Dziennik Gazeta Prawana logo

Dzięki posłom będzie lepiej... im samym

13 października 2007, 15:41
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Czym zajmuje się specjalny zespół przy kancelarii Sejmu? Tym, żeby żyło się lepiej. Jednak chodzi o życie posłów. A raczej o ich żołądki. "Wprost" opisuje wysiłki takich sejmowych sław jak Marek Suski z PiS i Janusz Maksymiuk z Samoobrony, którzy walczą o jakość usług gastronomicznych w parlamencie.

Specjalny zespół przy kancelarii Sejmu oraz obrady aż trzech posiedzeń sejmowej Komisji Regulaminowej i Spraw Poselskich - to efekt narzekań parlamentarzystów na jakość jedzenia w Sejmie - pisze "Wprost".

"Nie zajmujmy się takimi rzeczami! To są sprawy drugorzędne. Potem dziwimy się, że taka jest opinia o posłach! - apelował do kolegów Jerzy Budnik (PO). Na próżno. Tygodnik dotarł do stenogramów komisji, na których posiedzeniu posłowie utyskiwali na jakość usług gastronomicznych w Sejmie. "Nie ma się co śmiać, bo problem był istotny. A w wyniku naszych prac sytuacja uległa już poprawie" - mówi dziennikarzom przewodniczący komisji Marek Suski (PiS).

"Wprost" przytacza najciekawsze fragmenty dyskusji poselskiej spisane z sejmowych stenogramów:

Marek Suski (PiS): Byłem świadkiem, kiedy dwie posłanki czekały 45 minut na kiełbaski z wody; dwóch posłów czekało godzinę i 15 minut na spaghetti. Kelner mówił: "No, to w takim razie na koszt firmy! Za darmo!". My odmawialiśmy, a jeden kolega po 1,5 godzinie usłyszał, że zapomniano o jego zamówieniu. Trzasnął drzwiami i powiedział, iż idzie zjeść na mieście. Nie będę cytował, co mówił, bo protokół tego by nie pomieścił.

Janusz Maksymiuk (Samoobrona): Mam wyrzuty sumienia, gdy wpadam do restauracji, gdzie nakryty jest stół, a ja zamawiam tylko zupę. Trochę mnie to krępuje, bo raz czy drugi mogę pójść na tę zupę, ale przez dwa tygodnie codziennie?

Wiesław Woda (PSL): Wydaje się, że restauracja Hawełka ustala swoje menu raz na całą kadencję. Dzień po dniu mogę z góry powiedzieć, co będzie można zjeść. Jest okres upałów i wielu posłów pyta o dania jarskie, których, praktycznie rzecz biorąc, prawie się nie serwuje.

Iwona Arent (PiS): Przyszłam do restauracji, gdzie były zajęte trzy, może cztery stoliki, i na tatara czekałam 15-20 minut.

Marek Suski (PiS): Ta firma gastronomiczna nie rokuje żadnych nadziei. To jest jakiś sabotaż. Naprawdę proszę z tą firmą się rozstać i nie ściemniać nam, że będzie jakaś poprawa. Do widzenia z nimi! Do widzenia!

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj