Dziennik Gazeta Prawana logo

Zbigniew Ziobro miał być premierem

13 października 2007, 15:04
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Nominacja Kazimierza Marcinkiewicza na premiera wcale nie była oczywista. Polityk z Gorzowa miał poważnych konkurentów - Ludwika Dorna, a głównie Zbigniewa Ziobrę. To właśnie ten ostatni miał duże szanse na fotel szefa rządu - wynika z książki "Zbigniew Ziobro. Historia prawdziwa", której fragmenty publikuje onet.pl.

Książka Andrzeja Stankiewicza i Piotra Śmiłowskiego pokazuje m.in. kulisy formowania rządu tuż po ostatnich wyborach parlamentarnych. Okazuje się, że jednym z głównych kandydatów na premiera był właśnie Zbigniew Ziobro.

"Jarosławowi przypomina się scena sprzed kilku godzin, gdy Ziobro wpadł spóźniony na pierwsze po wyborach posiedzenie komitetu politycznego PiS. Zasypywany pytaniami o wynik wyborczy nie reagował, tylko od razu zwrócił się do siedzącego w kącie Zbigniewa Wassermanna, swojego odwiecznego krakowskiego antagonisty. <Zbyszek, dwadzieścia tysięcy, świetny wynik> - gratulował z udawanym podziwem. <A ty ile dostałeś?> - niecierpliwili się koledzy. <120 tysięcy> - odrzekł Ziobro, z trudem ukrywając poczucie triumfu" - czytamy w książce.

Jego kontrkandydatami byli: Ludwik Dorn i Kazimierz Marcinkiewicz. Ten pierwszy odpadł jednak jeszcze w przedbiegach.

"Jest Ludwik Dorn, najbardziej z nich doświadczony. Ma machinę administracyjną w małym palcu, a co najważniejsze, to wierny kompan i przyjaciel od lat. Tylko że Dorn znów ma kłopoty osobiste. Właśnie zostawił swoją drugą żonę i dzieci dla jakiejś młodej panienki. Jarosław nigdy nie rozumiał tych jego erotycznych pasji, ale tłumaczył je sobie podobnie, jak legendarne już humory Dorna - raz na jakiś czas coś mu odbija, co jest tylko potwierdzeniem nieprzeciętnej osobowości".

Jednak tak naprawdę premierem miał być Jarosław Kaczyński - tego chciał jego brat, który starał się wtedy o prezydenturę. Postawił nawet bardzo twardy warunek - albo nominacja dla brata, albo on rezygnuje z kandydowania.

"Przed chwilą jeden z towarzyszących prezesowi PiS doradców medialnych - Adam Bielan lub Michał Kamiński - podjął kolejną nieudaną próbę skontaktowania się z Lechem Kaczyńskim. Ale Jarosław wie, że Lech celowo nie odbiera. Nie tylko dlatego, że się obraził. Także dlatego, że postanowił zaszantażować brata. Kandydat PiS na prezydenta, oświadczył wprost: <Jarek, jeśli nie ty będziesz premierem, ja następnego dnia ogłaszam rezygnację z kandydowania>" - czytamy we fragmentach książki.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj