzi.Uzgadnialiśmy założenia tej reformy, ale projektu rzeczywiście wciąż nie ma. Myślę, że niedługo będzie.

Zyta Gilowska zawaliła?
Na pewno sporo rzeczy zaniedbaliśmy. Ale jest wciąż szansa nadrobienia zaległości.

Kolizja pańskich aspiracji z aspiracjami Zyty Gilowskiej to jedyny powód, dla którego nie wszedł pan do rządu?
Miałem też wrażenie, że media będą śledziły każdą rozbieżność zdań między mną i premierem.

A są realne różnice poglądów?
Jesteśmy wszyscy za programem gospodarczym PiS, który ja przygotowałem, a Jarosław Kaczyński zatwierdził. Bardziej można mówić o różnicach języka. Bylibyśmy w tej sferze stale porównywani jako były i obecny premier.

Mówi pan o szczerości w pana rozmowach z Kaczyńskim. Jest pewnie w panu i żal, że pozbawił pana premierostwa.
Nie mam żalu, choć odczuwam złość z powodu przerwania mojej misji. Ale rozumiem, że prezes partii może chcieć pełnić funkcję premiera.

Bardzo między wami zgrzytało, gdy pan szefował rządowi?
Byłem samodzielnym premierem. Konsultowałem z prezydentem i liderem PiS najważniejsze decyzje. Ludzie z mojego otoczenia zwracali mi czasem uwagę, że nie konsultuję wszystkiego.

To był powód pana dymisji?
Raczej to, że Jarosław Kaczyński zapragnął być premierem. No i masa plotek wewnątrz PiS przypisujących mi intencje, których nie miałem.

Tylko plotki? Pan podtrzymuje Andrzeja Mikosza, bohatera aferalnego tekstu w "Rzeczpospolitej", na stanowisku ministra skarbu, Kaczyńscy uważają to za błąd. Oni wymyślają prezesa PZU Jaromira Netzela. Pan jest zaskoczony. Mam ciągnąć dalej?
Nie żałuję swoich ówczesnych poglądów. Mikosz był przez dwa miesiące dobrym ministrem. Prezesa PZU powołał minister skarbu Jasiński. Miał do tego prawo. A z kolei ja powołałem wbrew wszystkim Annę Strężyńską na szefa Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Okazała się znakomitą rzeczniczką zdemonopolizowania polskiej telefonii.

Powołał ją pan wbrew Jarosławowi Kaczyńskiemu.
I nie żałuję. Powtarzam - byłem samodzielny. Ale być może powinniśmy więcej ze sobą rozmawiać. I wtedy rację mielibyśmy wszyscy.

Dlaczego pan jako premier miał tak wielką popularność, a premier Kaczyński w notowaniach stracił?
Nie wiem.

Może dlatego, że - jak mówiono w PiS - pan brylował w mediach, podróżował, a nowy premier ciężko pracuje.
Mój kalendarz premiera był jawny. Można sprawdzić, ile czasu bywałem w mediach czy podróżowałem, a ile pracowałem. I można porównać z innymi premierami.

Z Jarosławem Kaczyńskim?
Nie sprawdzałem.

A może pan zawiódł Kaczyńskiego? Miał pan wygrać w Warszawie i się nie udało.
Od początku mówiłem prezydentowi i premierowi, że zwycięstwo to rzecz prawie niemożliwa.

Trudno to sobie przypomnieć.
Ja pamiętam. Mówili mi - w wygrasz w cuglach. Ja zaprzeczałem. Przypominałem, że Warszawa to wyborczy bastion Platformy Obywatelskiej.

Ale w 2002 roku wygrał tu z łatwością Lech Kaczyński. Co się stało w międzyczasie?
Nie udało się zmienić przekonania, także wśród dziennikarzy, że ekipa Kaczyńskiego niewiele w stolicy zmieniła. Nie zgadzam się z tym, choć przyznaję - było niewiele inwestycji.

To nie obciąża poprzedniego prezydenta Warszawy?
Zaangażowanie inwestycyjne na mieszkańca było jednak gigantyczne.

