Dziennik Gazeta Prawana logo

Bugaj: Nikt mi nie proponował wejścia do rządu

5 listopada 2007, 23:13
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Ten układ rządowy jest skończony. Premier powinien wyrzucić z rządu wszystkich z Ligi i Samoobrony. I potem, z rządem mniejszościowym, zwrócić się do Platformy Obywatelskiej z propozycją współpracy - mówi w rozmowie z DZIENNIKIEM Ryszard Bugaj, były szef Unii Pracy.

Michał Karnowski: Czy mam do pana mówić panie ministrze? Świat polityki aż huczy od pogłosek, że ma pan zostać nowym szefem resortu pracy.
Ryszard Bugaj: To dla mnie tajemnicza historia. Nikt mi bowiem żadnej oferty nie składał. Co więcej, ja od ponad roku nie miałem żadnego kontaktu z nikim wpływowym z PiS.

A gdyby jednak oferta padła, przyjąłby ją pan?
Po pierwsze wątpię, by mi ją złożyli. Bo akurat w sprawach obyczajowych jestem jednak po drugiej stronie. A partii Jarosława Kaczyńskiego zależy na zorganizowanych ośrodkach konserwatywnych. Ja mógłbym je zrazić.

Joanna Kluzik-Rostkowska, obecnie w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego, jest pewnie panu raczej bliska, a i prezydent miewa wypowiedzi raczej liberalne.
Wszystko się zgadza. Ale ja jednak w sprawie aborcji mówiłem publicznie i wyraźnie, że jestem przeciwnikiem obecnej ustawy. Aborcja jest złem, ale gdy jest legalna, to działa system poradnictwa i w efekcie jest jej mniej.

A może po prostu nie chce pan wchodzić do upadającego rządu?
Tu są dwie sprawy. Pierwsza to pytanie, na ile ten układ rządowy jest do uratowania. I w to wątpię. Bo niezależnie od tego, czy Łyżwiński kogoś zgwałcił, czy nie zgwałcił, jest to konstrukcja skończona. I jeśli plan PiS polega na tym, aby pozbyć się kilku najbardziej skompromitowanych polityków z Samoobrony czy z LPR, a przygarnąć resztę - to jest to plan niedobry. Zostaną za to przez wyborców wcześniej czy później ukarani.
Te interesy robione pod stołem w imię zdobycia jeszcze dwóch posłów, wszystko w "interesie narodu" - to wywołuje niesmak. Narażają wartości, które dawały im sukces i własną powagę.
To już przestaje być polityką. Hojarska, która po wybuchu seksafery mówi "na szczęście nasze chłopy jeszcze mogą", to już nie jest polityka.

Czyli stawia pan taką tezę, że w tej chwili największym problemem Kaczyńskiego nie jest brak większości, ale brak pomysłu, co by zrobił, gdyby tę większość miał.
Dokładnie tak. Ja w momencie wyborów miałem trzy sprawy, które mnie do tej formy zbliżały, które się zresztą trochę zrealizowały. Po pierwsze przekonanie, że oni rzeczywiście chcą uderzyć w zastany establishment, który wszystko załatwiał pod stołem. III Rzeczpospolita była rzeczywiście zgniła. Druga sprawa, która mnie jakoś do nich przyciągała, to kwestia Unii Europejskiej. Polska musi być członkiem Unii Europejskiej, ale ja nie chcę, by dzień wstąpienia do Unii był świętem narodowym. Widzę zarówno pewne zalety obecności, jak i daleko idące ograniczenia. I myślę, że PiS próbował na to spojrzeć realistycznie. Rzeczywiście próbował wstać z kolan. Trzecia sprawa, oczywiście dla mnie najważniejsza, to to, co oni nazywali solidarną Polską. Pierwszy raz ktoś względnie wiarygodny, podkreślam słowo względnie, powiedział, że owoce tej transformacji muszą być dzielone sprawiedliwie. Bo są dzielone bardzo niesprawiedliwie.

Najwięcej emocji społecznych budzi właśnie wymiar sprawiedliwości. Uzasadnione są zarzuty na przykład wobec CBA?
W pierwszej sprawie coś zrobiono, ale z wdziękiem słonia w składzie porcelany. Mariusz Kamiński posyła tych swoich chłopaków ubranych w kominiarki po chirurga, który cokolwiek by nie zrobił, nie powinien być rzucany na podłogę! Można inaczej. Już wolę wypadek Blidy, bo to jest wypadek, niż praktykę, jaką oni stosują w innych przypadkach.

Co więc powinien zrobić według pana Jarosław Kaczyński?
Potrzebne jest nowe otwarcie. Powinien porzucić wszystkich bez wyjątku koalicjantów z LPR i Samoobrony. Powinien sformułować nowe cele, uspokoić emocje wokół tego wszystkiego. I wtedy z pakietem konkretnych projektów, z twardą ofertą i mniejszościowym gabinetem zwrócić się do Platformy Obywatelskiej z ofertą współpracy.
Ten projekt trzeba po prostu wyremontować. Kaczyński powinien powiedzieć Platformie: to chcemy robić przez rok. Chcecie to blokować - trudno, będą wtedy wybory dużo wcześniejsze. Ale może powinniśmy się umówić, że wybory robimy za rok? Wy nas tolerujecie, my dajemy pewne nagrody, żebyście mogli być obecni, żebyście mieli wpływ.

A po co to Platformie?
Interes Platformy sprowadza się do tego, żeby nie zostać zakładnikiem Ligi. Nie ma takiego scenariusza, w którym Platforma uzyskuje samodzielne rządy.

Rozumiem, że gdyby w takim pakiecie przyszła oferta wejścia do rządu, nie powiedziałby Pan od razu nie?
To niezręczna sytuacja - mówić, co by było, gdyby. Jestem na emeryturze politycznej. Oczywiście ludzie nie raz emeryturę zawieszają, ale trzeba mieć ważne po temu powody. Jeżeli pomysł zmian jest pomysłem na rekonstrukcję tylko personalną, to mnie to kompletnie nie interesuje.

Premier pana zdaniem rozumie jałowość - w sensie osiągania zmian w kraju - rozmów z "przystawkami"?
Moim zdaniem nie. Nie myśli o tym. To jest moja hipoteza, ale myślę, że on jest zaabsorbowany takimi podstawowymi grami.

Czy elementem nowego otwarcia powinna być wymiana premiera?
Nie sądzę. Nie widzę tam żadnej figury, która by go w tej roli lepiej zastąpiła.

Ryszard Bugaj, były przewodniczący Unii Pracy

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj