Dziennik Gazeta Prawana logo

Surmacz następnym razem też wysłałby hamburgery

12 października 2007, 14:48
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
Nie żałuje. Nie rozumie oburzenia. I następnym razem zrobiłby to samo. Tak wiceszef MSWiA Marek Surmacz odpowiadał w TVN24 na zarzuty o wysługiwanie się policjantami, których wysłał z kanapkami do swojej koleżanki.

TVN24: Panie ministrze. Jak rozmawialiśmy w dniu, kiedy odnaleziono ciała policjantów z komisariatu kolejowego w Warszawie, pytałam pana wtedy, czy zna pan przypadki takich nadużyć. Pan powiedział: nie, i że gdyby pan o takich wiedział, to byłyby wyciągnięte konsekwencje. Bohaterem tej sprawy jest pan. Pan nie pamiętał? Czy to po prostu nieprawda?

Marek Surmacz: Ale porównywanie tych spraw jest kompletnie irracjonalne. W ogóle sugerowanie związków między jedną a drugą sprawa jest absurdalną, hiperabsurdalną, sprawą. Proszę sobie wyobrazić, że przypadek, ktry wydarzył się ze skutkiem tragicznym, ale bez związku z nadużyciem funkcji przez komendanta komisariatu z Warszawy Centralnej, miał swój wydźwięk, związek, w tym, że policjanci zostali jakby oderwani od służby. Wysłani poza miejsce pełnienia służby. Dla czynności absorbującej ich również w związku z pełnieniem służby. W tym przypadku była historia następująca. W czasie rozmowy z panią minister Rafalską dowiedziałem się, że jest od chyba godz. 5 rano w podróży. Była na Śląsku, gdzie odbyła spotkanie z górnikami. To miało miejsce bezpośrednio po wypadku w kopalni "Halemba". Następnie pociągiem jechała służbowo na konferencję, na której miała wygłosić referat i przed nią było jeszcze ileś tam, bodajże osiem, godzin podróży. Podzieliła się zwyczajnie ze mną spostrzeżeniem, że jedzie w zimnym pociągu, że pasażer podzielił się z nią kanapką. Więc ja, bez wiedzy pani minister, w zwyczajnym ludzkim odruchu ludzkiego współczucia, zadzwoniłem do dyżurnego komisariatu we Wrocławiu. Do kogo miałem zadzwonić, jako były policjant, który takie sprawy załatwiał w życzliwym kontekście na co dzień? Zadzwoniłem i poprosiłem o zwykłą, ludzką grzeczność.

I drugi raz, jak rozumiem, postąpiłby pan tak samo?
Sto razy bym tak postąpił! I żadna krytyka w stylu, że "prywata", że "życzenie", że pociąg specjalnie zatrzymywany był na stacji. Od tych wszystkich absurdów aż się roi w DZIENNIKU. I zapowiadam kolejny pozew przeciwko DZIENNIKOWI.

Ale nie widzi pan nic niestosownego w tym, że policjanci dowożą jedzenie na peron członkowi rządu na polecenie innego członka rządu?
Proszę pani, czy naprawdę minister nie ma prawa być zwykłym człowiekiem? Pani odmawia mi bycia zwykłym czlowiekiem? I pani minister również?

Panie ministrze, pan na początku nie zgodził się z tym, że te dwie sprawy są porównywalne. Ja tu, dla uściślenia, wyjaśnię, że tu nie chodzi o bezpośrednie porównywanie tych dwóch spraw, tylko o pewien mechanizm.
Ale proszę pani, jaki mechanizm?! Czy pani sugeruje w związku z tym, że funkcjonariusz policji, który patroluje w trakcie służby peron stacji Wrocław Główny, idąc po peronie, zapragnie nagle zjeść cukierek idąc w kierunku kiosku, i kupi sobie ten cukierek...

Ale nie mówimy o takiej sytyuacji przecież...
No przepraszem, jeśli będzie...

Nie mówimy o takiej sytuacji, panie ministrze.
No, pani wybaczy. Jeśli będzie sytuacja, gdzie staruszka będzie przechodziła przez jezdnię, to też nie leży w obowiązkach policjanta przeprowadzanie, zabezpieczanie?

