"Bez względu na to, czy byłaby to prowokacja, czy korupcja, to wniosek o odrolnienie ziemi przygotowany przez CBA normalnie przeszedłby do końca procedurę" - powiedział w RMF Kowalczyk. Sam by go podpisał, mimo że - jak twierdzą funkcjonariusze - dokument miał wady prawne.

"Gdyby chodziło o odrolnienie gruntu w środku pól uprawnych, to wniosek nie przeszedłby procedury w Ministerstwie Rolnictwa" - zapewnia Kowalczyk. Ale wniosek przygotowany przez CBA mówił o zasypywaniu jeziora i wycince lasów. To miały być właśnie wady prawne dokumentu.

Tyle że - jak tłumaczy Kowalczyk - sprawdzaniem tego nie zajmuje się Ministerstwo Rolnictwa. "Te kwestie to kompetencje resortu środowiska" - mówi Kowalczyk. Tylko minister środowiska mógł stwierdzić, że zasypanie jeziora będzie niezgodne z prawem. "CBA kiepsko przygotowało akcję, skoro nie wiedziało, kto za co odpowiada" - krytykuje wiceminister.

Niewykluczone jednak, że wkrótce i on będzie miał kłopoty w związku z aferą korupcyjną w Ministerstwie Rolnictwa. Prokuratura już sprawdza, jaką rolę odgrywał Kowalczyk w procederze załatwiania odrolnienia ziemi za łapówki.