Bywanie w miasteczku namiotowym pielęgniarek w obecności kamer stało się modne wśród polityków opozycji. O swoim poparciu zapewniał protestujące kobiety Ryszard Kalisz z SLD, pod kancelarią premiera pojawiła się prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz z PO, do walki zagrzewała je także była Pierwsza Dama, Jolanta Kwaśniewska.

Lech Wałęsa nie ma natomiast zamiaru przyjeżdżać do Warszawy. "Zbyt widoczna moja obecność wśród Was dałaby pretekst tym nieodpowiedzialnym politykom. Znając moje stosunki z obecnie panującymi, zostałoby to wykorzystane dla utrudnienia rozwiązania dramatycznego konfliktu" - wyjaśnił w liście do pielęgniarek Wałęsa.

Jak zapewnia były prezydent, solidaryzuje się z białym personelem "lepiej niż jego dziecko <Solidarność>". Przed kancelarią premiera od tygodnia trwa protest pielęgniarek, a jedną z sal gmachu okupują cztery kobiety. Sześć pielęgniarek głoduje. Protestujące domagają się podwyżek płac oraz systemowej naprawy służby zdrowia.