Ale pan mówi o sytuacjach, które nie miały miejsca, a ja chciałabym pomówić o tych, które miały miejsce...
Ale ja pokazuję absurdalność zarzutu! Czy ja miałem dzwonić do Komendanta Głównego Policji, jako przełożonego wszystkich policjantów w Polsce, i mówić: "Panie generale, jest taka pilna potrzeba". Przecież to dopiero byłoby śmieszne. Ja zadzwoniłem... Proszę sobie wyobrazić do jakiej sytuacji doprowadzamy: ówczesny dyżurny komisariatu w obawie, że to jest prowokacja dziennikarska, sprawdzał moją tożsamość. Ku upewnieniu się, że rzeczywiście dzwoni do niego były policjant, obecnie pełniący funkcję wiceministra. Poprosiłem go o życzliwy, ludzki gest. Policjantka z policjantem, patrolujący peron dworca, kupili kanapkę i podali, nie do wagonu, pani minister nie wiedziała o tym nawet, wybiegła na peron, oni nie wiedzieli, jak pani minister wygląda, więc opisałem, i podali kanapkę do ręki. Pani zobaczy, do czego my schodzimy w tej chwili.

Panie ministrze, ale to jest niepokojące: policjanci do dostarczania posiłków. Kilka tygodni temu: policjanci do odwożenia członka rządu.
Czy pani zauważa, że pani wraca do tego absurdu znowu?

Ja nie uważam, że to jest absurd, panie ministrze.
To jest absurd. To, co pani mówi, to jest absurd. Ja pod tym względem mam absolutnie przeciwne zdanie od wykreowanej rzeczywistości. Na przykład w standardach, tzw. zachodnich, gdzie człowiek - za przeproszeniem - może np. upaść na ulicy i obywatel nawet mu ręki nie poda, nie zainteresuje się, jaki jest jego stan zdrowia... Ja nie chcę, żeby Polacy i całe nasze społeczeństwo w ten sam sposób postępowało. Ja chcę zachować odrobinę człowieczeństwa w sobie. Nawet, jeśli jestem wysokim urzędnikim państwowym.

Wszyscy chcemy, panie ministrze, tylko zastanawiam się...
Daj Boże zdrowie i życzę Wesołych Świąt.

Tylko zastanawiam się, czy w przypadku dowiezienia jedzenia dla pani minister, trzeba było angażować w to policję. Czy nie można było np. zamówić na peron pizzy czy poprosić o to taksówkarza, bo taksówkarze świadczą takie usługi. Wtedy nie byłoby problemu.
Postawiła mi pani zarzut, że wykorzystywałem telefon służbowy do celów prywatnych w takiej sytuacji. Jak się chce uderzyć pieska, to się kijek znajdzie.

Ale mógł pan to zrobić za własne pieniądze...
A ostatnio widzę, że jestem przedmiotem szczególnego zainteresowania mediów i jeśli mam - za przeproszeniem - pierwszą stronę, co mi wcale nie uwłacza, w dzienniku ogólnopolskim, to naprawdę dziennikarze nie mają się już czym zajmować.

Panie ministrze, czy każdy obywatel może liczyć na pańską pomoc?
Tak. Jeśli obywatel do mnie zadzwoni i będzie w potrzebie, to niezależnie, czy będzie ona regulaminowa czy nieregulaminowa, ja takiej pomocy udzielę. Jeśli bym tak kalkulował, to nie byłbym w życiu tym, kim jestem. A czuję się dobrze w tym, co jest.

I nie będzie pan wykorzystywał do tej pomocy policjantów. Nie będzie już okazji, by powiedzieć: policja na posyłki. Czy tak?
Proszę pani, nigdy nie było tak, że policja jest na posyłki. Jeśli tak się zdarza, to apeluję do policjantów po raz kolejny, aby mnie o tym informowali. I jeśli się będą czuć poniżeni... W ogóle to jest dziwne, proszę pani, że policjantow nie pyta się, czy doznali jakiegoś uszczerbku na godności, zawodzie... Czy jakiegoś etycznego dotyku. Że musieli wyświadczyć ludzką przysługę. To jakiś absurd zupełny. Jesteśmy w przededniu Bożego Narodzenia. Bądźmy lepsi od zwierząt i mówmy też ludzkim głosem.

Marek Surmacz, wiceszef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Gość "Dnia na żywo" z TVN24.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj