Dziennik Gazeta Prawana logo

Awantura o pensje w szpitalach

13 października 2007, 14:06
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Lekarze, pielęgniarki i salowe kłócą się, kto ile powinien zarabiać od nowego roku. Dlatego przyszłoroczne płace stoją pod wielkim znakiem zapytania - pisze DZIENNIK.
Przed świętami dla pracowników służby zdrowia nie ma dobrych wiadomości. Wprawdzie minister zdrowia Zbigniew Religa kilka dni temu obiecywał lekarzom, że realny jest coroczny 15-20 procentowy wzrost płac, ale na razie nie widać żadnych konkretów.

Ustawa, która dała całej służbie zdrowia 30-procentowe podwyżki, miała być rozwiązaniem przejściowym - obowiązuje od października zeszłego roku do końca 2007 r. Do tego czasu rząd z tzw. partnerami społecznymi miał znaleźć inne rozwiązanie, które zapewni wzrost płac. Ale tak się nie stało.

Związki zawodowe już teraz przewidują, że dyrektorzy placówek będą masowo zmieniać warunki zatrudnienia i od nowego roku obcinać płace. A to by oznaczało, że niektórzy pracownicy zamiast zyskać, wręcz stracą.
Jak temu zapobiec i zapewnić sprawiedliwe i stabilne zarobki - to miał ustalić zespół złożony z przedstawicieli związków zawodowych, rządu i samorządu lekarzy. Ale jego prace zakończyły się fiaskiem.

"Mieliśmy opracować zasady płacy na poszczególnych stanowiskach. Ale nie wszystkim na tym zależało. Hamulcem była strona rządowa i samorząd lekarski" - twierdzi Maria Ochman, szefowa "Solidarności" służby zdrowia.

Dlaczego tak trudno było się porozumieć? Związki zawodowe od początku chciały, aby nie było tak, że niektóre szpitale dostają więcej pieniędzy, a inne mniej. W tej chwili różnice płac w szpitalach są znaczne. Duże pieniądze wędrują do szpitali klinicznych, resortowych i niektórych pracujących tam lekarzy. Natomiast szpitale powiatowe i pracownicy niższego szczebla dostają grosze.

"Solidarność" proponowała ustalenie widełek na poszczególnych stanowiskach. To nie spodobało się lekarzom. "<Solidarność. chciała ustalenia płac zgodnie z zasadą równych żołądków. Chciała tabeli zaszeregowań, jak za komuny. I żeby tylko lekarze nie dostawali za dużo. To dziś jest nie do przyjęcia. Bo wprawdzie salowa ma taki sam żołądek, ale to nie ona operuje" - mówi Andrzej Włodarczyk z Naczelnej Izby Lekarskiej.

Lekarze popierali projekt Ministerstwa Zdrowia wyceny punktowej poszczególnych zawodów. Na przykład lekarz bez specjalizacji miałby 10 punktów, po specjalizacji - 15, pielęgniarka tuż po szkole 8 punktów. Co rok ministerstwo podawałoby przelicznik tych punktów na złotówki. Nikt na danym stanowisku nie mógłby zarabiać mniej niż tak wyliczona kwota. Górna granica nie była określona.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj