Zapowiadany przez Andrzeja Leppera rzekomy przełom w kryzysie rządowym pękł jak nadęty balon. Posłowie Samoobrony buńczucznie zapowiadali, że wyjdą z koalicji, jeśli nie zobaczą twardych dowodów winy byłego wicepremiera. Ale znów skończyło się na pogróżkach. "Spokojnie z tą decyzją. Ona będzie w stosownym czasie" - zmiękł sam Andrzej Lepper.
A za powód zmiany opinii podał... zbliżające się żniwa. "Pogoda niezbyt sprzyjająca, a na polach dużo rzepaku na biopaliwa. Nie możemy zdestabilizować państwa" - kluczył rzucony na kolana wódz Samoobrony.
Prawda jest jednak inna. Dla ekipy Leppera nigdy nie będzie odpowiedniej pogody, żeby odsunąć się od koryta. Nawet polityczne gradobicie nie skłoni ich do pożegnania się z profitami władzy. Powód? Za dużo mają do stracenia - twierdzi "Fakt".
Zapożyczeni po uszy posłowie Samoobrony ani myślą pozbyć się poselskich uposażeń i diet. Tworzą w parlamencie prawdziwy klub dłużników. 32 posłów Leppera pobrało kredyty, które w sumie opiewają na ponad 10 mln zł. Rozwiązanie Sejmu to dla nich widmo bankructwa. Bez pensyjek z parlamentarnej kasy pozostanie im tylko zaryglować się w domach przed komornikami. Tylko Janusz Maksymiuk, kreowany na nowego lidera partii, ma do spłacenia niemal 5 mln zł - wylicza "Fakt".
Ale długi to jeszcze nie wszystko. Po wejściu na salony władzy działacze Samoobrony dochrapali się setek państwowych stanowisk - od ministerialnych po stołki w powiatach i gminach. Cały tabun wygłodniałych działaczy, pseudoekspertów i doradców przypuścił atak na resorty, gabinety polityczne ministrów, fundusze, rady nadzorcze, urzędy wojewódzkie, agencje oraz ich oddziały w terenie.
Na ciepłych posadkach lądowali też znajomi i członkowie rodzin pomagierów Leppera. Żona Krzysztofa Filipka, znalazła zatrudnienie przy minister pracy Annie Kalacie. Córka i synowa Renaty Beger trafiły do jednego z oddziałów Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Z kolei szwagierka Danuty Hojarskiej wystartowała do kariery w Agencji Rynku Rolnego na Pomorzu, a córka Genowefy Wiśniowskiej zahaczyła się w sekretariacie Ministerstwa Budownictwa - przypomina "Fakt".
Nic więc dziwnego, że gdy Lepper radził w Sejmie nad wyjściem z koalicji, telefony posłów Samoobrony rozgrzewały się do czerwoności. To partyjne doły dawały znać o swoich interesach - donosi bulwarówka.