Czarne karty historii Kościoła znów wychodzą na jaw. Po półrocznej pracy kościelna komisja historyczna ujawniła, że kilkunastu spośród ponad 130 biskupów zostało zarejestrowanych przez organa bezpieczeństwa PRL jako tajni współpracownicy lub kontakty operacyjne, względnie kontakt informacyjny.
Ponadto, jak przyznał abp Głódź, niektóre osoby zostały zarejestrowane jako kandydaci na tajnych współpracowników. "Kategoria ta wskazuje, że SB chciała pozyskać daną osobę do współpracy, zbierając wszelkie informacje na jej temat, które miały w tym pomóc. Kategorii <kandydat na TW> nie można utożsamiać z jakąkolwiek formą współpracy z organami bezpieczeństwa PRL, była to bowiem forma represji" - tłumaczył arcybiskup.
Dokumenty, które zgromadził IPN, dotyczą w sumie 132 osób. "Zachowane i przedstawione Komisji materiały archiwalne SB, dotyczące duchownych, którzy zostali mianowani biskupami, są niekompletne i chaotyczne. Nie pozwala to rzetelnie określić zakresu, intensywności i szkodliwości rzeczywistej i wiadomej współpracy tych osób z organami bezpieczeństwa PRL" - powiedział hierarcha. Zaznaczył jednak, że szczegóły z prac komisji nie będą upubliczniane.
Nie zgadza się z tym ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Autor książki "Księża wobec bezpieki" zaapelował o ujawnienie wszystkich szczegółów. Ale podkreśla, że te informacje muszą pojawić się z wyczerpującym komentarzem. "Biskup z racji swojego urzędu musi być jak żona Cezara - poza wszelkimi podejrzeniami. Domniemanie niewinności, według mnie, w tym przypadku nie funkcjonuje. Powinno się ujawnić wszystko, co dotyczy danego biskupa z odpowiednim komentarzem historycznym" - powiedział ks. Isakowicz-Zaleski.
Według księdza chodzi o to, by Kościół nie bał się swoich wiernych. Od szczerości wobec nich zależy wiarygodność Kościoła. "Abp Sławoj Leszek Głódź nie dostrzega elementu wiarygodności Kościoła, tylko próbuje to zrobić między nami, czyli w wewnętrznych strukturach kościelnych, a wierny się nie liczy, może nie wiedzieć, dowie się tylko tego, co łaskawie mu przekażemy. I tu jest błąd zasadniczy, bo w lustracji chodzi o wiarygodność Kościoła" - uważa ks. Isakowicz-Zaleski.
Ksiądz podkreślił, że dziwi się wypowiedziom arcybiskupa. "Abp Głódź według mnie nie powinien, nie będąc historykiem, wypowiadać się na ten temat. Jest zagorzałym przeciwnikiem lustracji, czemu wielokrotnie w swoich wypowiedziach dawał dowody. On występuje jako strona, tam gdzie powinni być ludzie bezstronni" - mówił duchowny.
Efekty prac komisji historycznej pozna teraz papież Benedykt XVI. Wnet komunikat zostanie przekazany Nuncjaturze Apostolskiej, a ta z kolei prześle ją do Stolicy Apostolskiej.