Według słów Palikota, późnym popołudniem - już po gorzkich słowach prezydenta na temat Palikota i jego ripoście na blogu - obaj politycy rozmawiali przez telefon. Podobnie manifestacja na rzecz przyspieszenia wyjścia polskich wojsk z Afganistanu, jaką Palikot chce zwołać pod Pałac Prezydencki, nie przeszkodzi mu "zaraz potem napić się wódki z prezydentem".

Skąd więc wcześniejsza wymiana zgryźliwości? "Jeśli od kilku dni na różnych spotkaniach w Polsce słyszę: dlaczego pan popierał Bronisława Komorowskiego, skoro on chce przedłużyć misję w Afganistanie do 2014 roku, a była mowa w kampanii, że ta misja będzie znacznie krótsza, to muszę zabrać głos" - uzasadniał Palikot. "Czy ludzie się lubią, czy nie, to nie znaczy, że nie mają widzieć rzeczy takimi, jakie one są".

Palikot twierdzi, że słowa Komorowskiego - o tym, że poseł zaszkodził mu w kampanii, a nie pomógł - są przykre. Jego zdaniem sześć punktów procentowych poparcia, jakimi cieszy się jego nowe ugrupowanie, to wystarczający dowód, że prezydent zawdzięcza mu całkiem sporo. "Nie powinien zapominać, że część ludzi głosowała na niego ze strachu przed Jarosławem Kaczyńskim. Zwracam też uwagę na to, że jest pierwszym prezydentem po roku '89, któremu poparcie zaczyna spadać krótko po wyborach" - zaznaczył.

Co ciekawe, Palikot odniósł się też do usunięcia z PiS Elżbiety Jakubiak oraz Joanny Kluzik-Rostkowskiej. Podkreślił przy tym, że tę drugą chętnie widziałby we własnym ugrupowaniu. "Ona ma poglądy antykościelne i lewicowe, i dziwiłem się, że była w PiS-ie" - stwierdził. Zarazem poseł rozumie powody usunięcia jej z partii. Jego zdaniem, rzeczywiście wykorzystanie w kampanii "karty smoleńskiej" odebrałoby Bronisławowi Komorowskiemu zwycięstwo. "Jej zawdzięczamy, że nie wygrał wyborów, więc jestem w stanie przyjąć ją jako honorowego członka ruchu poparcia".

Janusz Palikot stwierdził też, posłanka prowokowała wręcz, by ją wyrzucono z partii. "Była zdeterminowana, by zorganizować se środowisko polityczne. Mówiła, że liczy na jakieś 30 osób, które odejdą z PiS".