Dziennik Gazeta Prawana logo

Nasi europosłowie nie przejmują się Europą

13 października 2007, 16:06
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Zwykle głosują inaczej niż posłowie tej samej frakcji parlamentarnej z innych krajów europejskich. Gdy tylko mogą, uciekają ze Strasburga do Polski. Myślą przede wszystkim o robieniu kariery politycznej w kraju, a przyszłością Unii przejmują się o wiele mniej. Polscy eurodeputowani nie odnaleźli się w Parlamencie Europejskim - podsumowuje raport Instytutu Spraw Publicznych DZIENNIK.

Instytut kierowany przez Lenę Kolarską-Bobińską należy do najbardziej prestiżowych polskich niezależnych instytutów badawczych. Europarlament, którego członkowie od blisko 30 lat są wybierani w wyborach powszechnych, to jedyna unijna instytucja, która dzięki demokratycznemu mandatowi może skutecznie forsować pogłębienie europejskiej integracji. Deputowani organizują się we frakcjach obejmujących całą Wspólnotę - nie wedle pochodzenia narodowego, ale zgodnie z podziałami ideologicznymi.

Pierwszym i jak dotąd jedynym krajem, który nie zdołał dopasować się do tego modelu, okazała się Polska. Tak przynajmniej wskazuje drobiazgowa analiza działalności 54 polskich eurodeputowanych w ostatnich trzech latach, którą dziś ma przedstawić Instytut Spraw Publicznych.

Nigdzie nie widać tego lepiej niż po wynikach głosowań. Tu polscy posłowie systematycznie kierują się poleceniami macierzystych partii w kraju, a nie tym, co sądzą ich zagraniczni koledzy z tej samej frakcji parlamentarnej w Strasburgu. Różnice są spektakularne, gdy idzie o sprawy obyczajowe i symbole historyczne. "Polscy posłowie rzucili totalne wyzwanie liberalnemu konsensusowi, który dotąd panował w krajach Piętnastki" - piszą autorzy raportu. Niespodziewanie na posiedzeniach europarlamentu z ich inicjatywy tematami debat stały się aborcja, eutanazja, prawa homoseksualistów. Mimo sprzeciwu większości pozostałych posłów Polacy zmusili europarlament do podjęcia debaty nad rezolucją zrównującą horror zbrodni komunistycznych i hitlerowskich. Nikt bardziej nie wyspecjalizował się w prowokowaniu zgromadzenia w Strasburgu niż Maciej Giertych, który nie wahał się wychwalać dyktatury generała Franco w dniu, gdy parlament miał oddać hołd ofiarom wojny domowej w Hiszpanii.

Jednak, jak wskazuje raport ISP, polscy deputowani głosują inaczej niż ich koledzy z tej samej frakcji także w sprawach gospodarczych, instytucjonalnych, zagranicznych i niemal wszystkich innych, jakimi zajmuje się strasburskie zgromadzenie. Platforma Obywatelska, w przeciwieństwie do ugrupowań z innych krajów należących do frakcji chadeckiej, zwykle opiera się dalszej integracji Wspólnoty. Posłowie polskiej lewicy popierają z kolei liberalne rozwiązania ekonomiczne, ku oburzeniu innych partii z lewej strony izby. Polscy deputowani systematycznie walczą o przyjęcie do Unii Europejskiej Ukrainy, choć niemal wszyscy pozostali deputowani to wykluczają.

Regulamin parlamentu przyznaje deputowanym cztery tygodnie w roku na kontakty z wyborcami w kraju. Jednak autorzy raportu ustalili, że polscy posłowie "uciekają" ze Strasburga tak często, jak mogą. Wielu z nich jest w Polsce każdego tygodnia. Tu, jak sami przyznają, z przywódcami własnej partii o sprawach europejskich rozmawiają sporadycznie, a ich wpływ na stosunek ugrupowań do integracji jest minimalny. Eurodeputowani celują natomiast w rozwijaniu kariery politycznej w Polsce, czego najdobitniejszymi przykładami są Adam Bielan i Michał Kamiński, autorzy zwycięskiej kampanii wyborczej PiS sprzed dwóch lat.

Wyjazdy do kraju to niejedyny przykład dość luźnej interpretacji przez naszych posłów regulaminu parlamentu. Choć zabrania on zrzeszania się deputowanych z jednego kraju, Polacy jako jedyni poszli właśnie w tym kierunku. Zawiązali klub polski, który służy do koordynacji stanowiska wszystkich naszych posłów. Nazwa tego gremium, nawiązująca do podobnego klubu istniejącego w zaborze austriackim, sugeruje wręcz przeciwstawienie interesów Polski i zjednoczonej Europy.

Mimo tej współpracy polscy deputowani zapisali się aż do sześciu frakcji - takie rozdrobnienie w historii Unii zdarzało się niezwykle rzadko. Cena jest wysoka: gdyby np. posłowie PiS przystąpili razem z kolegami z PO do frakcji chadeckiej, to Polska miałaby po Niemczech najwięcej przedstawicieli w jednym z dwóch największych grup w europarlamencie. Mogłaby dzięki temu skuteczniej wpływać na prace parlamentu.

Czy wybrani za dwa lata polscy eurodeputowani kolejnej kadencji staną się bardziej "europejscy", koncentrując się przede wszystkim na rozwoju integracji Wspólnoty? W 2004 roku do Strasburga Polacy posłali wyjątkowo wielu przedstawicieli partii ostrożnych wobec integracji, np. PiS, czy otwarcie jej wrogiej jak LPR i Samoobrona, bo uznali, że główną rolą eurodeputowanego jest "obrona polskich interesów" w Unii. Ta wizja się od tej pory nie zmieniła.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj