W swojej przygotowywanej od wielu miesięcy publikacji ksiądz ma ujawnić m.in. nazwiska czterech biskupów, którzy współpracowali z esbecją oraz dane esbeków, którzy łamali księży. "Niczego nie usunięto z mojej książki. Wydawnictwo zasugerowało dodanie dwóch części, dzięki którym czytelnicy lepiej poznają, jak wyglądały relacje księży z SB" - podkreślił duchowny, który przez wiele miesięcy badał akta w archiwum Instytutu Pamięci Narodowej.
Na konferencji prasowej w Krakowie duchowny tłumaczył, że w książce opisał około 130 księży, którzy byli represjonowani, których SB uznało ich za kandydatów na agentów lub po prostu zwerbowało. Ks. Isakowicz-Zaleski podkreślił, że przedstawił pozytywny obraz Kościoła, w którym aż 90 procent księży nie uległo presji bezpieki. A nazwiska ujawnił tylko, jeśli miał całkowitą pewność, że ma do czynienia z agentem.
Nie ma najmniejszych szans, by te dane wyciekły przed publikacją książki - zapewniają przedstawiciele wydawnictwa "Znak". Wszystkie zyski z książki zostaną przeznaczone na cele charytatywne.
Wcześniej w rozmowie z dziennikiem.pl ks. Zaleski zaprzeczył, jakoby miał dziś wziąć udział w rozpoczętych właśnie obradach Rady Stałej Konferencji Episkopatu Polski, gdzie biskupi
mają omówić sytuację w polskim Kościele po odwołaniu ingresu abp. Stanisława Wielgusa, oskarżanego o współpracę z SB.
O rzekomym zaproszeniu księdza na obrady powiedział wczoraj w telewizji Polsat senator Kazimierz Kutz. Z kolei agencja ANSA podała, że ks. Zaleski mówił o obecności w obradach biskupa-agenta.
"Nie dostałem zaproszenia ani nie mówiłem o agencie" - oświadczył dziennikowi.pl duchowny. A na pytanie, czy coś wie o ewentualnej agenturalnej przeszłości rozmawiających w
Warszawie biskupów, ks. Zaleski odpowiedział, że wyda w tej sprawie oświadczenie.
Wcześniej włoskiej agencji ANSA ks. Zaleski powiedział, że w czasie obrad rozgorzeje spór, który może skończyć się poważnym rozłamem. Dodał, że jest ciekawy, co duchowni postanowią. "Nie wszyscy, także po tym, co się stało, chcą prawdy na temat przeszłości" - podkreślił.
"Kiedy pojawiły się wiadomości o współpracy arcybiskupa Wielgusa, odczułem głęboką gorycz. Gdyby mnie wcześniej wysłuchano, nie byłoby takiego głośnego skandalu" - podsumował.
Wypowiedzi ks. Zaleskiego nie chciał komentować rzecznik Episkopatu ks. Józef Kloch. Stwierdził, że "w przeciwieństwie do ks. Isakowicza nie widział żadnych akt i nie będzie komentował takich wypowiedzi".