Kluzik-Rostkowska na konwencji PO. "To nie jest moja sprawa"

Reklama

Odejście z PJN jednej z założycielek partii komentowała Elżbieta Jakubiak, która jeszcze wczoraj zarzekała się, że na 99,99 proc. Kluzik-Rostkowska nie pojawi się na konwencji PO. "To jest decyzja Joanny, to już nie jest moja sprawa. Zrobiliśmy wszystko, żeby Joannie wytłumaczyć, że jej miejsce jest z nami, że nic się nie zmieniło od 16 listopada, kiedy zakładaliśmy PJN" - przekonywała była minister sportu. Przyznała też, że nie podobało się jej wystąpienie Kluzik-Rostkowskiej, które nie było ani dobre, ani zręczne. "Myślę że była bardzo zdenerwowana" - podsumowała.

Nad tym, co dalej będzie z PJN, zastanawiał się Marek Jurek z Prawicy RP. "Pani minister Kluzik-Rostkowska wycisnęła swoje piętno na kształcie PJN, który budowała i ciekawe jest to, czy PJN będzie w stanie od tego piętna się uwolnić. PJN musi się zdecydować, czy chce był propozycją republikańską, chrześcijańską, konserwatywną, czy partią nieokreśloną, tym wiecznym projektem. Kluzik-Rostkowska jest konserwatywnym socjaldemokratą, myślę, że w Platformie jest na swoim miejscu. Dużo czasu zmarnowała, chodząc po innych partiach" - podsumował.

Gorzkich słów byłej szefowej PJN nie oszczędził także doradca prezydenta prof. Tomasz Nałęcz. "Można być ideowym jak drut, mając 3-5 procent poparcia. Kiedy się ma czterdzieści, czy pięćdziesiąt kilka procent, to się ma dużo szersze skrzydła. Przykład pani Joanny jest przykładem, że w polityce trzeba uważać na słowa, które potem trzeba zjeść. Nie ma co nadmuchiwać żaby do rozmiarów krokodyla, bo krokodyla dużo trudniej zjeść niż żabę" - stwierdził.

Z pojawienia się Kluzik-Rostkowskiej w Gdańsku cieszył się za to Andrzej Halicki z PO. "Jestem bardzo zbudowany tym spotkaniem, to co dla nas ważne, jest podejmowane przez innych ludzi, takich jak Dariusz Rosati i Joanna Kluzik-Rostkowska. Dla niej to była bardzo trudna decyzja, ona przeżyła tę długą drogę, ale wydaje mi się, że to jest decyzja dość naturalna. Bardziej się dziwiłem, co ona robiła w PiS, w czasie kampanii" - stwierdził. Dodał, że dobrze życzy PJN, ponieważ "demokracja potrzebuje pozytywnej konkurencji".

Z kolei Stanisław Żelichowski z PSL skrytykował nie tyle samą byłą szefową PJN, co zapraszającą ją do swego grona PO. "Jest taka zasada w politologii <łap wszystkich>, którą zastosowała Platforma. To ma swoje plusy i minusy. Działacze w terenie, kiedy się postawi kogoś z zewnątrz na czele partii, czują się jak mol żyjący w kurzu, więc są wkurzeni. Tak było z Krzaklewskim, z ministrem Sikorskim, który przegrał prawybory" - przypominał szef klubu ludowców.

Nałęcz: Szef PiS "politycznie molestował"

Politycy komentowali także wczorajsze spotkanie Jarosława Kaczyńskiego z młodymi sympatykami i działaczami PiS, a przede wszystkim jego wystąpienie. Szef PiS mówił w nim o świętującej w Gdańsku PO jako "sytych i gnuśnych", wspominał także tonącego Titanica. "Jarosław Kaczyński kolejny raz pokazuje totalną krytykę Platformy zamiast swojego programu. To przypomina dziennikarzy <Trybuny Ludu>, którzy ciągle chodzili pijani, bo opisywali inną rzeczywistość niż ta rzeczywista. Kaczyński wciąż nie pokazuje, co chciałby zrobić, tylko pokazuje jaka Platforma Obywatelska jest brzydka" - stwierdził Żelichowski.

Dużo ostrzej mówił prezydencki doradca, Tomasz Nałęcz. "Byłem zażenowany i zawstydzony jako nauczyciel, patrząc na wczorajszą konwencję PiS. Kiedy ja rozmawiam z moimi studentami, że Polska jest bezpieczna jak nie była od kilkuset lat, że mogą myśleć o swoich osobistych wyborach. Kiedy prezes zaczął mówić do tej młodzieży, że Polska jest Titanikiem, to dla mnie to było jakieś polityczne molestowanie, coś na kształt politycznej pedofilii, jakby mówił do jakiś zgorzkniałych starców" - stwierdził, czym wywołał reakcję prowadzącej. "Ojej, nie nie..." - powstrzymywała go Monika Olejnik. Nałęcza poparł jednak Stanisław Żelichowski, mówiąc: "Dlatego mówiłem o <Trybunie Ludu>". Protestował też Marek Jurek. "W metaforyce musi być granica" - uciął.