Co się więc stało? W innych miastach dotychczasowi prezydenci wygrywali w cuglach - jako dobrzy gospodarze.
Niepodjęcie budowy mostu Północnego przyćmiło wszystkie sukcesy. A skąd opóźnienia? Nie sprawdzałem tego. Przetargi kończyły się porażkami. Sprzyjało temu złe prawo, które ostatnio zmieniliśmy.

A może są inne powody porażki i w innych dużych miastach.
Za słabo chwalimy się własnymi osiągnięciami. Nie odpowiadamy na wyzwanie klasy średniej, ludzi młodych.

A może nie macie się czym chwalić? Zablokowaliście prywatyzację, akcentujecie potrzebę mocnej kontroli nad gospodarką.
Prywatyzację trzeba robić nie szybko, ale dobrze. Firma Ruch przed czterema laty mogła być sprzedana po cztery złote za akcję. Dziś po szesnaście złotych.

To co? Wy się staracie, a młodzi wykształceni wyborcy są ślepi?
Nie umiemy znaleźć dla nich odpowiedniego języka.

Kiedy premier Kaczyński mówi, że prawie każdy, kto pracował w gospodarce, należy do układu - trudno się dziwić.
Polska stała się polem bitwy. Ale do bitwy potrzeba dwóch. Pamiętajmy o decyzjach Platformy Obywatelskiej.

Nie widzi pan żadnej winy PiS?
Widzę. Nawet własną. Parę razy zapędziłem się w wypowiedziach. Ale myślę, że na tej wojnie zaważyła przede wszystkim decyzja Donalda Tuska,w którego głowie wciąż pozostaje główna myśl: odrzucenie koalicji z PiS. Za to zgadzam się z jednym - młodzi przedsiębiorczy ludzie akceptują proponowane przez nas zmiany, ale nie wierzą w to, że PiS-owi zależy na gospodarce.

Jeszcze niedawno słyszeliśmy, że ma temu zaradzić pan jako nowa twarz PiS. A pan się wycofuje z polityki.
Nie mogę być politykiem i szefem spółki. Ale będę się starał uczestniczyć w życiu publicznym. Na świecie jest mnóstwo przykładów. Prezes UniCredito, którego poznałem podczas sporu o fuzję PKO SA i BPH, jest we Włoszech ważną postacią wypowiadającą się na wiele tematów.

Ale nie jest politykiem partyjnym.
Ja z partii nie występuję.

Nie ma tu konfliktu interesów?
Prawo tego nie zabrania.

Ale duch prawa do tego nie zachęca. Prezesi spółek nie działają w partiach.
Obiecuję, że zachowam polityczną neutralność. I przypomnę - szef takiej spółki zarabia mniej niż wicepremier.

Skoro pan odchodzi z pierwszego politycznego planu, kto będzie przekonywał przedsiębiorców, że PiS ma pomysł na gospodarkę?
Jest wicepremier Zyta Gilowska, są ministrowie. To ich zadanie. Premier Kaczyński miał świadomość tego problemu, rozmawialiśmy o tym. Ale wnioski były takie, jakie były.

A może pan przelicytował? Wierząc w siłę swojej popularności żądał dla siebie zbyt wiele i liczył, że premier się ugnie?
Tłumaczyłem już swoje warunki. Nie było w nich nic z licytacji.

To prawda, że ma pan być prezesem PKO BP?
Za wcześnie na konkrety. Będę o tym rozmawiał z premierem i ministrem skarbu.

W tym samym czasie co pan, na krawędzi swojego ugrupowania - Platformy Obywatelskiej - znalazł się też Jan Rokita. To przypadek?
Bo my obaj jesteśmy politykami mało partyjnymi, a bardzo państwowymi. Potrafimy być lojalni, ale jesteśmy skoncentrowani na czymś innym. W czasie wojny między partiami nie całkiem pasujemy do atmosfery mobilizacji szeregów.

Partie stają się wojskiem? Mają wodzów? Rokita opisuje takim językiem PO.
W Platformie tak pewnie jest. Ja w PiS niczego takiego nie odczuwałem.

Rokita dojrzał do krytyki Platformy, a pan nie dojrzał do krytyki PiS?
Możliwe.

Może powinien pan założyć z Rokitą nowe ugrupowanie?
Nie ma takiego pomysłu.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj